Wskaźnik PMI wcale się nie popsuł

Krzysztof Kolany
opublikowano: 11-11-2019, 22:00

Jedne straszą głęboką recesją w europejskim przemyśle. Inne sygnalizują stagnację gospodarczą. A niektóre zdają się mówić, że nie jest tak źle. Mowa o wskaźnikach PMI, które znalazły się w centrum uwagi ekonomistów

Informacyjna bomba spadła na nas w poniedziałek 4 listropada z samego rana. Wskaźnik PMI dla polskiego sektora wytwórczego zanurkował do 45,6 pkt, notując największy spadek od 3,5 roku i najniższą wartość od czasu światowej recesji z 2009 r. Tak zły wynik był szokiem dla ekonomistów.

„Produkcja, nowe zamówienia i eksport spadły w najszybszym tempie od ponad 10 lat. Doprowadziło to do cięć w zatrudnieniu, zmniejszenia aktywności zakupowej przedsiębiorców oraz pogorszenia prognoz odnośnie do przyszłej produkcji (najgorszy wynik od powstania wskaźnika)” — napisali w raporcie analitycy IHS Markit.

Bezpośrednia interpretacja tego odczytu kazałaby spodziewać się załamania produkcji przemysłowej w Polsce. W lipcu 2009 r. podobny wynik PMI korespondował ze spadkiem produkcji sprzedanej przemysłu o 4,4 proc. r/r. Tymczasem ostatnie dane GUS wskazują, że obroty fabryk rosły w tempie 5,6 proc. r/r.

I chyba nikt nie oczekuje, że dynamika produkcji zanurkuje o 10 pkt proc. Dlatego już następnego dnia ekonomiści zaczęli podważać wiarygodność sygnału wysłanego przez polski PMI. Mówiono, że to może być zdarzenie jednorazowe lub nastąpił jakiś błąd w doborze próby ankietowanych menedżerów. Inni twierdzili, że PMI niczego już nie wyprzedza i jego wartość prognostyczna jest niska. Czyli że generalnie nie ma się czym przejmować.

— Niektórzy wskazują, że ten indeks jedynie odzwierciedla zmiany, które już zaszły w gospodarce, a jego właściwości wyprzedzające i sygnalizacyjne są niskie. I w tych opiniach jest dużo racji — twierdzi Ignacy Morawski, ekonomista i założyciel SpotDaty.

Jak się robi PMI?

Wskaźniki PMI (ang. purchasing manager’s index) powstają na bazie comiesięcznej ankiety przeprowadzanej wśród około 400 menedżerów wysokiego szczebla odpowiadających za logistykę. Ankiety przeprowadza firma IHS Markit, czasem przy współpracy z lokalnym partnerem. Ankietowani menedżerowie odpowiadają na pytania dotyczące zmian wielkości bieżącej produkcji, nowych zamówień, portfela zleceń, zamówień eksportowych, kosztów, cen wyrobów gotowych, zapasów i zatrudnienia. Odpowiedzi mogą paść tylko trzy: wyższe, niższe albo bez zmian. Następnie dla każdego pytania sumuje się odsetek odpowiedzi „wyższe” i połowę odsetka „bez zmian”. Główny indeks PMI jest średnią ważoną poszczególnych subindeksów (produkcji, nowych zamówień, zatrudnienia etc.) i może przybierać wartości od 0 do 100.

Ale w praktyce zwykle jest to między 40 a 60 pkt. Odczyty powyżej 50 pkt sygnalizują wzrost aktywności ekonomicznej w badanym sektorze, a poniżej jej spadek. Jeśli wskazania PMI są powyżej 50 pkt i rosną (względem poprzedniego miesiąca), to znaczy, że tempo wzrostu aktywności gospodarczej przyspiesza. Jeśli są poniżej 50 pkt i maleją, to sygnał, że zjawiska recesyjne następują coraz dynamiczniej. Główną zaletą wskaźników PMI jest ich wysoka historyczna korelacja z dynamiką produkcji przemysłowej (w przypadku odczytów dla sektora wytwórczego) lub z dynamiką produktu krajowego brutto (w przypadku wskaźnika łączonego dla usług i przemysłu).

Dane te dostajemy kilka tygodni przed publikacją oficjalnych statystyk pochodzących z urzędów statystycznych. PMI ma historycznie dobrą skuteczność, zwykle uważany jest za wskaźnik wyprzedzający, jest prosty w interpretacji i nie podlega rewizjom, tak typowym dla danych urzędowych. Jest to informacja „u źródła”, pochodząca od ludzi, którzy odpowiadają za procesy zakupowe w dużych firmach. Wbrew temu co się często mówi, PMI nie jest wskaźnikiem sentymentu, jak np. indeks Ifo czy mierniki nastrojów konsumenckich. Ankietowani pytani są bowiem o faktyczne zmiany, a nie o swoje oczekiwania czy prognozy.

Zatem wskaźnikom PMI bliżej do twardych danych opracowywanych przez państwowe urzędy statystyczne. Dodajmy, że szacunki dotyczące np. produkcji przemysłowej też pochodzą z badań ankietowych. Żaden urzędnik osobiście przecież nie liczy, ile samochodów zjechało z taśmy produkcyjnej albo ile bochenków chleba wypuściła na rynek piekarnia. GUS i jego odpowiedniki bazują tu na deklaracjach przedsiębiorstw, podobnie jak w przypadku wskaźników PMI.

Nie tylko ponury obraz

Badania PMI prowadzone są w przeszło 40 krajach świata. W przypadku 30 gospodarek badany jest sektor przemysłowy, a dodatkowo w 13 ankietowani są menedżerowie z sektora usług. Dla kilkunastu mniejszych krajów powstają indeksy ogólnogospodarcze. Raporty te agregowane są przy współpracy banku JP Morgan, który co miesiąc publikuje zbiorczy PMI dla sektora przemysłowego oraz dla całej globalnej gospodarki. W przypadku sektora wytwórczego od wiosny globalny PMI utrzymuje się poniżej 50 pkt, sygnalizując przemysłową recesję. Najgorzej jest w strefie euro, gdzie w październiku „przemysłowy” PMI utrzymał się blisko 7-letniego minimum na poziomie 45,9 pkt. Tragicznie prezentuje się zwłaszcza koniunktura w Niemczech, gdzie PMI dla sektora wytwórczego znalazł się na wysokości ledwie 42,1 pkt.

Nieco lepiej jest w Ameryce, gdzie analogiczny wskaźnik ISM podniósł się z 47,8 do 48,3 pkt, sygnalizując lekkie wyhamowanie tempa spadku aktywności w przemyśle. W łagodnej recesji znalazł się przemysł w Japonii (48,4 pkt), a w przypadku Chin możemy mówić o stagnacji (51,7 pkt). Jednak na razie przemysłowa recesja nie przelała się do sektora usług, który we współczesnych gospodarkach rozwiniętych generuje około 80 proc. PKB. Choć pierwsze oznaki „zarażania” recesyjnym wirusem widać już w danych, to „usługowe” PMI na ogół utrzymują się powyżej bariery 50 pkt. W strefie euro wskaźnik ten podniósł się z 51,6 do 52,2 pkt, a w Stanach Zjednoczonych z 52,6 do 54,7 pkt.

Także odczyty dla Chin (51,1 pkt), Australii (54,2 pkt) oraz Japonii (52,8 pkt) utrzymały się powyżej 50 pkt, sygnalizując trwającą ekspansję gospodarczą. Co więcej, poza Chinami w październiku były to odczyty wyższe niż we wrześniu. Pojawiła się więc iskierka nadziei, że przemysłowa recesja przestaje rozlewać się na pozostałe sektory gospodarki. To nad wyraz optymistyczna hipoteza. Na razie mamy więc spowolnienie gospodarcze, ale (jeszcze?) nie jest to recesja.

Świat walczy ze starymi problemami (nadmierne zadłużenie, kiepska demografia, niski wzrost produktywności, przerost opodatkowania i biurokracji), a dodatkowo musi się mierzyć z nowymi: wojną gospodarczą USA z Chinami czy rosnącym niezadowoleniem społeczeństw tej jesieni objawiającym się w wielu miejscach na świecie. Trwa przeciąganie liny między rynkowymi siłami recesyjnymi a staraniami banków centralnych chcących podtrzymać kredytową bonanzę i sztucznie przedłużyć cykl koniunkturalny. Czy im się to uda, przekonamy się w 2020 r. Do tego czasu warto obserwować wskazania PMI, które mimo ostatniej fali krytyki według mnie pozostają jednym z najlepszych narzędzi do szybkiej analizy stanu gospodarki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu