Czytasz dzięki

Związki popędzają rząd

Górnicze związki zawodowe alarmują, że PGG, wydobywająca węgiel, może wkrótce ogłosić upadłość, jeśli rząd nie zaproponuje planu naprawczego.

Podczas gdy rząd dopiero szykuje się do powołania pełnomocnika do spraw transformacji spółek energetycznych i górnictwa węglowego (w piątek opublikowano rozporządzenie Rady Ministrów), górnicze związki zawodowe już się niepokoją przebiegiem prac nad programem naprawczym dla tego sektora. Pismo do premiera Mateusza Morawieckiego opublikowało w tej sprawie biuro prasowe śląsko-dąbrowskiej Solidarności.

Negocjacje w sprawie planu naprawczego dla sektora węglowego pilotuje
Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych. Plan ma być gotowy pod
koniec września.
Zobacz więcej

WĘGLOWY WRZESIEŃ:

Negocjacje w sprawie planu naprawczego dla sektora węglowego pilotuje Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych. Plan ma być gotowy pod koniec września. Fot. Marek Wiśniewski

„Państwowe koncerny z branży energetycznej od dawna nie odbierają zakontraktowanego węgla. Jeśli sytuacja ta nadal będzie miała miejsce, wkrótce PGG może ogłosić upadłość, co spowoduje wybuch niepokojów społecznych w całym regionie” — uważają związkowcy.

Dotychczasowe zapowiedzi Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych, wskazują, że plan naprawczy dla górnictwa będzie gotowy do końca września. Ma zostać wypracowany przez zespół ds. transformacji górnictwa i dać propozycje koniecznych zmian w sektorze wydobywczym węgla kamiennego. W ostatnich tygodniach z MAP wyciekł zarys propozycji planu naprawczego. Pisaliśmy w „PB”, że rządowa oferta obejmuje 5 mld zł z budżetu i 1,75 mld zł od Polskiego Funduszu Rozwoju, co miałoby ułatwić górnikom zaakceptowanie decyzji o zamknięciu dwóch kopalń (czyli czterech ruchów), obniżeniu wydobycia i znaczącej redukcji zatrudnienia. Czy taki plan przetrwa? To się okaże.

Polska Grupa Górnicza, kontrolowana przez państwo, potrzebuje takiego programu, i to szybko. Na koniec 2019 r. miała ponad 400 mln zł straty, po czym w 2020 r. uderzyła w nią nie tylko ciepła zima, ale i koronawirus. Wirus uderzył dosłownie i w przenośni — z powodu tysięcy zakażeń kopalnie musiały wstrzymać pracę, a jednocześnie wstrzymana gospodarka zmniejszyła popyt na prąd, a zatem i na węgiel. W efekcie na zwałach leży dziś 15 mln ton węgla, przy wydobyciu sięgającym ok. 60 mln ton rocznie (dane za 2019 r.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane