Wielki powrót konopi

Póki istnieją, człowiek nie zginie. Do złudzenia przypominają marihuanę, ale można się nimi najeść, wyleczyć depresję, napędzić auto, zbudować z nich dom i uszyć ubranie

Zwyglądu konopie siewne i indyjskie mocno się nie różnią — obie rośliny mają charakterystyczne liście, znane z rysunków na koszulkach. Obie zawierają też mnóstwo organicznych związków chemicznych i należą do biologicznej rodziny konopiowatych (Cannabaceae).

Zobacz więcej

Mat. prasowe GMHemp

Różni je jednak rodzaj obecnych w nich kannabinoidów: konopie siewne to źródło tzw. CBD (kannabidiolu), zaś indyjskie (marihuana) mają znacznie więcej psychoaktywnego THC. THC w odmianach włóknistych również występuje, ale obecnie uprawiane gatunki zawierają go śladową ilość (do 0,2 proc.). Obie substancje znacząco różnią się działaniem.

— Ziarna konopi siewnych są wysoce oleiste, a pozyskany z nich tłuszcz niesie wiele zdrowotnych profitów: zawiera dużo witaminy K, chlorofil i białko wchłaniane w ponad 90 proc. — mówi Ewa Gryt, właścicielka firmy General Marketing Hemp, prowadzącej sklep DobreKonopie.pl, i jedna z pionierek biznesu konopnego w Polsce. Jej firma nie tylko handluje wyrobami z konopi, ale też prowadzi badania nad różnorodnością ich zastosowań.

— Ponieważ słoma konopna zawiera bardzo duży procent celulozy, mogłaby zastąpić drewno w produkcji papieru. Staramy się więc opracować technologię, która uczyni opłacalnym proces pozyskiwania celulozy z konopi — mówi Ewa Gryt. Gdy zaczynała działalność 12 lat temu, sprzedawała głównie produkty sprowadzane zza granicy, ale dziś, m.in. dzięki unijnym dopłatom i rosnącej wiedzy rolników, coraz więcej surowca produkuje się w Polsce. — Rolnicy doceniają tę roślinę, bo nie tylko sama jest tak odporna, że nie wymaga użycia żadnych środków ochrony, ale też użyźnia glebę pod następne uprawy. Zboża zasiane na polu, gdzie wcześniej rosły konopie, przynoszą obfitsze plony — twierdzi Ewa Gryt.

Jeszcze w latach 60. Polska była konopną potęgą. Wykorzystywano je jednak wyłącznie do wyrobu lin czy włókien przemysłowych lub do produkcji oleju z nasion. Dzisiejsi 50-60-latkowie, zwłaszcza z okolic Elbląga, Hrubieszowa czy z Lubelszczyzny, wciąż pamiętają obsiane konopiami pola i dziecięce zabawy wśród gigantycznych łodyg. Z początkiem lat 90. sytuacja kompletnie się zmieniła: producenci z roku na rok stracili zainteresowanie uprawą tej rośliny, a na placu boju na długie lata pozostał tylko państwowy Instytut Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich.

To on opracował odmiany konopi, które opierają się ustawie antynarkotykowej. Po nie właśnie sięgają dziś rolnicy skuszeni wysoką unijną dopłatą (ok. 1200-1300 zł od hektara, co jest zależne od ogólnej powierzchni upraw).

Zdaniem Macieja Kowalskiego, właściciela firmy HemPoland, eksportującej polskie konopie na rynki zagraniczne, boom zaczął się 2-3 lata temu. Roślina w Polsce wciąż jest jednak egzotyczna, a rynek — w powijakach. — Porównałbym obecny renesans konopi do odrodzenia jarmużu. Obie rośliny z dawien dawna w Polsce uprawiane, z jakiegoś względu przez lata były zapomniane, a teraz ponownie znalazły się na topie — mówi Maciej Kowalski.

Jego zdaniem, konopną modę nakręca nie tyle mylenie cannabis sativa L. z marihuaną, ile stale rosnąca popularność zdrowej żywności, do której ziarenka czy konopny olej śmiało mogą się zaliczać. — Ostatnio produkty konopne widziałem nawet w Rossmannie — szkoda tylko, że sprowadzone z zagranicy — zauważa Maciej Kowalski. Próbują to zmienić na razie nieliczni polscy producenci i przetwórcy konopi włóknistych. Ewa Gryt w sklepie DobreKonopie.pl stara się stopniowo zastępować marki zagraniczne wyprodukowanymi w kraju.

Właśnie wprowadza własną — Cannabis sativa, pod którą zamierza sprzedawać preparaty wykorzystujące działanie zawartego w kwiatach konopi siewnych CBD. Natomiast firma HemPoland wypuściła własny olejek konopny pod marką CannabiGold i nie tylko opiera się importowi, ale już go eksportuje.

— Konopie to znakomite chilloutery — wyciszają i uspokajają, a jednocześnie nie usypiają, lecz wspomagają koncentrację. Często polecają je nawet psychiatrzy pacjentom z depresją — zachwala Ewa Gryt. Właścicielka General Marketing Hemp rozpoczęła projekt badawczy we współpracy z Wydziałem Żywności i Żywienia Uniwersytetu Rolniczego, mający udowodnić na podstawie badań wśród szczurów, że produkty konopne zasługują na status tzw. superfood, czyli pożywienia zaspokajającego rozmaite potrzeby organizmu. Lubi powtarzać, że gdyby na ziemi zostały tylko konopie, ludzkość by przetrwała.

— Możemy z nich wyprodukować zarówno pełnowartościowe jedzenie, jak też zbudować dom, uszyć ubranie, zrobić paliwo, a nawet plastik — twierdzi Ewa Gryt. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Druś

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Wielki powrót konopi