Wyszehrad skąpi na wydatki obronne

opublikowano: 10-03-2019, 22:00

Przed przypadającą we wtorek 20. rocznicą przystąpienia Polski, Czech i Węgier do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) okazało się, że tzw. dobra zmiana historii dokleiła do obchodów również Słowację.

Politycznie chodziło o to, by pokazała się cała Grupa Wyszehradzka (V4). Kalendarzowo zgadza się to w odniesieniu do Unii Europejskiej (UE), do której czwórka wstąpiła 1 maja 2004 r. Jednak z datą 12 marca 1999 r. Słowacja nie ma nic wspólnego! Jej ówczesny nacjonalistyczny rząd odrzucał międzynarodowe struktury. Dopiero pięć lat później NATO wykorzystało postępy akcesji naszego regionu do UE i nawet uprzedziło wspólnotę — 29 marca 2004 r. przyjęło siódemkę państw już prawie unijnych: spóźnialską Słowację, poradzieckie republiki Litwę, Łotwę i Estonię oraz w kierunku bałkańskim — Słowenię, Rumunię i Bułgarię.

Zobacz więcej

fot. iStock

Doklejenie Słowacji spowodowało pewien problem wizerunkowo-dyplomatyczny. Otóż trwają „obchody rocznicowe z okazji akcesji państw V4 do NATO”, z datą ukrytą. To sprytny chwyt, łączący potrójne 20-lecie z jednym 15-leciem. W sumie jednak jubileusze to pikuś, dla pozycji V4 w NATO realne znaczenie ma zupełnie inna okoliczność. Podczas niedzielnej uroczystości w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej w Warszawie Wesołej czterej premierzy V4 wygłosili górnolotne przemówienia, ale jedynie śladowo wystąpił wątek strasznie niewygodny politycznie i wstydliwy. Tylko Polska dobija do przyjętego przez NATO poziomu wydatków obronnych — 2 proc. produktu krajowego brutto. Kwatera główna w Brukseli lada dzień opublikuje coroczny raport, w którym powinno to zostać potwierdzone. Ostatni dokument, ze szczytu NATO w lipcu 2018 r., szacował nasz budżet wojskowy na 1,98 proc. PKB. Przy czym trzeba pamiętać, że do wydatków militarnych MON wrzuciło np. kilkaset milionów na samoloty dla VIP-ów. Wspólnym wyszehradzkim wstydem jest poziom wydatków obronnych pozostałych udziałowców. Zgodnie z danymi NATO, trzy państwa lokują się w ogonie sojuszu, wydając w stosunku do PKB procentowo: Słowacja — 1,20, Czechy — 1,11, Węgry — 1,08.

Zbiórkę premierów V4 o charakterze militarnym wypada odnieść do wyborów do Parlamentu Europejskiego (PE). Otóż każdy z nich należy do innej międzynarodówki, które zbierają się przed szczytami Rady Europejskiej (RE) i koordynują taktykę postępowania. Mateusz Morawiecki zalicza się do konserwatywnej EKR, w której jedynym jego partnerem jest Theresa May — nie wiadomo, ile jeszcze dni czy tygodni w UE. Czeski premier Andrej Babiš (notabene słowacki IPN potwierdził jego współpracę z bezpieką komunistycznej Czechosłowacji) przystąpił do liberałów z ALDE, słowacki premier Peter Pellegrini to socjalistyczna S&D, natomiast węgierski Viktor Orbán należy do chadecko-ludowej EPL. Przed szczytem RE w przyszłym tygodniu może się to zmienić — 20 marca chadecy i węgierski Fidesz mogą wreszcie wziąć wiszący od dawna w powietrzu rozwód. Jeśli tak się stanie, to w nowym PE oczywistymi partnerami delegatów Viktora Orbána będą europosłowie Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli taka frakcja przyjmie symbolicznie choćby po jednym eurodeputowanym z Czech i Słowacji (oraz kilku dysydentów z innych państw) — sformalizowanie Grupy Wyszehradzkiej w Brukseli/Strasburgu stanie się realne…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu