Znany inwestor skazany za insider trading

opublikowano: 15-01-2019, 22:00

Paweł Narkiewicz, były prezes Calatravy Capital, usłyszał wyrok za wykorzystanie informacji poufnych dotyczących Techmeksu, Dreweksu i PC Guardu

Przeczytaj artykuł i dowiedz się 

  • jak działał proceder wykorzystywania informacji poufnych w każdym z trzech przypadków
  • jak oszustwo udowodniła prokuratura 

Wyroki skazujące za przestępstwa popełniane na Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW), w szczególności insider trading (wykorzystanie informacji poufnych), to w Polsce wyjątkowa rzadkość. Z ustaleń „PB” wynika, że jeden z takich osobliwych przypadków dotknął Pawła Narkiewicza, znanego inwestora giełdowego, który w przeszłości rozdawał karty m.in. w Calatravie Capital, Mostostalu Export i PC Guardzie. W październiku 2018 r. sąd skazał go prawomocnie na 80 tys. zł grzywny oraz przepadek części korzyści majątkowej uzyskanej w wyniku przestępstwa (12,3 tys. zł). Za wydarzenia, do których doszło… w październiku i listopadzie 2010 r.

Znajomy od automatów

Paweł Narkiewicz na giełdzie pojawił się kilka miesięcy wcześniej, wiosną 2010 r. Wtedy to, po drastycznych zmianach w ustawie hazardowej wprowadzonych przez rząd Donalda Tuska, zaczął wycofywać się z działalności w spółkach Victora Serwis i Bersin, operujących w branży tzw. jednorękich bandytów, i wszedł na GPW dzięki przejęciu podupadłej spółki IBSystem, którą zamienił w butik inwestycyjny Calatrava Capital (CC). Paweł Narkiewicz został prezesem CC, a firma szybko zaczęła zalewać rynek komunikatami o kolejnych inwestycjach — zarówno faktycznych, jak i planowanych, z których ostatecznienic nie wychodziło. Z tym właśnie wiąże się wyrok, który usłyszał znany inwestor.

Został skazany za to, że „od 21.10.2010 r. do 17.11.2010 r. działając wspólnie i w porozumieniu z Robertem Boruszewskim, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, wykorzystali informacje poufne dotyczące notowanych na GPW akcji spółek Techmex, Drewex i PC Guard w ten sposób, że w ramach uzgodnionego podziału ról Paweł Narkiewicz ujawnił Robertowi Boruszewskiemu posiadane informacje poufne o inwestycjach CC w ww. spółki, nakłaniając go do nabycia ich akcji, a Robert Boruszewski nabył akcje ww. spółek, które następnie zbył po podaniu informacji poufnych do publicznej wiadomości, uzyskując korzyść majątkową w wysokości 48 638 zł.”

Kim jest Robert Boruszewski, którego sąd również skazał prawomocnie: na 30 tys. zł grzywny i przepadek 12 tys. zł jako części korzyści majątkowej uzyskanej w wyniku przestępstwa? To znajomy Pawła Narkiewicza jeszcze z czasów działalności w branży hazardowej, a jednocześnie inwestor giełdowy, który jednak — jak ustaliła prokuratura — handlował niemal wyłącznie akcjami firm związanych z Pawłem Narkiewiczem i kontrolowaną przez niego CC. Z akt sądowych, do których dotarł „PB”, wynika, że nie bez powodu…

Trzy „złote strzały”

21 października 2010 r. o godzinie 15.32 CC opublikowała raport bieżący, w którym poinformowała o złożeniu deklaracji inwestycyjnej, dotyczącej zaangażowania 15 mln zł w restrukturyzację firmy Techmex, poprzez objęcie akcji w podwyższonym kapitale zakładowym spółki. Po opublikowaniu komunikatu kurs Techmeksu wzrósł na zamknięciu do 2,30 zł, co oznaczało, że wspiął się aż o 33 proc. wyżej niż był dzień wcześniej. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) ustaliła, że właśnie tego dnia, czyli 21 października 2010 r., ale jeszcze przed publikacją raportu, Robert Boruszewski kupił 132 250 akcji Techmeksu, płacąc średnio po 1,75 zł, a następnego dnia sprzedał je prawie wszystkie po 2 zł, dzięki czemu zarobił ponad 32,7 tys. zł.

Prawie 13 tys. zł znajomy i wspólnik Narkiewicza w przestępstwie zarobił na akcjach Dreweksu. Na ich zakup wydał prawie 69 tys. zł w okresie od 26 października 2010 r. do 12 listopada 2010 r. Właśnie 12 listopada 2010 r. po sesji giełdowej Drewex poinformował, że wspólnie z Piotrem Polakiem, większościowym akcjonariuszem spółki, prowadzi z potencjalnymi inwestorami negocjacje w sprawie sprzedaży kontrolnego pakietu akcji, opóźniając podanie danych tych inwestorów. W rezultacie w poniedziałek 15 listopada 2010 r. kurs Dreweksu już na otwarciu wzrósł o 9 proc. (z 1,77 do 1,93 zł), by na koniec dnia sięgnąć nawet 2,37 zł. Robert Boruszewski skorzystał z tej zwyżki jedynie w części, sprzedając cały swój pakiet po 1,95 zł i 2 zł. Dokładnie miesiąc później, 15 grudnia 2010 r., Drewex zaraportował, że negocjował m.in. z CC, ale rozmowy zakończyły się niepowodzeniem.

Najmniej „udało się” zarobić na akcjach PC Guardu. 16-19 listopada 2010 r. Robert Boruszewski wydał na ich zakup 111,8 tys. zł, by większość pakietu sprzedać 19 listopada, a resztę później. Także tym razem zakup i sprzedaż zbiegła się w czasie z raportami bieżącymi CC i PC Guardu z 18 listopada, mówiącymi o zawarciu umowy inwestycyjnej, na której podstawie spółka Pawła Narkiewicza miała objąć 1,1 mln akcji nowej emisji PC Guardu. Choć kurs tej ostatniej spółki tego dnia na zamknięciu wzrósł o 5,5 proc., to Robertowi Boruszewskiemu udało się wygenerować jedynie symboliczny zysk: zaledwie 2,9 tys. zł.

Bilingi i przepływ kasy

Jakie dowody, zebrane przez KNF i prokuratora Michała Dziekańskiego z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przekonały sąd, że wszystkie trzy „inwestycje” były zabronionym przez prawo wykorzystaniem informacji poufnych? Pawła Narkiewicza i jego wspólnika obciążyły m.in. bilingi telefoniczne, wykazujące liczne połączenia między nimi akurat w dniach objętych aktem oskarżenia, a także historia rachunku maklerskiego Roberta Boruszewskiego, na który w 2010 r. wpłacił gotówką ponad 1 mln zł. Okazało się bowiem, że wpłaty te korelują z wypłatami gotówkowymi, jakich niewiele wcześniej dokonywał ze swoich rachunków bankowych Paweł Narkiewicz.

Zdaniem prokuratury, „zestawienie wpłat gotówkowych na rachunek Roberta Boruszewskiego z wypłatami gotówki z rachunków Pawła Narkiewicza uzasadnia tezę, że środki, za które Robert Boruszewski dokonywał inwestycji w akcje spółek związanych z działalnością Pawła Narkiewicza i Calatravy Capital, były przekazywane przez Pawła Narkiewicza, który nie chciał dokonywać transakcji na własny rachunek, aby uniknąć podejrzeń o wykorzystanie informacji poufnych oraz uniknąć rygorów związanych z tzw. okresami zamkniętymi, w których osoby zobowiązane nie mogą dokonywać transakcji”. Sąd podzielił to stanowisko, jak również inne ustalenia śledczych.

Drugie źródło wycieku

Co na to wszystko Paweł Narkiewicz? Przed sądem zapewniał, że jest niewinny, a oskarżenia pod swoim adresem nazywał „niedorzecznymi”. Zapewniał, że nie przekazywał Robertowi Boruszewskiemu żadnych informacji poufnych i próbował przekonywać, że ich rozmowy dotyczyły działalności w branży hazardowej.

Sąd nie dał wiary tym tłumaczeniom, uznając, że były szef CC działał z pełną premedytacją i świadomością, że dopuszcza się przestępstwa. Najpierw uczestniczył w rozmowach, dotyczących poszczególnych inwestycji, a potem — wiedząc, co stanie się po upublicznieniu tych informacji — korzystał z pomocy znajomego w szybkim zakupie i sprzedaży akcji. Wymierzając wyrok za okoliczności łagodzące uznał jedynie wcześniejszą niekaralność Pawła Narkiewicza i stosunkowo niewielką wartość korzyści pochodzących z przestępstwa. Za obciążające natomiast: chęć uzyskania szybkiego zysku, wykorzystanie pozycji członka zarządu spółki publicznej, dającej mu prawo do posiadania informacji poufnych, oraz wysoki stopień społecznej szkodliwości czynu.

Łagodniej sąd obszedł się z Tomaszem Wróblem, byłym członkiem rady nadzorczej CC, który — jak się okazuje — również dopuścił się insider tradingu przy okazji sprawy Techmeksu z października 2010 r. W jego przypadku chodziło o wykorzystanie poufnych informacji wspólnie ze znajomym Jackiem S., który dzięki temu miał zarobić ponad 72 tys. zł.

W związku z tym, że Tomasz Wróbel przyznał się i wyraził skruchę, sąd zgodził się na warunkowe umorzenie jego sprawy na okres roku próby pod warunkiem przepadku 20 tys. zł, które dostał od Jacka S. za ujawnione informacje, a także wpłaty 3 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Ten wyrok sądu również jest prawomocny. Wciąż natomiast toczy się osobna sprawa Jacka S.

Rynek czysty jak łza czy mała wykrywalność

Dane statystyczne ilustrujące skalę przestępstw giełdowych w Polsce sugerują, że to… jednostkowe przypadki. Na pierwszej linii frontu jest Komisja Nadzoru Finansowego. W latach 2016-17 skierowała do prokuratury 23 zawiadomienia dotyczące podejrzenia manipulacji akcjami i 18, w których była mowa o ujawnieniu i wykorzystaniu informacji poufnych (insider trading). W tym samym okresie przygotowanych przez prokuraturę aktów oskarżenia było znacznie mniej — odpowiednio osiem i zaledwie jeden. A jak jest z wyrokami? W 2016 r. i 2017 r. sądy osądziły 10 manipulacji kursami akcji i dwa przypadki insider tradingu. Prawie połowa spraw zakończyła się warunkowym umorzeniem postępowania, a pozostałe jedynie karami grzywny, zazwyczaj niewielkimi (rzędu kilku-kilkudziesięciu tysięcy złotych). Niskie kary za przestępstwa na GPW to jeden problem. Drugi to przewlekłość postępowania.

Nawet jeśli uda się doprowadzić do wyroku skazującego (co dzieje się wyjątkowo rzadko), to następuje to co najmniej kilka lat po wydarzeniach, a bywa, że i kilkanaście. Rzeczywistość walki z przestępstwami na rynku kapitałowym skrzeczy także dlatego, że pod lupę wymiaru sprawiedliwości trafiają głównie drobni inwestorzy, których machlojki łatwiej udowodnić. Wciąż powszechne jest przekonanie, że w sidła Temidy nie wpadają „grube ryby”, których działania nabardziej psują rynek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane