USA kicha, świat ma katar

Anna Borys, AB
opublikowano: 13-08-2007, 00:00

Banki lekką ręką rozdawały pieniądze. Teraz mają problem, bo nie ma kto ich oddać. Ucierpi Amerykanin i Polak.

Nie wiadomo, jak wiele stracą finansowe instytucje na bezwartościowych papierach

Banki lekką ręką rozdawały pieniądze. Teraz mają problem, bo nie ma kto ich oddać. Ucierpi Amerykanin i Polak.

Przez giełdę przetacza się kolejna fala wyprzedaży. Na wczorajszej sesji WIG zjechał 3,2 proc. Jeszcze więcej stracił mWIG40, który zanurkował 4,5 proc. W su- mie z warszawskiej giełdy od 6 lipca wyparowało 93,5 mld zł.

Dlaczego wszyscy sprzedają? Panikę wywołały negatywne informacje z amerykańskiego rynku nieru-chomości. Mogą one za- powiadać początek kryzy- su sektora bankowego. Zwiastunami są bankructwa paru funduszy hedgingowych.

Kredytowe eldorado

Ostatnie lata były bardzo tłuste dla sektora bankowego — szczególnie za oceanem. Znacznie wzrosła liczba udzielonych kredytów. W konsekwencji przeciętny Amerykanin wydawał więcej, niż zarabiał. Wysoka konsumpcja nakręcała dobrą koniunkturę.

— Konsumpcja wytwarza dwie trzecie PKB w Stanach Zjednoczonych — mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Xelionu.

Problem polega na tym, że banki obniżały wymagania wobec do pożyczkobiorców kupujących coraz droższe domy. Przestały ich dokładnie sprawdzać i w rezultacie dopuściły do powstania bardzo wielu ryzykownych kredytów.

— Banki zaczęły emito-wać obligacje zabezpieczone spłatami z tytułu kredytów hipotecznych. Papiery te były bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych — tłumaczy Piotr Szulec, dyrektor inwestycyjny w firmie doradczej Partnerzy Inwestycyjni.

Za chciwość trzeba płacić

Sytuacja jednak zaczęła się zmieniać. Władze monetarne w Stanach Zjednoczonych, w obawie przed wzrostem inflacji, rozpoczęły cykl podnoszenia stóp procentowych. Oznacza to wzrost kosztu kredytów. W konsekwencji Amerykanie zaczęli mieć problemy ze spłatą swojego zadłużenia.

— Po pierwszych negatywnych informacjach z tego rynku agencje ratingowe obniżyły oceny obligacji związanych z rynkiem kredytów. W konsekwencji oznacza to, że papiery te mają bardzo niską wartość, żeby nie powiedzieć, że są bezwartościowe — dodaje Piotr Kuczyński.

Rynek zareagował natychmiast. Zaczęły bankrutować fundusze hedgingowe, które inwestowały w obligacje oparte na kredytach. Korzystały one często z lewaru finansowego — na inwestycje brały kredyty —zatem kupiły ich znacznie więcej niż miały pieniędzy. Właśnie dlatego kłopoty ze swoimi funduszami ma BNP Paribas.

Pytanie ile?

Na razie wygląda na to, że kryzys dotknął tylko złe kredyty hipoteczne, a nie cały sektor bankowy. Jednak to się może zmienić. Amerykanie mierzą swój majątek nieruchomościami i papierami wartościowymi, które posiadają. Ceny na rynku nieruchomości zanurkowały, indeksy giełdowe także.

— Przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych jest teraz biedniejszy. W konsekwencji będzie dążył do ograniczenia konsumpcji — ostrzega Piotr Kuczyński.

Dla gospodarki amerykańskiej oznacza to spadek PKB. Jednak pasa będzie musiał zacisnąć nie tylko mieszkaniec Nowego Jorku czy Nebraski.

— Większość produkcji z Chin jest eksportowana na rynek amerykański. Mogą ucierpieć także gospodarki azjatyckie — dodaje Maciej Kossowski.

Ale bez paniki

Na razie nikt nie potrafi oszacować, ile stracą instytucje finansowe na bezwartościowych papierach.

— Dopóki kryzys dotyka jedynie funduszy hedgingowych, nie ma zagrożenia dla całego sektora. Alarmujące będą dopiero sygnały z największych banków amerykańskich. Na razie ich nie ma — uspokaja Piotr Szulec.

Warto obserwować, czy choroba nie przerzuci się z niewielkiego wycinka rynku sektora bankowego na cały organizm.

Okiem eksperta

Piotr Szulec

firma doradcza Partnerzy Inwestycyjni

Wykorzystać przecenę do zakupów

Sytuacja w Stanach nie zagraża bezpośrednio warszawskiej giełdzie. Jednak na Wall Street ostatnio obserwujemy bardzo dużą zmienność. Może to sugerować wygasanie trendu wzrostowego.

Obligacje wyemitowane pod spłatę kredytów hipotecznych są przyczyną bankructw kilku funduszy hedgingowych. Jednak nikt nie potrafi oszacować, jakie realne straty mogą spowodować te obligacje dla instytucji finansowych. Do tej pory kryzys na rynku nieruchomości, który trwa od paru miesięcy, nie ma dużego wpływu na amerykańską gospodarkę. Świadczy o tym wysoki PKB po drugim kwartale. Jedynym zagrożeniem jest nadal groźba rozlania się problemu na cały rynek nieruchomości. Jeśli tak by się stało, to możliwe, że ucierpi sektor bankowy na całym świecie. Jednak dopóki największe banki za oceanem nie informują o kłopotach, można spać spokojnie. Warszawski inwestor powinien zastanowić się, jak długo ma zamiar inwestować swój kapitał. Jeśli to kolejne kilka lat, to teraz jest znakomity moment, żeby uzupełnić portfel o tańsze akcje. Warto zauważyć, że spadki na parkiecie obniżają wskaźniki spółek — przede wszystkim wskaźnik cena do zysku (P/E). Już teraz niektóre akcje wyglądają na niedowartościowane. Na to nakładają się często bardzo dobre wyniki po drugim kwartale. Zalecam zatem mało emocji i silne nerwy. Najlepiej teraz wykorzystać wyprzedaż, żeby doważyć portfel bardzo tanimi akcjami.

Okiem eksperta

Maciej Kossowski

Wealth Solutions

Sytuacja jest poważna, ale bez paniki

Na rynek napływają negatywne informacje. Z jednej strony mWIG40 zjechał w ciągu dwóch miesięcy blisko 25 proc. Giełdę ciągną w dół także surowce. Z USA docierają komunikaty o kolejnych bankructwach funduszy hedgingowych. Fundusze płacą za to, że banki udzielały kredytów bez wystarczającej weryfikacji pożyczkobiorców i teraz mają kłopot, bo nie ma kto oddać pieniędzy. Mamy do czynienia z dużo poważniejszą sytuacją niż w lutym, kiedy indeksy ostro spadały, ale tylko w krótkim okresie. Jeśli ktoś inwestuje długoterminowo w fundusze, to nie powinien panikować. Najlepiej dokupić jednostki inwestycyjne i trzymać. Można też zarobić na spadkach. Przydatne są kontrakty terminowe i opcje. W takie instrumenty lokują kapitał fundusze hedgingowe. Trudno oszacować, kiedy będzie odbicie. Możliwe, że potrzeba paru dni silnych spadków, żeby gracze znów zaczęli kupować.

Okiem eksperta

Paweł Homiński

Noble Bank TFI

Grunt to spokój i opanowanie

Jeśli są spadki, to zazwyczaj wszędzie. Warszawski parkiet spada więc, mimo że brak realnych przyczyn tak silnej wyprzedaży. Wszystko wskazuje, że to tylko korekta w długoterminowym trendzie wzrostowym. Zatem nie ma sensu uleganie panice.

Okiem eksperta

Piotr Zakrzewski

New World Alternative Investments

Ostrożność jest w cenie — lepiej sprzedać

Sytuacja w Stanach nie ma bezpośredniego przełożenia na warszawski parkiet. Jednak spadki na świecie powodują, że warszawscy inwestorzy nie akceptują ryzyka związanego z przewartościowanymi spółkami na GPW.

Obawa ewentualnych strat powoduje, że wielu graczy zamyka pozycje, a to dodatkowo nakręca spadki. Lepiej zainwestować w bardziej perspektywiczne rynki np. w indeksy zagranicznych spółek zajmujących się wytwarzaniem energii alternatywnej. Nie należy liczyć, że notowania szybko wrócą do rekordowych poziomów.

Nawet gracze, którzy dokonali inwestycji co najmniej rok temu, powinni rozważyć realizację zysków. Ostrożność jest ostatnio w cenie. Nie ma sygnałów, które by sugerowały poprawę w krótkim terminie. Myślę, że dopiero w przyszłym roku mamy szansę odrobić straty — do tego czasu warszawski parkiet czeka trend boczny horyzontalny.

Okiem eksperta

Piotr Kuczyński

Xelion

Kryzys ma dwa rozwiązania, trzeba czekać

Problemem w USA nie jest sam rynek nieruchomości. Straty przynoszą instrumenty finansowe stworzone na jego podstawie. Po pierwszych negatywnych komunikatach agencje ratingowe obniżyły ocenę obligacji, którymi handlowały instytucje na całym świecie. Powstały obawy, że handluje się śmieciem.

Dla instytucji finansowych oznacza to kłopoty z płynnością. Kryzys pogłębia fakt, że nikt nie potrafi oszacować skali zagrożenia. Mówi się nawet o 500 mld USD.

Scenariusze są dwa. W pierwszym banki centralne wpuszczają dużo gotówki do systemu finansowego, a to poprawia płynność sektora i indeksy mają szansę wrócić do wzrostów. Drugi scenariusz to wielomiesięczna korekta, wywołana kryzysem gospodarczym w USA. Warszawski inwestor nie ma dużego pola manewru. Obecnie obserwujemy panikę. Najlepiej czekać na odbicie i wtedy podejmować decyzję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Borys, AB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / USA kicha, świat ma katar