Zegarek raczej nie dla ministra Nowaka

Wyglądają jak zegarki odpustowe, choć naszpikowane są elektroniką jak sprzęt Jamesa Bonda. Smartwaches trochę nieśmiało, ale w coraz większej liczbie wchodzą na rynek.

Poziom gadżeciarstwa przekroczył już dawno wyobraźnię scenarzystów serii filmów z agentem 07. Niedawno miałem okazję przyjrzeć się dokładniej "smartwatchom", o których wcześniej tylko czytałem. Generalnie idea przekształcenia zegarka w telefon niespecjalnie mi się podobała, a jeszcze mniej przypadła mi do gustu kiedy obejrzałem najnowsze produkty z tego gatunku Sony, Samsunga i Huawei, prezentowane podczas niedawnych tagów w Barcelonie. Kwestia gustu matu spore znaczenie, bo smarzegarki są brzydkie jak pierwsze zegarki elektroniczne kupowane na kilogramy w Japonii na początku lat 80. minionego wieku, kiedy made in Japan miało gorszą markę niż made in China obecnie.

 

Lichy wygląd smartwatches wynika pewnie z tego, że producenci jeszcze nie są pewni co z tych inteligentnych zegarków wyniknie, czy to tylko chwilowa moda, czy rzeczywiście rynek urządzeń elektronicznych i  pójdzie w tym kierunku. Wychodzą chyba z założenia, że na wszelki wypadek lepiej być w biznesie i mieć w ofercie taki produkt.

Wszystko zaczęło się od niewielkiego start upu, firmy Pebble, która bodaj dwa lata temu wypuściła pierwszy inteligentny zegarek. Dzisiaj mają je w ofercie Sony, Samsung, a od niedawna chiński Huawei i kilka wyspecjalizowanych firm, zajmujących się wyłącznie produkcją "smartłoczy".

Czym w ogóle jest smartwatch? Zasadniczo pomysł polega na tym, żeby zwykły ręczny zegarek skomunikować bluetoothem z komórką i wyposażyć w niektóre jej funkcje jak możliwość odbierania powiadomień z poczty smsowej, gmaila, facebooka itp. Do tego dochodzą różne aplikacje dla zainteresowanych uprawianiem sportu, jak pomiar tętnią, pokonanej odległości. Z niektórych modeli można już dzwonić jak z telefonu, wywołując na „cyferblacie” klawiaturę i wstukując pożądany numer. Mikrofon jest wbudowany w zegarek. Słuchawkę, na kabelku, trzeba włożyć do ucha.

Wspomniałem o Jamesie Bondzie, który na pewno skorzystałby z funkcji jaką ma najnowszy zegarek Samsunga - Gear II, a mianowicie wbudowaną kamerkę wideo, którą można nagrywać 10 sekundowe filmy i od razu przesyłać na telefon. Jest to też pierwszy zegarek, którym można robić mobilne, zdalne zakupy (zegarki zbliżeniowe Mastercarda na polskim rynku są już od ładnych kilku lat). Służy do tego aplikacja PayPala, który mocno zbratał się ostatnio z Samsungiem, wgrana na Gear II.


Innym tropem poszedł chiński Huawei, który problem dzwonienie z zegarka rozwiązał w ten sposób, że chcąc odebrać albo zainicjować połączenie, z paska na ręku wyciągamy zegarek, który zaczyna przypominać wtedy mikrosłuchawkę telefonu - i rzeczywiście nią jest. Wkładamy do ucha i możemy rozmawiać.

Z trzech producentów, którzy pokazali smartwatches na niedawnych targach mobilnych w Barcelonie, tylko zegarek Sony nie ma funkcji dzwonienie i odbierania połączeń. Za to można nim robić zdjęcia, od razu przesyłane na telefon.

Z kolei Qualcom, producent oprogramowania pokazał własny pomysł na sprytny zegarek, przekształcających go w minikomputera do zarządzania inteligentnym domem, którym można zarządzać sprzętem elektronicznym, oświetlenie, klimą itd.
Do tego zaprezentował bezprzewodową ładowarkę do telefonów i zegarków. Polega to na tym, że po prostu kładziesz sprzęt na podstawce, mogącej mieć różne kształty (w Stanach w niektórych knajpach są po prostu wbudowywane w stół i ładują telefon odłożony przez klienta).

Niestety, wszystkie zegarki pokazywane na targach, choć przyciągają uwagę, urodą nie grzeszą. Sporo jeszcze brakuje do zwykłych zegarków i dopóki będą miały taki wygląd jak obecnie nikt z elementarnym poczuciem obciachu czegoś takiego na założy, chyba że przed wyjściem na rower, czy trasę biegową. Funkcje związane z pomiarom tętna i odległości mogą przydać się amatorów sportu, a możliwość odbierania wiadomości lub nawet połączeń telefonicznych uwalnia od konieczności zabierania ze sobą telefonu. Tyle, że jest to wciąż raczej zabawka niż profesjonalny sprzęt, jakiego bardziej zaawansowani sportsmeni używają.

 

Czytaj też na facebook/twarogofinansach oraz na blogu Obiektywnieofinansach

 

Były minister Nowak takiego zegarka raczej by nie założył, choć trzeba dodać, że na rynku pojawiają się modele smartwatches imponujące klasyczną linią i elegancją. Mnie najbardziej podoba się Martian Smartwatch, kalifornijskiego producenta o tej samej nazwie.

 

Przypomina on do złudzenia zwykły zegarek, posiadając wszystkie funkcje Sony, czy Samsunga. Cena, w zależności od modelu wynosi między 200 a 300 dolarów (sprawdź na eBay). Na razie nie jest jeszcze dostępna najnowszy produkt Martiana - Notifier, którego premiera zapowiedziana jest na II kwartał tego roku.

Nieźle prezentują zegarki marki Cookoo. Nazwa trochę pretensjonalna, ale produkty są utrzymane w klasycznym tonie, z ładnym okrągłym cyferblatem, przyjemnym dla oka. Szkoda tylko, że są w całości zrobione z plastiku.

 

Na eBay taki zegarek kosztuje w granicach 130 dolarów.

W Polsce dostępny jest inny ciekawy zegarek I'm Watch. Sporo kosztuje, bo trzeba za niego zapłacić 1249 zł.

W granicach 1000 zł wynosi natomiast cena starszego modelu Samsunga Gear I, z kolei Sony Smartwatch2 to wydatek około 500 zł (ceny z Allegro).

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: eugeniusz twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Banki / Zegarek raczej nie dla ministra Nowaka