Xelion: GPW przymierza się do odbicia

Xelion
26-07-2007, 09:31

W środę rano złoty umacniał się do euro i  tracił do dolara reagując w ten sposób na spadek kursu EUR/USD. Nie sygnalizowało to słabości naszej waluty, bo reakcją na wzmocnienie dolara na  rynkach światowych zwykle bywa jej osłabienie do obu głównych walut. Taki stan trwał jednak stosunkowo krótko - właściwa dla naszego rynku korelacja szybko wróciła i kursy obu głównych walut ruszyły zgodnie na północ. Posiadacze złotego mieli szczęście, bo jednocześnie rósł kurs USD/JPY, a to osłabiało wpływ spadającego EUR/USD. Mimo to osłabienie było jednak znaczące. Rozpoczęła się korekta w ramach trendu wzmacniającego złotego.

Decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która pozostawiał stopy na poziomie 4,5 proc. zahamowała ten trend i zaczęła nawet złotego umacniać. Trwało to jednak bardzo krótko. Komunikat po posiedzeniu nie sygnalizuje, co w najbliższej przyszłości ma zamiar zrobić Rada. Część ekonomistów mówi, że podniesie je w sierpniu, a część, że później. Ja uważam, że RPP bardzo szczerze powiedziała, że nie wie, kiedy zareaguje i będzie bacznie przyglądała się danym makro.

GPW rozpoczęła środową sesję ostrożnym, jednoprocentowym spadkiem, ale słabe zachowanie innych giełd europejskich szybko doprowadziło do jego wręcz panicznego pogłębienia. Szczególnie źle wyglądał MWIG40. Jednak już po 1,5 godziny byki opanowały sytuację, a WIG20 wrócił do wyjściowego, jednoprocentowego spadku. Pomagało zatrzymanie, a potem redukowanie spadków na innych giełdach w Eurolandzie. Rozpoczęło się polowanie na odbicie w USA, a im bliżej było otwarcie sesji w USA tym lepiej wyglądał rynek.

Osunięcie się indeksu WIG20 o 0,3 procent nie jest istotnym spadkiem. To było po prostu neutralne zamknięcie. Poza tym dolne ograniczenie klina zostało ocalone. Mocniej spadł mWIG40 naruszając nawet wsparcie na poziomie 5.200 pkt. Jednak nie padł ostatni bastion byków, czyli dolny cień świecy - młota (5.095 pkt.), więc ostatecznego sygnału sprzedaży nie ma.

Dzisiaj sytuacja naszego rynku wydaje się być jasna. Duży wzrost ceny ropy pomoże akcjom w sektorze paliowym, a spadek ceny miedzi może zaszkodzić KGHM. Pewne to jednak nie jest, bo gracze kupują te akcje licząc na przeszłe zyski (czekając na raport kwartalny), a nie przyszłe wyniki. Wczorajszy "ząbek" odbiciowy w USA nikogo by do kupna akcji nie zachęcił, ale nastroje przed-sesyjne, dzięki raportom kwartalnym opublikowanym po sesji, są w USA znakomite, więc indeksy w Eurolandzie będą mocno rosły, a to zwiększy również siłę byków na GPW. W tej sytuacji rynek powinien ruszyć ostro na północ. Potem zadecydują dane z USA i wyniki amerykańskich spółek.


Gracze stali się bardzo nerwowi


W czwartek rano gracze na europejskich giełdach nie bardzo wiedzieli, co mają robić, bo duże spadki indeksów w USA zwiększały podaż, ale z kolei oczekiwanie na odbicie (m.in. dzięki dobremu raportowi kwartalnemu Amazon.com) zachęcało popyt. Po umiarkowanym spadku na otwarciu sesji włączyli się do gry optymiści i indeksy szybko wróciły w okolice wtorkowego zamknięcia, ale słabe raporty kwartalne Volvo i Hermes International znowu wywołały spazm podaży zatrzymany jednak już po 2 godzinach. Przed otwarciem sesji w USA indeksy ruszyły na północ, bo kolejne raporty kwartalne amerykańskich spółek wyglądały może nie znakomicie, ale całkiem przyzwoicie. Jednak szybkie załamanie zwyżki w USA znowu wywołało podaż do tablicy i indeksy w Europie kolejny raz mocno spadły.
 
W USA, podobnie jak w Europie, atmosfera na giełdach była niezwykle nerwowa. Zanim jednak wejdziemy na NYSE I NASDAQ spójrzmy na inne rynki oraz na dane makro. Czekano przede wszystkim na raport o czerwcowej sprzedaży domów na rynku wtórnym, ale nie rzuciły one nowego światła na obraz sytuacji. Sprzedaż spadła w czerwcu o 3,8 proc., czyli mocniej niż oczekiwano i była najniższa od 4,5 lat. Pocieszające było jednak to, że mediana cenowa kosmetycznie wzrosła (0,3 proc.) w stosunku do czerwca 2006 roku (pierwszy wzrost od 11 miesięcy), a zapasy niesprzedanych domów spadły o 4,2 proc. Dla gospodarki tak naprawdę istotne są ceny domów, więc nic dziwnego, że dane zostały uznane za neutralne. Słabe były jednak dane opublikowane przez stowarzyszenie bankierów (MBA). Ilość wniosków o kredyty hipoteczne spadła do poziomu najniższego od 5 miesięcy, co źle rokuje popytowi na domy, a więc i ich cenom.

Raport ten w niczym nie zmienił obowiązującego w środę na rynku walutowym kierunku. Po 1,5 miesięcznym, nieprzerwanym wzroście z impetem rozpoczęła się korekta kursu EUR/USD. Szukano dla niej uzasadnienia obawą o przeniesie się problemu kredytowego z USA do Europy, ale według mnie to było tylko takie szukanie pretekstu. Po prostu w piątek mają być opublikowane dobre dane o amerykańskim PKB, co zmusza do graczy do kupowania dolara, a ponieważ kurs EUR/USD od sześciu dni bezskutecznie testował górne ograniczenie kanału 1,5 rocznego trendu wzrostowego to w końcu musiał się od niego z impetem odbić. Niczego nie zmieniła publikacja Beżowej Księgi Fed (raportu o stanie gospodarki). Znalazło się w nim to, co tydzień temu mówił w Kongresie szef Fed - gospodarka się rozwija, a presja cenowa utrzymuje.

Wzmacniający się dolar powinien był przecenić surowce i rzeczywiście o więcej niż 1,5 procenta spadły ceny złota i miedzi. Zupełnie inaczej zachowała się jednak ropa. Cena baryłki wzrosła o 3 procent wracając w okolice 76 USD. Pretekstem do tego wzrostu był spadek zapasów tego surowca w USA. Nie był on jednak wcale taki znowu duży, a poza tym wzrosły zapasy benzyny i destylatów. Rynek dał więc bardzo jasny sygnał - jest w rękach byków, a korekty, takie jak wtorkowa nic w tym obrazie nie zmieniają.

Rynek akcji wspierały raporty kwartalne spółek. Były one w olbrzymiej większości nieco lepsze od oczekiwań. Zdecydowanie wyróżniały się raporty Amazon.com i Boeinga. Nic więc dziwnego, że po wtorkowej przecenie indeksy od początku sesji ruszyły ostro na północ, ale informacje o trudnościach z finansowaniem wykupu Chryslera (kolejny problem rynku długu) bardzo szybko zmieniły kierunek indeksów, które znowu zabarwiły się na czerwono. Byki czekały do ostatniej godziny sesji i wtedy znowu zaatakowały. Udało się wypracować wzrosty, ale ich skala nie jest "porażająca". Można na razie mówić jedynie o wzrostowym "ząbku". Jednak po sesji raporty Apple, Qualcomm i Baidu.com ucieszyły inwestorów, dzięki czemu indeks handlu posesyjnego (AHI) wzrósł o 1,08 proc. (to niezwykle dużo jak na ten indeks), kontrakty też całkiem wyraźnie rosną. Wyniki tych spółek oczywiście w niczym nie poprawiają sytuacji w fundamentach (szczególnie na rynku długu), ale to nie ma dla graczy najmniejszego znaczenia - jeśli kolejne raporty nie przygaszą entuzjazmu to wzrosty indeksów będę pokaźne.

Dzisiaj niemiecki instytut Ifo opublikuje swój indeks klimatu gospodarczego. Oczekuje się niewielkiego spadku tego wskaźnika, co nie miałoby żadnego znaczenia dla rynków finansowych. Tylko duże odchylenie od prognoz może wpłynąć na zachowanie graczy i to bardziej tych na rynku walutowym niż na rynku akcji. Najważniejsze jest jednak to, że z pewnością wpływ tej publikacji będzie nietrwały i zniknie po publikacji danych w USA.

Godzinę przed rozpoczęciem sesji opublikowane zostaną dwa raporty: ilość noworejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu oraz czerwcowe zamówienia na dobra trwałego użytku. Pierwsze dane mogą wpłynąć jedynie na rynek walutowy, a za jego pośrednictwem na ceny surowców. Im mniej bezrobotnych tym lepiej dla dolara i gorzej dla surowców. W drugim raporcie gracze zwrócą uwagę przede wszystkim na zamówienia bez środków transportu. Im będą wyższe tym lepiej dla dolara i akcji.

Pół godziny po rozpoczęciu sesji dowiemy się ile nowych domów sprzedano czerwcu w USA. Nie pozostaje nic innego jak powtórzyć to, co pisałem wczoraj o danych z rynku wtórnego. Rynek obawia się od dawna, że sytuacja się pogorszy, więc jeśli dane nie będą naprawdę bardzo złe to ich wpływ na rynek akcji będzie minimalny. Dolar może jednak tracić. Jeśli będą tylko nieznacznie lepsze niż prognozy to rynek akcji dostanie poważny impuls wzrostowy, a dolar się wzmocni. Tak naprawdę trzeba jednak zwrócić uwagę przede wszystkim na medianę cenową. Jej znaczny spadek byłby bardzo niepokojący.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Xelion: GPW przymierza się do odbicia