Wielki reset to wielka fikcja

opublikowano: 31-01-2021, 20:00

Wymuszona epidemią zmiana formuły Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w szwajcarskim Davos obniżyła rangę tej najważniejszej – a przynajmniej tak się pozycjonującej – biznesowo-politycznej konferencji na świecie.

Normalnie alpejska dolina gromadzi blisko 3000 osobistości z ponad 100 państw. Rok temu podczas 50. edycji byli, jak się to mawia, wszyscy – od Donalda Trumpa po Gretę Thunberg. W centrum Davos, czyli poza zamkniętym obszarem forum, nasze spółki skarbu państwa urządziły Dom Polski, aby mieli gdzie dobrze się poczuć Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki. W tym roku władcy kraju przesunęli wahadło na drugą stronę. Od 25 do 29 stycznia w głównie wirtualnym 51. WEF uczestniczyło 2000 różnych liderów, ale z Polski ani prezydent, ani premier ekranowego głosu nie dali.

Od pół wieku inicjatywa WEF wiąże się z przyjeżdżaniem bogaczy z całego świata do Szwajcarii na zimowy wypoczynek. W tym roku było inaczej.

Hasłem przewodnim tegorocznej edycji był „Wielki reset”, czyli powrót. Nie zostało jednak sprecyzowane, do jakich źródeł. Teoretycznie chodziłoby o zaleczenie przez ludzkość ran pandemicznych. Wszyscy zdalnie występujący przywódcy chwalili się osiągnięciami w walce z COVID-19, ale kręcili własne polityczne lody. Władimir Putin zaakcentował bardzo zły stan relacji Rosji z Unią Europejską, z wyjątkiem takich inicjatyw jak gazociąg Nord Stream 2. Chiński wszechwładca Xi Jinping wykorzystał Davos do złożenia Josephowi Bidenowi oferty nowych relacji po epoce Donalda Trumpa. Oczywiście ani słowem nie odniósł się do okoliczności, że to z jego kraju świat zaatakowany został SARS-CoV-2.

Epidemia potwierdziła niską pożyteczność zbiórek finansowo-politycznej ekstraklasy dla ludzkości. Postępuje rozdźwięk między frazesami WEF a realnymi zmianami gospodarczo-społecznymi. Teoretycznie Davos powinno wypracowywać z wyprzedzeniem rozwiązania niezbędne do sprostania palącym wyzwaniom, ale w ostatnim okresie co najmniej dwa razy się skompromitowało. Pierwszy przypadek to styczeń 2008 r., kiedy WEF nie tylko nie zasygnalizowało światowego kryzysu finansowego – który eksplodował we wrześniu – lecz to właśnie jego weterani stali się sprawcami! Wszak panelom i tematycznym kolacjom w Davos nadają ton reprezentanci 1 proc. najzamożniejszych ludzi świata. Hasło następnej zbiórki w styczniu 2009 r. brzmiało „Ukształtujmy pokryzysowy świat”, ale takie kształtowanie ma tylko jeden cel – majątki krezusów wzrastają w postępie geometrycznym, zaś nożyce nierówności się rozwierają. Podczas epidemii COVID-19 to zjawisko się zwielokrotniło.

Rok temu podczas jubileuszowej 50. edycji WEF epidemia już stała u bram. Niestety, całkowicie oderwane od niej hasło brzmiało „Partnerzy na rzecz zrównoważonego i spójnego świata”. Raport WEF za globalne ryzyko uznawał katastrofę klimatyczną, co generalnie jest prawdą, ale uczestnicy forum nie mają zamiaru płacić za przeciwdziałanie – ani decydenci państwowi, ani potentaci biznesowi. Chińska broń biologiczna wtedy już atakowała USA czy Europę, ale 50. WEF zajmowało się… bardziej integracyjnym modelem kapitalizmu. A zatem czy obecnie można uwierzyć w tezę profesora Klausa Schwaba, twórcy WEF, że „wielki reset” zainicjuje ożywienie gospodarcze, które będzie odporniejsze, bardziej zrównoważone i spowoduje upodmiotowienie społeczeństw? Spośród wszystkich uczestników 51. forum najbardziej uczciwe słowa wypowiedział Tedros Adhanom Ghebreyesus, etiopski dyrektor Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) – ostrzegł, że ludzkość stoi na skraju „katastrofalnej porażki moralnej”. WEF na pewno temu nie zaradzi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane