Uzależniona od tworzenia

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 12-02-2021, 14:45

W życiu nie można niczego przyspieszać. Trzeba dać sobie czas, żeby pewne furtki się otwierały, bo inaczej się nie otworzą – twierdzi Magdalena Beyer, założycielka firmy kosmetycznej Fridge by yDe. I udowadnia to swoim życiem.

Zapowiedź:
Zapowiedź:
Magdalena Bayer po latach powróciła do malowania. Wystawę jej prac będzie można oglądać w Stoczni Gdańskiej już w maju, jeżeli pandemia tych planów nie pokrzyżuje.
Aneta Gębska

Dla Magdaleny Beyer nie ma rzeczy niemożliwych. Skończyła Akademię Sztuk Pięknych, pracowała jako dyrektor kreatywna w agencji reklamowej, założyła Fridge, firmę produkującą kosmetyki naturalne. Wydała książkę dla dzieci i rodziców, zajęła się fotografią, a wystawa jej zdjęć nie przeszła bez echa. Znalazła też czas na ilustracje, które teraz wykorzystuje do produkcji jedwabnych chust, a jakby tego było mało, zaczęła kreować perfumy i wróciła do malarstwa. To nie są jej wszystkie pomysły na życie, mimo że jest matką na pełen etat.

Skąd wziął się talent artystki do biznesu? Magdalena Beyer śmieje się, że to pewnie zmysł po prapradziadku Ludwiku Geyerze.

– Był biznesmenem marzycielem. Założył fabrykę włókienniczą w Łodzi, zanim o założeniu takiej zaczęli myśleć bohaterowie „Ziemi obiecanej”. Zainstalował w niej nawet pierwszą w mieście maszynę parową, czym rozpoczął nowy etap włókiennictwa. Wprawdzie w międzyczasie zbankrutował, wylądował nawet w więzieniu, ale biały budynek fabryki jego imienia wciąż stoi – mówi Magdalena Beyer.

Założycielce Fridge bankructwo nie grozi. Biznes rozwija się coraz lepiej, czym jest zaskoczona, bo wydawało się jej, że w czasie pandemii pierwszoplanowe potrzeby są inne.

Artystka w agencji

Lubią zimno:
Lubią zimno:
Naturalne kosmetyki Fridge można przechowywać 2,5 miesiąca, pod warunkiem że trzyma się je w lodówce.
fot. AJ STUDIO Adam Jakubiak

Nie sądziła, że zostanie businesswoman i za taką się nie uważa, mimo że zarządza firmą. Marzyła o ASP już w szkole podstawowej, poszła więc do liceum plastycznego. Na akademię nie tylko się dostała za pierwszym razem, mimo że było tylko dziesięć miejsc, lecz była pierwsza na liście, dystansując konkurencję. To miał być pierwszy etap realizacji drogi twórczej, który opracowała sobie, wchodząc w nastoletni etap życia. Ta droga twórcza wciąż trwa, mimo że po skończeniu uczelni na lata odłożyła pędzel i sztalugi. Dzisiaj żartuje, że to był dobry czas, również pod względem towarzyskim, ale nie był dobry, żeby po skończeniu uczelni malować. Poza tym zafascynował ją dopiero rozwijający się w Polsce świat reklamy.

– Powstawały pierwsze agencje, praca była zespołowa, kreatywna, a więc też twórcza. Reklamy też były inne, niepodporządkowane całej masie badań, jak jest dzisiaj. Odważniejsi byli też klienci. Postanowiłam ruszyć nową drogą – wspomina Magdalena Beyer.

Wyruszyła więc z rodzinnego Trójmiasta do Warszawy, dając sobie dwa miesiące na znalezienie pracy.

– Znalazłam ją po miesiącu, mimo że nie miałam pojęcia o komputerze, o projektowaniu na nim. Jedyną moją mocną stroną były rysunki, ale chciałam spróbować i spróbowałam. Tak minęło 10 lat – mówi.

Jej reklama „Pedros? Nie. Gajos” uznawana jest dzisiaj za jedną z najlepszych.

Ryzykowny biznes, ale…

Na Pomorzu:
Na Pomorzu:
Magdalena Beyer założyła plantację dzikiej róży wykorzystywanej w kosmetykach Fridge. Inne składniki firma kupuje z certyfikowanych plantacji w Polsce, ale część – np. masło kakaowe, masło shea i olejki eteryczne – sprowadza.
materiały prasowe

Przyszedł jednak czas na podjęcie kolejnych decyzji i wybór nowej drogi. Pomogła w tym pierwsza ciąża i narodziny syna. Powrót do pracy, która czasem zajmowała kilkanaście godzin na dobę i przeciągała się do późnej nocy, nie wydawał się najlepszym rozwiązaniem. Zwłaszcza że w tym czasie młodzi rodzice kupili na Pomorzu stary pocysterski folwark, a sąsiedzi namawiali ich na założenie plantacji ziół. Do zagospodarowania było 28 hektarów.

– Pomyślałam wtedy, że mam tak duże doświadczenie w budowaniu marek, że może czas wymyślić własną. Mąż poparł mój pomysł. Zaczęliśmy jeździć na ekotargi kosmetyczne w Niemczech, bo Niemcy w ekologii byli 10 lat przed nami. Nie interesowało mnie jednak powielenie tego, co już na rynku było i dobrze się sprzedawało, chciałam zrobić coś od podstaw, czego na rynku jeszcze nie ma – twierdzi Magdalena Beyer.

Zaczęła też – jak przystało na fachowca od reklamy – robić analizy rynku. Potem znalazła chemików, którzy podzielili jej zapał do tworzenia kosmetyków naturalnych, mimo że miały nie zawierać konserwantów, a więc byłyby krótkotrwałe. Wyzwanie było duże i bardzo ryzykowne, bo tego rodzaju produkty nie mogą czekać w hurtowni na sprzedaż.

– Z góry zakładaliśmy, że nie będą to kosmetyki do sprzedaży masowej. Nie będą też tanie z racji używania wyjątkowych składników. Zależało nam również na wykorzystaniu dzikiej róży, badania dowodziły jej fantastycznych właściwości ze względu na dużą zawartość witaminy C – podkreśla Magdalena Beyer.

Opracowywanie receptur trwało dwa lata. Na początku kosmetyki szybko się psuły, ale ostatecznie udało się przedłużyć ich trwałość do 2,5 miesiąca, pod warunkiem że trzyma się je w lodówce.

– To czas, w którym kobieta wykorzysta słoiczek kremu o pojemności 30 czy 50 ml, trzeba było się jednak zastanowić, jak produkty sprzedawać, a mieliśmy tylko laboratorium i jeden punkt sprzedaży. Postawiliśmy na internet i to był strzał w dziesiątkę – zapewnia twórczyni Fridge.

…bez kompromisów

Salon marki Fridge w Warszawie
Salon marki Fridge w Warszawie
fot. AJ STUDIO Adam Jakubiak

Mimo że nakłady były duże – choć rozłożone na lata – firma powstała z własnych funduszy, bez kredytów, dotacji i udziału inwestorów. Po kilku latach zaczęła zarabiać i całkiem dobrze prosperuje nawet w obecnym trudnym czasie. Klientów wciąż przybywa.

– Możemy teraz myśleć, jak dalej biznes rozwijać, choć nie chcemy iść śladem małych firm, które bardzo się rozwinęły i zaczęły być zmuszane do redukcji kosztów, a z tego nic dobrego nie wynika, przynajmniej dla produktów, a nasze produkty powstają z potrzeb albo moich i dziewczyn, które ze mną pracują, albo moich klientek – tłumaczy Magdalena Beyer.

Firma na początku miała produkować tylko kosmetyki do twarzy i ciała, ale klientki skarżyły się, że na naturalne kremy muszą nakładać sztuczny podkład, który nie pozwala skórze oddychać. Zaczęła się więc praca nad podkładem i udało się go zrobić, oczywiście tylko ze składników naturalnych. Lada moment pojawi się kolejny niezwykły produkt do makijażu.

– Fridge nie idzie na żaden kompromis, mamy własną plantację dzikiej róży. Inne składniki kupujemy z certyfikowanych plantacji w Polsce, ale część – jak masło kakaowe, masło shea czy olejki eteryczne – sprowadzamy – mówi szefowa firmy.

Kremy tworzą superzdolne, jak podkreśla właścicielka Fridge, chemiczki, ale perfumy komponuje sama.

– Jestem samoukiem. Okazało się jednak, że mam zmysł do tworzenia zapachów. Większość perfum robiona jest z syntetycznych składników, ja robię je tylko z naturalnych. Jest ich tak wiele i są tak interesujące, że mamy już w sprzedaży 14 różnych zapachów – podkreśla Magdalena Beyer.

To kolejny talent artystki i businesswoman. Wymyśliła nawet opakowania do perfum, wyrzeźbiła korki, które teraz są drukowane z kukurydzy, a więc również materiału ekologicznego, na drukarce 3D. Tworzy do nich opisy. To – jak mówi – jej osobna bajka.

Bajki pisane pędzlem

Kreatywnie:
Kreatywnie:
Ilustracje Magdaleny Beyer powstawały przez kilka lat, potem wydała je w formie jedwabnych chust. Przy każdej chuście są bajki, które też są elementem twórczości artystki.
materiały prasowe

Magdalena Beyer jest uzależniona od tworzenia, wymyślania i projektowania na różnych polach. To ją trzyma przy życiu, pozwala funkcjonować i daje energię do działania.

– Najpierw była reklama, która jest twórcza, miałam też czas ilustracji – powstawały przez kilka lat i wydałam je w formie jedwabnych chust. Przy każdej chuście są bajki, które też są elementem twórczości. Potem nastał czas fotografii – wspomina.

Na tym etapie jej życia powstała budząca kontrowersyjne odczucia wystawa fotografii „Zabawa”, której bohaterkami są lalki Barbie. W obrazach z ich udziałem nie ma jednak lukrowanego świata. Więcej jest przemocy, brutalności, wręcz okrucieństwa. Obrazy te kłócą się z delikatną, filigranową postacią pełnej optymizmu i radości życia artystki.

– To był kolejny etap w moim życiu. Wpadłam na pomysł budowania pewnych historii, w których uczestniczą Barbie. Kupowałam je używane, czasem bez ręki, nawet nie wiedziałam, że tyle można ich kupić z demobilu – z ubrankami i bez. Zaczęłam je fotografować w różnych sytuacjach. Musiałam to zrobić. To był kolejny etap w moim życiu. To musiało się wydarzyć – podkreśla Magdalena Beyer.

Powrót do malarstwa

Zacisze:
Zacisze:
W pocysterskim folwarku na Pomorzu Magdalena Beyer nie tylko uprawia dziką różę. Wykorzystała wielką niezagospodarowaną przestrzeń w domu na pracownię malarską. Tworzy tam obrazy w formacie 2,5 na 1,5 metra.
materiały prasowe

Dzisiaj uważa, że fotografia była preludium do malowania, bo zawsze czuła, że musi do niego wrócić.

– W domu na Pomorzu miałam wielką przestrzeń jeszcze niezagospodarowaną. Pomyślałam, że to będzie moja pracownia. Na początku bałam się wziąć pędzel do ręki, przymierzałam się do niego, ale chciałam, coś mnie do tego pchało, czułam, że nadchodzi moja pora na malowanie – mówi artystka.

I nadeszła. Zaczęła wyjeżdżać na Pomorze, zamykać się w samotności w swoim folwarku i malować obrazy, a ich formaty rosły – teraz mają 2,5 na 1,5 metra. Blejtramy robi pan Andrzej, ale sama obciąga je płótnem i gruntuje. Po farby jeździ do Castoramy. To jej ulubiony sklep.

– Małe tubeczki w sklepach dla plastyków to nie dla mnie. Ja muszę mieć wiadra farb. Od strachu przeszłam do fazy totalnej. Maluję już rękami, pędzlami do ścian. To dla mnie dobry czas, cieszę się, że go mam. Może ten czas zamknięcia się na malarstwo po studiach był potrzebny na zbieranie doświadczeń i dopiero teraz miał się otworzyć – zamyśla się.

Na początku bała się jednak pokazywać swoje prace światu, nawet nie wiedziała, czy chce to zrobić. Ktoś ją jednak namówił na wystawę i poddała się tej myśli.

Wystawę będzie można oglądać w Stoczni Gdańskiej, w której są odpowiednie przestrzenie dla dużych formatów, już w maju, jeżeli pandemia tych planów nie pokrzyżuje. Na kolejny etap trzeba poczekać, bo Magdalena Beyer o nie ma wątpliwości, że nastąpi.

Zdjęcie na stronie głównej: Aneta Gębska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane