Umowa handlowa nie rozrusza hossy

Po podpisaniu porozumienia między USA a Chinami inwestorzy od razu zadadzą sobie pytanie — co dalej? — uważają specjaliści

Podpisanie porozumienia handlowego między USA i Chinami jest przełomem w trwających od blisko dwóch lat napięciach handlowych. Mimo to globalni inwestorzy na razie wstrzymują się z otwieraniem szampana. Ostatnie godziny przed ceremonią przebiegały pod znakiem lekkiego osłabienia dolara, solidarnie zyskiwały za to amerykańskie obligacje skarbowe, indeksy giełdy nowojorskiej i złoto.

Donald Trump dzięki podpisaniu umowy handlowej zyska silny argument w
rozpoczynającej się kampanii wyborczej. Pekin, który reprezentował wicepremier
Liu He, zakończy konfrontację i będzie mógł się skupić na problemach
spowolnienia w gospodarce i niepokojów w Hongkongu.
Wyświetl galerię [1/2]

OBOPÓLNE KORZYŚCI:

Donald Trump dzięki podpisaniu umowy handlowej zyska silny argument w rozpoczynającej się kampanii wyborczej. Pekin, który reprezentował wicepremier Liu He, zakończy konfrontację i będzie mógł się skupić na problemach spowolnienia w gospodarce i niepokojów w Hongkongu. Fot. Reuters-Forum

— Zawarcie porozumienia było oczekiwane, bo rynki dyskontowały to od początku grudnia. Nie zdziwiłbym się wręcz, gdyby doszło do pewnej realizacji zysków, zgodnie z zasadą „kupuj plotki, sprzedawaj fakty” — komentuje Jarosław Leśniczak, zarządzający w TFI PZU.

Według wstępnych informacji porozumienie miało zakładać zmniejszenie dużej części nałożonych na Chiny ceł, przy obietnicy Państwa Środka co do zakupów amerykańskich towarów rolnych i surowców energetycznych. Pekin poczynił ustępstwa począwszy od kwestii polityki kursowej przez ochronę własności intelektualnej, na bilansie handlowym skończywszy, a dla Waszyngtonu najistotniejsze było wprowadzenie kar za niewywiązanie się z przyjętych zobowiązań.

— To ogromne osiągnięcie prezydenta oraz jego doradców ekonomicznych — zachwalał sekretarz skarbu Steven Mnuchin.

Pierwszy krok

Zdaniem Jarosława Leśniczaka porozumienie to rzeczywiście krok we właściwą stronę, który jednak nie zamyka tematu. Większość ceł zostanie utrzymanych prawdopodobnie przynajmniej do czasu wyborów w USA, a ewentualne zmiany w chińskim modelu państwowego kapitalizmu będą przedmiotem rozmów dopiero w dalszych negocjacjach.

— Mamy do czynienia raczej z zawieszeniem broni niż z końcem konfliktu handlowego. Teraz najważniejsze będzie to, kiedy drugi etap rozmów faktycznie się rozpocznie — ocenia specjalista.

Środowe porozumienie przynajmniej na pewien czas pozwoli inwestorom przenieść uwagę na inne czynniki, w tym związane ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w USA, zauważa Mateusz Namysł, analityk mBanku.

— Temat wojen handlowych zapewne wróci w drugim kwartale. W lutym kluczowe mogą okazać się prawybory w partii demokratycznej — przewiduje Piotr Popławski, analityk ING Banku Śląskiego.

Faworytem w nich jest uchodzący za przewidywalnego centrystę Joe Biden, jednak szansę na nominację zachowują kandydaci o radykalnych poglądach, jak Elisabeth Warren czy Bernie Sanders. To istotne nie tylko dlatego, że wybór któregoś z nich mógłby oznaczać nie tylko podwyżki podatków — reprezentują oni co najmniej tak samo nieprzejednane stanowisko wobec Chin jak Donald Trump, zauważa Piotr Popławski.

— To, kto wygra w jesiennych wyborach za oceanem, może przesądzić o kierunku, w którym podążą notowania dolara. Reelekcja urzędującego prezydenta wsparłaby dolara, jednak przeciwny skutek, ze względu na prawdopodobny odpływ zagranicznego kapitału z amerykańskiego rynku akcji, miałby zwłaszcza wybór Elisabeth Warren lub Bernie Sandersa — przewiduje specjalista, według którego drugim kluczowym dla inwestorów czynnikiem będzie kształtowanie się danych makro z globalnej gospodarki.

Już sama kampania może negatywnie wpływać na nastawienie do aktywów korzystających na wzroście gospodarczym. Przyjmowanie twardego stanowisko wobec partnerów handlowych zdobyło poparcie przeważającej części amerykańskiej opinii publicznej, wskazuje Piotr Popławski. To oznacza, że kwestie handlowezapewne staną się głównym tematem kampanii — Donald Trump będzie chwalił porozumienie z Chinami jako swój sukces, podczas gdy kandydat demokratów może wręcz żądać postawienia Chinom jeszcze twardszych warunków.

— To nie będzie ułatwiało naprawy stosunków między USA i Chinami — zaznacza Jarosław Leśniczak.

Obligacje pod presją

Dodatkowo wrócić może kwestia relacji handlowych z UE, w tym możliwego nałożenia ceł na europejski przemysł motoryzacyjny. Tymczasem same Chiny mogą nie chcieć jedynie przyglądać się kampanii po drugiej stronie Pacyfiku. Aby utrudnić Donaldowi Trumpowi starania o reelekcję, Pekin może zdecydować się na zaostrzenie stanowiska, ostrzega specjalista. Zdaniem Mateusza Namysła złagodzenie napięć handlowych sprzyjałoby akcjom i innym aktywom korzystającym na wzroście gospodarczym — w tym metalom czy ropie naftowej. Jednak każdy z tych surowców ma swoją specyfikę, przypomina analityk rynków surowcowych mBanku.

— W 2020 r. spodziewam się nadpodaży na rynku ropy naftowej, co powinno sprzyjać spadkowi cen. Według mnie miedź ustaliła w zeszłym roku twarde dno w okolicach 5,6 tys. USD za tonę i przy braku silniejszego spowolnienia gospodarczego nie powinna raczej spaść poniżej tego poziomu. W przypadku złota ważny będzie sentyment globalny i działania banków centralnych — wylicza Mateusz Namysł.

Zdaniem Jarosława Leśniczaka zawarcie pełnego porozumienia, czego nie należy spodziewać się przed amerykańskimi wyborami, nie będzie dobrą wiadomością dla inwestujących w obligacje. W razie korzystnego obrotu spraw globalny wzrost powinien przyspieszyć, a temu zwykle towarzyszy słabe zachowanie papierów dłużnych. Pod presją znaleźć się mogą zwłaszcza obligacje z rynków bazowych, w tym niemieckie — to właśnie w nich inwestorzy najchętniej szukali schronienia przed globalnym spowolnieniem. Na kompleksowym rozwiązaniu kwestii handlowych najbardziej skorzystałyby wschodzące rynki akcji, bo oznaczałoby to uspokojenie sytuacji wokół Chin i spadek ryzyka poważniejszego wyhamowania wzrostu w Państwie Środka, ocenia specjalista.

— Na największych beneficjentów typowałbym rynki z gospodarek utrzymujących ścisłe relacje handlowe z Chinami — Azji, Ameryki Łacińskiej i Niemiec. Tymczasem korzystny wpływ na Niemcy powinien przełożyć się na koniunkturę na rynkach akcji Europy Środkowej i Wschodniej — przewiduje Jarosław Leśniczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu