Polacy mają złą passę na Ukrainie

opublikowano: 31-03-2019, 07:00

Polskie inwestycje u wschodniego sąsiada to pasmo porażek. Przedsiębiorcy sądzą, że nie da się tam normalnie działać. Nie wiedzą, jak wiele się zmieniło

Kto nie pamięta ambitnych planów polskich banków, producentów czy biur podróży? Ukraina miała być ich pierwszym rynkiem ekspansji, bo przecież Polak rozumie wschodnich sąsiadów lepiej niż biznesmen z Europy Zachodniej. Wiele planów spaliło na panewce. Polskie inwestycje na Ukrainie są śladowe, ukraińskie w Polsce prawie nie istnieją, a poziom wymiany handlowej też pozostawia sporo do życzenia. 

Znam firmy niemieckie i japońskie, które lokują na Ukrainie zakłady zatrudniające tysiące ludzi i są to ich najlepsze i najbardziej wydajne fabryki. Tak było np. w przypadku meblarskiego Nowego Stylu – ukraińska inwestycja najszybciej się zwróciła – mówi Bogdan Łukasik, który z ukraińskim partnerem Petro Pylypiukiem jest współwłaścicielem Modern-Expo, producenta wyposażenia dla sklepów, mającego na Ukrainie dwie fabryki zatrudniające ok. 3 tys. osób.
Zobacz więcej

Strzał w dziesiątkę:

Znam firmy niemieckie i japońskie, które lokują na Ukrainie zakłady zatrudniające tysiące ludzi i są to ich najlepsze i najbardziej wydajne fabryki. Tak było np. w przypadku meblarskiego Nowego Stylu – ukraińska inwestycja najszybciej się zwróciła – mówi Bogdan Łukasik, który z ukraińskim partnerem Petro Pylypiukiem jest współwłaścicielem Modern-Expo, producenta wyposażenia dla sklepów, mającego na Ukrainie dwie fabryki zatrudniające ok. 3 tys. osób. fot. Marek Wiśniewski, Puls Biznesu

Gorzkie rozczarowanie

Spożywcze inwestycje u wschodniego sąsiada rzadko się udają. Np. Wawel, producent słodyczy, który ma 48,5 proc. w ukraińskiej spółce Lasoszczi, w raportach rocznych informuje, że w związku „z niestabilną sytuacją polityczną i ekonomiczną na Ukrainie istnieje ryzyko w działalności” tej spółki i nie wyklucza dokonania odpisów wartości jej udziałów oraz udzielonych pożyczek. Spółkę i plany rozwoju na Ukrainie miał też inny słodyczowy gigant – Colian. 

- Wycofaliśmy się wiele lat temu i nie wróciliśmy. Z jednej strony, to dzisiaj ciekawy kraj do inwestycji - jest dostęp do surowców i ludzi, a koszty pracy są znacznie niższe. Z drugiej strony, przeszkadza brak wielu prawnych uregulowań, które mamy na rynku unijnym, i bezpieczeństwa. O powrocie więc na razie nie myślimy – mówi Jan Kolański, szef Coliana. 

Zainteresowanie widać natomiast w drugą stronę – w 2015 r. polskie biuro otworzył ukraiński potentat, Roshen, który w pięć lat chce zostać jednym z pięciu największych graczy w Polsce. Dwa lata później nad Wisłę wszedł inny ukraiński koncern – ABK. Najbardziej widoczne rolno-spożywcze spółki ukraińskie w Polsce to producenci zbóż, mięsa i jaj, notowani na GPW. Na parkiecie oraz na spotkaniach z lokalnymi analitykami i dziennikarzami kończy się jednak ich obecność. Wprawdzie Ovostar, jeden z potężnych wytwórców jaj, chciał kupić fermę, ale sprawa ucichła, a spółka zdecydowała się zainwestować w potężny kompleks na Łotwie. 

Przesadzili z nadziejami

Na Wschód ciągnęli polscy sadownicy. 

- Nie znam żadnego projektu, który by się udał. W branży panuje przekonanie, że to kwestia „czynników formalno-prawnych”, a w niektórych przypadkach nieuczciwości partnerów – mówi Mirosław Maliszewski, szef Związku Sadowników RP.

Najbardziej znanym inwestorem z branży był Jerzy Konik. Miał uprawę truskawek w okolicach Ługańska, chciał do nich dosadzać jabłonie, ale tereny objęły rosyjsko-ukraińskie rozruchy. 

Tymczasem w rolno-spożywczej wymianie handlowej Polska po raz pierwszy zanotowała w ubiegłym roku deficyt. 

- Przy każdej okazji apelujemy do polskich producentów i rolników, by szukali możliwości partnerstwa i inwestowania na Ukrainie, bo albo będziemy beneficjentami ukraińskiego sukcesu w tym sektorze, albo inni z tego skorzystają – mówi Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej (PUIG).

Obyci i obuci

Większe sukcesy odnoszą polskie sieci odzieżowe i obuwnicze. Ukraina jest jednym z najważniejszych rynków pod względem przychodów dla LPP, właściciela marek: Reserved, Mohito, Sinsay i House. Na Ukrainie rozwijają się też Medicine i CCC

- Ostatnio notujemy spory wzrost biznesu na Ukrainie, ale nie mamy większych planów inwestycyjnych. Ze względów operacyjnych wygodniej nam, przynajmniej na razie, skoncentrować się na Polsce i tej części UE. Kraj przyciąga graczy z naszej branży, bo to duży, bliski i chłonny rynek, a do tego o znacznie mniejszym stopniu nasycenia markami odzieżowymi. Hamulcem jest jednak brak stabilności, np. walutowej – mówi Krzysztof Bajołek, twórca Medicine. 

fa44e31e-90f7-11e9-bc42-526af7764f64
Poza scenariuszem
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE
Poza scenariuszem
autor: Marek Wierciszewski
Wysyłany co dwa tygodnie
Marek Wierciszewski
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Łukasz Wachełko, analityk Wood&Company, uważa, że Ukraina to rzeczywiście ciekawy rynek dla branży, pytanie - czy dobry.

- CCC sprzedaje tam buty sprzed kilku sezonów [podobnie jak na rynku szwajcarskim – red.]. Nie wiemy jednak, co będzie w dłuższym terminie - czy rynek będzie się rozwijał i jak – mówi Łukasz Wachełko. 

W Polsce ukraińskich marek w tej branży nie widać. 

Grzech niewiedzy

Eksperci tłumaczą brak spektakularnych sukcesów przeszłością.

- Polscy przedsiębiorcy postrzegają Ukrainę przez pryzmat porażek wielu firm. Analizowaliśmy liczne przykłady i bardzo często Polacy popełnili błędy – nie przeprowadzili analizy rynku, zbyt szybko uznali, że obowiązują tam te same standardy, co w Polsce. Potem, tłumacząc się przed inwestorami, zrzucali winę na ukraińskie realia. Byliśmy na Ukrainie pierwsi, ale też jako pierwsi się sparzyliśmy - mówi Jacek Piechota.

Tymczasem od podpisania umowy stowarzyszeniowej, która weszła w życie 1 września 2017 r., kierunek legislacji jest przewidywalny, a przepisy zbliżają się do europejskich standardów (więcej: w wywiadzie obok). Wdrażanie reform kontrolują też Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy, które od tego uzależniają wypłatę kolejnych transz pożyczek. 

Poprawę na Ukrainie widzi też Bogdan Łukasik, który z ukraińskim partnerem, Petrem Pylypiukiem, jest współwłaścicielem Modern-Expo, producenta wyposażenia dla sklepów.

- Na Ukrainie działam od 25 lat. Od kilku obserwuję sprzyjającą przedsiębiorcom atmosferę. Powodów może być kilka. Ukraina straciła możliwość eksportu do Rosji i zwróciła się do UE. Reforma administracyjna spowodowała, że część podatków pozostaje w gromadach, jednostkach administracyjnych. Zmieniło to postrzeganie przedsiębiorców przez społeczeństwo – mówi Bogdan Łukasik.

Niestety, polskie firmy o tym nie wiedzą.

- Promocja Ukrainy kuleje, bo dyplomacja jest zaangażowana w problemy związane z agresją Rosji – mówi Jacek Piechota. 


Jak już poprawiają, to na tip-top

Polskie firmy wracają na Ukrainę. Nic dziwnego - dzięki reformom łatwiej robić biznes. Niestety, nie wszystko się zmieniło.

Trzy pytania do: Weroniki Marczuk, prezes Polish Business Center w Kijowie, spółki Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej


Czy polskie firmy chcą znowu robić interesy na Ukrainie?

- W tym miesiącu zgłosiło się do nas ok. 20 polskich firm zainteresowanych wejściem na ukraiński rynek. Rok temu było o połowę mniej.

Skąd ten boom?

- Przez ostatni rok zaszło tyle zmian korzystnych dla podmiotów gospodarczych, ile przez poprzednie 23 lata. Należą do nich m.in.: wprowadzenie przepisów dotyczących zakładania spółki z o.o., zgodnie z którymi kapitał zakładowy może wynosić symboliczną 1 hrywnę, uproszczenie systemu rejestracji cudzoziemców, zezwoleń na pracę dla nich, rejestracji podmiotów gospodarczych (np. fundację można założyć przez internet w pół godziny). Parę tygodni temu weszła też w życie ustawa upraszczająca obrót dewizami – wcześniej ukraińskie spółki musiały wymieniać walutę na hrywny natychmiast po jej otrzymaniu, teraz to dotyczy tylko 25 proc. kwoty, a do końca roku obowiązek ma zostać zniesiony. Istnieje też możliwość kredytowania przez nierezydentów, czyli często właścicieli spółek, bez konieczności rejestracji pożyczki w banku centralnym. Możliwe stało się także inwestowanie w walucie za granicą, zaciąganie kredytów w bankach zagranicznych. Nowoczesny hybrydowy system zamówień publicznych PROZORRO obejmuje także komercyjne przedsiębiorstwa i daje dużo możliwości.

To może Ukraina jest wręcz bardziej przyjazna biznesowi niż Polska?

- Gdy wprowadzane są uproszczenia, to maksymalne. Obowiązuje jednak sporo starych przepisów, np. cudzoziemiec może zostać szefem ukraińskiej spółki tylko wtedy, gdy ma zezwolenie na pracę, a dostanie je, gdy już jest spółka, która… musi mieć prezesa - i koło się zamyka. Są oczywiście metody, by zgodnie z prawem rozwiązać tę kwestię, ale to utrudnia życie. 

0,1 proc. Taki jest, według GUS, udział Ukrainy w kapitale zagranicznym w Polsce…

2 proc.…a taki, według Ukrstatu, Polski w kapitale zagranicznym na Ukrainie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy