TRANSLACJA TO SPORY WYDATEK
Tłumaczenie pakietu ERP kosztuje 200-700 tys. złotych
KLIENT POMOŻE: Zgodność oprogramowania z obowiązującymi przepisami jest tak ważna dla użytkowników aplikacji, że niektórzy z nich sami wysyłają prośby o wykładnię przepisów do różnych instytucji. Odpowiedzi dostarczają nam, a my wprowadzamy oczekiwane korekty do oprogramowania — wyjaśnia Joanna Bańkowska, prezes spółki Intentia-Vimex. fot. BS
Dystrybutorzy systemów klasy ERP deklarują, że ich oferta jest w pełni spolonizowana. Okazuje się jednak, że niektóre z takich zapewnień są wątpliwe. Wielu przedstawicieli producentów oprogramowania nie sprzedaje bowiem w Polsce pełnych pakietów, a tylko te moduły, które zostały dotychczas przetłumaczone.
Przedstawiciele firm softwareŐowych uważają, że jednym z głównych czynników wymuszających tłumaczenie oferowanych przez nich aplikacji na język polski jest specyfika klientów, do których są one kierowane.
— Pakiety klasy ERP przeznaczone są dla dużych firm. Trudno wymagać, aby w takim przedsiębiorstwie, na każdym stanowisku zatrudniona była osoba znająca język obcy — tłumaczy Renata Talarek, menedżer działu organizacji produktu w IFS Poland.
Dostawcy pakietów wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwem przyznają jednak, że gdyby ich użytkownicy znali języki obce, to poza modułami finansowo-księgowymi, mogliby w zasadzie korzystać z aplikacji w oryginalnych wersjach. Takie właśnie były początki oprogramowania ERP w Polsce.
— W latach 1993-94, kiedy polski rynek pakietów ERP zaczął się rozwijać, zdarzało się, że klienci -zwłaszcza międzynarodowe korporacje działające na terenie naszego kraju - kupowali oprogramowanie obcojęzyczne. Obecnie takie przypadki nie mają miejsca. Konkurencja wśród dostawców oprogramowania jest zbyt duża, aby któraś z firm mogła sobie pozwolić na sprzedaż nie przetłumaczonych aplikacji. Również oczekiwania klientów są w tym względzie jednoznaczne. Oprogramowanie musi być po polsku —twierdzi Joanna Bańkowska, prezes spółki Intentia-Vimex.
Podobne opinie wyrażają również inni dostawcy pakietów wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwem. Deklarują oni sprzedaż wyłącznie przetłumaczonego oprogramowania. Czasami może to jednak oznaczać, że w Polsce oferują mniej niż na Zachodzie.
Niepełne tłumaczenia
— Od samego początku sprzedajemy w Polsce wyłącznie zlokalizowane oprogramowanie. Na krajowym rynku nie oferujemy jednak wszystkich modułów naszego pakietu, a tylko te, które zostały przetłumaczone — przyznaje Urszula Habowska, dyrektor ds. marketingu w firmie Great Plains Software Polska.
— Tłumaczymy około 80 proc. modułów wchodzących w skład naszego pakietu. Nie lokalizujemy tych aplikacji, które w Polsce nie znajdują zastosowania. Nie przetłumaczony jest m.in. moduł World Trade, wykorzystywany do obsługi wymiany handlowej pomiędzy krajami Unii Europejskiej — wyjaśnia Renata Szymańczyk, specjalista ds. marketingu w JBA Polska.
Wraz z rozwojem rynku rośnie jednak liczba zlokalizowanych modułów.
— Ze względu na mniejsze zainteresowanie niż innymi modułami, nie tłumaczyliśmy dotychczas modułu Human Resources. Zmiany na rynku spowodowały jednak, że w najnowszej wersji naszego pakietu jest on już spolonizowany — informuje Renata Talarek.
Tłumaczenie oprogramowania i dokumentacji zlecane jest najczęściej firmom zewnętrznym. Ich praca trwa 2-3 miesiące i kosztuje 200-700 tys. zł. Firmy informatyczne w pełni samodzielnie dostosowują natomiast sprzedawane aplikacje do przepisów prawnych. Starają się przy tym, aby w dniu wejścia w życie nowych przepisów klient dysponował już odpowiednią modyfikacją oprogramowania. Ze względu na zachodzące zmiany w kulturze politycznej jest to łatwiejsze niż kilka lat temu.
Zdążyć na czas
— Jeszcze niedawno ustawy wprowadzano z dnia na dzień, bez przepisów wykonawczych, które dla firm softwareŐowych są podstawą pracy nad przygotowaniem aplikacji. Sytuacja taka sprawiała, że musieliśmy pracować opierając się na domysłach. Bardzo często przepisy wykonawcze zmieniały też przepisy ustawy. Obecnie wygląda to zupełnie inaczej. Ustawy wprowadzane są z wyprzedzeniem, a my zyskujemy czas na przygotowanie i dostarczenie klientom oprogramowania działającego zgodnie z obowiązującym prawem — mówi Joanna Bańkowska.
Ciągle jednak, aby zdążyć na czas, prace nad korektą aplikacji rozpoczyna się wkrótce po powstaniu projektu zmian ustawodawczych. Firmy informatyczne starają się zdobyć ich założenia w Ministerstwie Finansów i innych agendach rządowych. W okresie vacatio legis popularne jest wysyłanie swoich pracowników na szkolenia organizowane przez ZUS lub korporacje zawodowe, np. stowarzyszenia księgowych. Pozwalają one nie tylko zapoznać się z nowymi przepisami, ale także z ich obowiązującą interpretacją. Sposobem na zapoznanie się z obowiązującą wykładnią przepisów w okresie „spoczywania prawa” jest także wysyłanie zapytań do Ministerstwa Finansów oraz urzędów i izb skarbowych. Posiadanie pisemnych stanowisk tych instytucji pozwala upewniać klientów w przekonaniu, że zastosowane w danym pakiecie rozwiązania są zgodne z polskim prawem.