Złe zarządzanie to źródło chor oby szpitali

Agnieszka Berger
23-09-2008, 00:00

Rząd chce oddłużać szpitale i przekształcać je w spółki. Nie tędy droga — uważają eksperci z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Rząd chce oddłużać szpitale i przekształcać je w spółki. Nie tędy droga — uważają eksperci z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Grupa ekonomistów z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR) chce przebić się do rządu z raportem o zarządzaniu pieniędzmi publicznymi w polskich szpitalach. Eksperci przeanalizowali dane prawie z 500 placówek. Na twardych liczbach udowodnili kilka obiegowych prawd, a kilka innych obalili.

Z raportu wynika m.in., że pompowanie w szpitale publicznych pieniędzy w ramach kolejnych akcji oddłużeniowych nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Przeciwnie, zdaniem dr. Wojciecha Misiąga, który prezentował wczoraj wyniki badania, regularne oddłużanie zniechęca szpitale do restrukturyzacji i poprawy efektywności, bo zarządzający wiedzą, że w perspektywie kilku lat państwo znowu zatroszczy się o ich finanse. Eksperci wykazali, że poziom długów badanych szpitali na koniec 2006 r. był o ponad 600 mln zł wyższy niż dwa lata wcześniej, mimo że w międzyczasie otrzymały one ponad 1,2 mld zł bezzwrotnej pomocy. Co sądzą autorzy badania o planowanym przez rząd oddłużeniu?

— Prawdopodobnie części szpitali nie da się już zrestrukturyzować bez dopływu gotówki. Jednak żeby oddłużenie przyniosło rezultaty, powinno się odbywać, gdy w szpitalu jest już zarząd komisaryczny i konkretny projekt restrukturyzacji — uważa Wojciech Misiąg.

Okazuje się też, że — wbrew obiegowej opinii — nie ma związku między poziomem zadłużenia szpitala a liczbą łóżek i pacjentów, średnim czasem pobytu pacjenta w szpitalu, udziałem wpływów z Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) w przychodach i strukturą oddziałów. Szpitale zadłużone i niezadłużone zatrudniają też podobną liczbę lekarzy w przeliczeniu na jedno łóżko. Widoczne są jednak różnice w liczbie pielęgniarek. W słabo prosperujących placówkach jest ich o 30-40 proc. więcej.

— Restrukturyzacja udaje się tylko tam, gdzie zatrudnienie spada do poziomu 1 osoby na łóżko. W niektórych szpitalach ten wskaźnik jest dwukrotnie większy — zwraca uwagę Wojciech Misiąg.

Zdaniem ekspertów z IBnGR, jeśli obiektywne statystyki nie wyjaśniają różnic w stopniu zadłużenia szpitali, to oznacza, że decyduje o nich sposób zarządzania.

Ekonomiści przebadali też dokładniej cztery placówki. Ich zdaniem, nie widać związku między stanem ich finansów a tym, czy szpital działa jako spółka, czy też jako zakład opieki zdrowotnej. A to oznacza, że planowana przez rząd reforma może nie spełnić pokładanych w niej nadziei.

Poprawie sytuacji szpitali sprzyjałaby zmiana systemu finansowania. Zdaniem ekspertów z IBnGR, kontrakty zawierane przez NFZ, z góry przewidujące liczbę wykonanych zabiegów, są zabójcze dla szpitalnej ekonomii. Problemem jest również to, że samorządy odpowiedzialne za działalność szpitali praktycznie nie mają na nią wpływu. Decyduje NFZ, który nie ponosi odpowiedzialności za zrównoważenie szpitalnych finansów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Złe zarządzanie to źródło chor oby szpitali