Wielton siłuje się na rękę z robotem

Rozmawiała Anna Bełcik
opublikowano: 02-10-2018, 22:00

ROZMOWA Z MARIUSZEM GOLCEM, PREZESEM WIELTONA

Puls Biznesu: W Polsce ponad 80 proc. firm w cyklu produkcyjnym nadal zbiera dane „ręcznie”, co przeczy idei rozwoju przemysłu 4.0. Czy rewolucja technologiczna, o której mówi świat, przechodzi obok nas?

Mariusz Golec, prezes Wieltona: Udział krajowych firm w procesie transformacji technologicznej nie jest jeszcze duży. Ale Polska nie odbiega znacząco od poziomu europejskiego, co obserwujemy przejmując spółki we Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Tamtejsze przedsiębiorstwa także mają problemy ze zbieraniem i analizą danych. Choć oczywiście na Zachodzie prym w tym zakresie wiodą wielkie koncerny, które szybko chłoną nowe technologie i nakręcają spiralę przemysłu 4.0. W Polsce natomiast jeszcze do niedawna konkurowaliśmy jedynie kosztami pracy. Dziś przestaje to być możliwe i musimy szukać innych przewag.

W Wieltonie proces automatyzacji i robotyzacji przebiega od kilkunastu lat. Inwestujemy w maszyny i systemy ERP wspomagające zarządzanie produkcją. Nie doszliśmy natomiast do etapu, w którym one komunikują się ze sobą, co jest założeniem „cyfrowej fabryki”. Rozwój systemów komunikacji jest dla nas jednak koniecznością, bo jako grupa nadzorujemy pracę spółek na pięciu głównych rynkach w Europie Zachodniej i spółek na wschodzie kontynentu, a także w Afryce.

Ile inwestujecie w nowe technologie i prace badawczo- -rozwojowe (B+R)?

W pierwszym półroczu 2018 r. wydaliśmy 40 mln na inwestycje w nowe technologie, np. halę do malowania kataforetycznego. Śmiało mogę natomiast powiedzieć, że to wciąż za mało i planujemy kolejne projekty w tym zakresie. Zgodnie ze strategią rozwoju Wielton 2020, łączna kwota przeznaczona na inwestycje w grupie będzie równa 100 mln zł.

Ale centrum B+R uruchomiliście dopiero dwa lata temu. Dlaczego tak późno?

Wielton działa od 22 lat i — w kontekście historii branży automotive — jest wciąż młodą firmą. Rok 2016 był intensywnym etapem naszego rozwoju, w którym zaczęliśmy potrzebować nowoczesnego ośrodka B+R. Chociaż nawet wówczas pojawiały się pytania ze strony rady nadzorczej i inwestorów o zasadność wydawania 20 mln zł na centrum B+R. Bez niego nie jesteśmy jednak w stanie nadal się rozwijać i nadążać za największą konkurencją.

Jak dzisiaj wygląda u was proces produkcyjny — dominuje maszyna?

Pierwsze roboty kupiliśmy 15 lat temu. Obecnie mamy ich 45. Z jednej strony poprawiają one efektywność i jakość produkcji, z drugiej — przejmują od ludzi najcięższą pracę, np. czyszczenie stali. Dziś na linii produkcyjnej naczepa podąża za naczepą i jest w kolejnych cyklach automatycznie montowana. Otoczkę stanowią systemy informatyczne wspomagające zarządzanie produkcją. Korzystamy z szybkiego prototypowania i drukarek 3D. Nie wyeliminowało to jednak pracy człowieka, bo stworzyliśmy przestrzeń do rozwoju wykwalifikowanej kadry.

Weszliście już w etap internetu rzeczy i sieci czujników, które przesyłają między sobą dane, monitorują i raportują o stanie produkcji?

To jeszcze przed nami. W przyszłości czeka nas zdefiniowanie potrzeb produkcyjnych i — w myśl filozofii fabryki 4.0 — całkowita integracja systemów informatycznych.

Jak odbija się to na strukturze zatrudnienia w firmie?

Polskie firmy szybko rosną i już teraz zaczyna brakować rąk do pracy. W tym kontekście automatyzacja jest niezbędna. Pracownicy coraz bardziej cenią sobie komfort pracy i części zadań nie chcą wykonywać. W tych obowiązkach zastąpią ich maszyny. Jednak nasza firma cały czas rośnie — kupując nową maszynę, zatrudniamy kolejnych ludzi. Obecnie na pokładzie w samym Wieluniu mamy ok. 1,8 tys. osób, a w całej grupie ok. 3,2 tys. Zmieniają się natomiast kompetencje, jakich potrzebujemy.

Czy wyobraża pan sobie zatrudnianie samych programistów, gdy inne specjalizacje w produkcji przestaną być przydatne?

Jeszcze nie. Jest wiele procesów, w których człowiek pozostaje niezastąpiony, tym bardziej, że w wielu aspektach stawiamy na dostosowywanie produktów do indywidualnych potrzeb klientów.

Jak zmieniają się u was proporcje kadrowe między specjalistamiw obszarze produkcji a IT?

Z korzyścią dla specjalistów IT. Choć zakres ich obowiązków wciąż ulega zmianom — dziś wychodzą na halę produkcyjną i mierzą się m.in. z programowaniem i obsługą robotów. Długo zastanawialiśmy się, czy lepiej będzie zatrudniać do obsługi maszyn nowe osoby z wykształceniem informatycznym, czy przekwalifikować dotychczasowych lakierników, spawaczy itp., ucząc ich podstaw programowania. Wybraliśmy drugą opcję — ok. 70 proc. naszej kadry przeszło takie przeszkolenie.

Jak w przyszłości będzie wyglądać technologicznie doskonały produkt, który zjedzie z automatycznej linii produkcyjnej?

Podobnie jak w samej produkcji, tak i w transporcie rośnie potrzeba zbierania danych i samoczynnego przesyłania ich między systemami. Przyszłością jest więc komunikacja, którą dzisiaj rozumiemy jako łączność w czasie rzeczywistym między producentem, dystrybutorem, dostawcą i klientem. Sam środek transportu, np. samochód dostawczy, będzie integralnym ogniwem tego cyfrowego łańcucha. Z jego wykorzystaniem powstawać będą więc kolejne, dodatkowe usługi. Myślę, że sama konstrukcja naczep w najbliższych latach nie ulegnie natomiast dużym zmianom. Dla nas bardziej istotne będzie poszukiwanie możliwości obniżenia kosztów jej produkcji przy zachowaniu jakości i dostosowywanie produktu do indywidualnych potrzeb odbiorców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiała Anna Bełcik

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Wielton siłuje się na rękę z robotem