Czytasz dzięki

USA wywierają presję na franka

Ostatnie umocnienie franka to głównie efekt słabości złotego, jednak amerykańska presja na SNB może wzmocnić szwajcarską walutę.

Ostatnie tygodnie na rynku franka do złotego stały pod znakiem znacznych wahań. Jeszcze na początku września za szwajcarską walutę płaciło się chwilowo poniżej 4,04 zł, najmniej od kiedy w marcu wybuchła pandemia COVID-19. Już pod koniec ubiegłego miesiąca notowania po raz pierwszy od czterech miesięcy przekroczyły 4,25 zł, by od tamtego czasu cofnąć się o 10 gr. Choć frank słynie z silnych ruchów, to tym razem zmienność na parze CHF/PLN jest głównie zasługą polskiej waluty. Złoty wyraźnie osłabiał się we wrześniu wobec najważniejszych walut, w miarę jak na światowych rynkach pogłębiała się ucieczka od ryzyka, a jesienna fala epidemii COVID-19 przybierała na sile.

Franki szwajcarskie
Zobacz więcej

Franki szwajcarskie fot. Bloomberg

„Waluty regionu wspiera obecnie perspektywa przyjęcia — choć z pewnym opóźnieniem — znaczącego pakietu stymulacji fiskalnej w USA oraz spore prowadzenie Joego Bidena w sondażach prezydenckich w USA” — komentuje w nocie do klientów Piotr Matys, strateg walutowy Rabobanku.

Mimo to jego zdaniem złoty jest podatny na przecenę ze względu na silny wzrost liczby przypadków COVID-19. Tymczasem notowania franka już od lipca praktycznie nie wychodzą poza 1-procentowy zakres wahań względem euro. To skutek wzmożonych interwencji szwajcarskiego banku centralnego (SNB) — w pierwszym półroczu instytucja poświęciła na nie 90 mld CHF, więcej niż w ciągu wcześniejszych trzech lat. Działania SNB mają nie tylko przeciwdziałać wzmocnieniu się krajowej waluty, ale także ograniczać presję deflacyjną w gospodarce. W tym roku spadek PKB ma sięgnąć 5 proc., a inflacja może pozostać w okolicach zera do 2022 r.

Na ostatnim posiedzeniu władz monetarnych decydenci ocenili, że wycena franka jest bardzo wysoka i zapowiedzieli nasilenie aktywności na rynku. SNB ma jednak coraz większy problem z tym, że na interwencje wyjątkowo krytycznie patrzy amerykański departament skarbu. Szwajcaria trafiła na listę krajów podejrzewanych o manipulowanie kursami własnych walut. Zdaniem ekonomistów, między innymi z Goldman Sachs Group, wstrzykiwanie przez SNB płynności do systemu finansowego może spotkać się z nasileniem sprzeciwu w USA.

Bank w Bernie zareagował na razie niewielkimi ustępstwami — przede wszystkim zgodził się na częstsze, cokwartalne raportowanie o interwencjach. Jednak zdaniem specjalistów już tak drobna zmiana może osłabić skuteczność interwencji — przed spekulowaniem pod umocnienie franka zniechęca właśnie brak przewidywalności działań SNB.

Z drugiej strony określenie Szwajcarii mianem kraju manipulującego kursem walutowym mogłoby utrudnić jeszcze bardziej życie tamtejszemu bankowi. W takim wypadku spekulanci mogliby sądzić, że instytucja ma związane ręce, i zacząć wywierać coraz mocniejszą presję zakupami franka. W okresie awersji do ryzyka na rynkach wzmożony popyt na uważanego tradycyjnie za bezpieczne schronienie franka mógłby popchnąć jego kurs w kierunku parytetu (kursu 1,0) względem euro.

Ucieczkę od aktywów podatnych na wahania koniunktury można było obserwować przez cały wrzesień, jednak wiele trudnych chwil może być jeszcze przed inwestorami. Do potencjalnych czynników ryzyka należą zbliżanie się wyborów prezydenckich w USA oraz końca okresu przejściowego po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane