Andrzej nie pozwalał, Alicja inwestowała

opublikowano: 22-05-2017, 22:00

Po tytule obrazu można czasem odgadnąć malarza — ale wyjść trzeba od tego, że Michałowski, Maciejowski i Makowski to nie jeden i ten sam

Gdyby inwestor chciał wytypować dzieło do portfela z zamkniętymi oczami, tym razem nie trafiłby najgorzej, bo każde z mylących się nazwisk mogłoby być trafnym wyborem. Prace Michałowskiego są w obiegu rzadkością nie do przeoczenia, te od Maciejowskiego licytuje się głównie w Wielkiej Brytanii i USA, a aukcyjny obrót dziełami Makowskiego był w ubiegłym roku rekordowy. Jak wynika z danych Artprice, w stosunku do 2015 r. wzrósł ponad trzykrotnie — to sporo, chociaż wypada odnotować, że poziom znacząco podniósł obraz sprzedany za blisko 1,6 mln zł.

Nie wiadomo, czy któryś z autorów zbliży się do tego pułapu we wtorek, ale 23 maja na aukcję w Polswiss Art trafią obrazy wszystkich wymienionych. Przy decydowaniu na chybił trafił jest wobec tego ryzyko, że dużo się zapłaci, ale nawet bez oglądania dzieła da się trochę posterować losem— znając same tytuły, można w końcu połączyć w zbiory: konia z Michałowskim, Makowskiego z zagapionym dzieckiem, a Maciejowskiego z Andrzejem, który nie pozwala Alicji czegoś robić.

Michałowski: więcej koni niż w mercedesie

„Głowa konia” (na zdj.) ma cenę wywoławczą 450 tys. zł i próżno przeglądać notowania aukcyjne autora, żeby ją z czymś zestawić, bo na rok przypadają zwykle dwie, trzy sprzedaże. Piotr Michałowski może być więc albo typem całkowicie niszowym, albo przeciwnie — kojarzonym z muzeum, w którym widziało się kiedyś obraz Matejki. W polskim malarstwie XIX wieku pasjonat koni uznawany jest za najwybitniejszego reprezentanta romantyzmu, czyli tego nurtu, do którego pasuje na przykład heroicznie pozujący jeździec, którego koń wspiął się nagle na dwie nogi, odrzucił grzywę i wierzgnął kopytem. Już w latach 30. XIX wieku akwarelami przedstawiającymi zaprzęgi Michałowskiego handlowali marszandzi we Francji, Niemczech, a nawet za oceanem, przy czym wystawiona w Polswissie „Głowa konia” nie ma z nimi aż tyle wspólnego. Nie jest szkicową akwarelą, tylko dopracowanym olejnym ujęciem, na którym koń nie służy żadnemu prężącemu się wojownikowi, bo to po prostu jego portret. Wybierając się do muzeum, warto porównać, który z bohaterów ma mądrzejszy wzrok.

Makowski: chłopczyk czy dziewczynka?

Żeby dokładnie poznać anatomię konia, Michałowski odwiedzał rzeźnię. Tadeusz Makowski musiał studiować budowę modeli inaczej, bo najchętniej malował dzieci — najpierw łagodnie, okrągło i pastelowo, później geometrycznie, aż przypominały kukiełki z klocków. Ten drugi, bardziej kanciasty etap był prawdziwym przełomem, krokiem w kierunku kubizmu, czyli nowoczesnego rozbicia kompozycji na proste wieloboki. Dziecięce portrety, które będzie można licytować w Polswissie, nie przypominają jeszcze brył o ostrych krawędziach, bo przypadają na okres, kiedy Makowski traktował te ujęcia bardzo delikatnie. Jasne zaokrąglone twarze, szeroko otwarte oczy, półotwarte w zdziwieniu usta — dziecięco naiwne, ale miękkie i żywe, w przeciwieństwie do malowanych od końca lat 20. kukieł. Na rynku, dzieci ułożone z klocków i w stożkowatych czapeczkach bywają jednak droższe niż te regularnie zaokrąglone, chociaż z punktu widzenia inwestora oba typy mogą być dobrą lokatą, pod warunkiem że w grę nie wchodzi wyceniony w setkach tysięcy złotych szkic, na którym ledwo widać, o co chodzi. Taki etap przygotowawczy też prawdopodobnie nie potanieje, ale myśląc o zysku, nie wolno płacić za niego tyle, co za wykończony olejny obraz. Z wtorkowego katalogu w oleju są „Dziewczynka w błękitnym kapelusiku” (na zdj.) w odcieniach mlecznej czekolady i „Portret chłopca” w kolorystyce kogla-mogla. Pierwsza praca licytowana będzie od 170 tys. zł, druga od 180 tys. zł, choć o samych dzieciach wiadomo, że niekoniecznie opływały w zabawki. To nie są dzieci bogatych ludzi — mówił malarz — nigdy takich nie znałem.

Maciejowski: ładne, bo polskie

On w trójkolorowym ortalionie ze ściągaczem, ona z czarną doniczką w ręce — drugą przytrzymuje drewnianą półeczkę na roślinę, którą on przybije do białej ściany salonu. „Andrzej nie pozwala Alicji wykonywać żadnych męskich prac domowych” (na zdj.) to tytuł, po którym nie da się pomylić dzieła Marcina Maciejowskiego z którymś z koni Michałowskiego czy dzieci Makowskiego. Praca, która pójdzie pod młotek we wtorek, ma cenę wywoławczą 70 tys. zł i jest z 2001 r., a więc z okresu, w którym malarze grupy Ładnie przestawali działać razem. Nie było w niej żadnego ściśle obowiązującego programu, ale inwestor powinien zapamiętać nazwę z dwóch powodów: poza Maciejowskim tworzyli ją m.in. Wilhelm Sasnal i Rafał Bujnowski, a to, co malowali, to tzw. banalizm. Termin nie jest może tak przydatny, jak wspomniany już romantyzm, jednak wystarczy zapamiętać Andrzeja z młotkiem i w dresie, żeby go sobie utrwalić. Maciejowski nie wyzłośliwiał się na typowych posiadaczach paproci i meblościanek, tylko dokumentował ich codzienność — to, że w zbożu pojawiły się tajemnicze kręgi, „Młodzi nie chcą się uczyć ani pracować”, a Gołota to „Polak ze złota”. Wycinki z gazet, własne zdjęcia, urywki z reklam służyły jako esencja tamtych czasów, podczas gdy obecnie oparte na nich obrazy osiągają ceny kilkunastu tysięcy dolarów. Aukcyjny rynek malarstwa Marcina Maciejowskiego wyraźnie rósł aż od 2010 r., przy czym większość transakcji rejestrowano w funtach i dolarach — widocznie nie tylko Polacy odbijają się w tych pracach. Zupełnie jak w jednej z wystawianych właśnie w krakowskim Mocaku, na której widać trzy ujęcia kobiety zmęczonej muzealną wystawą. Siedzi na ławce przed obrazem, zawiesza wzrok w kącie, przez moment mruży oczy, żeby przeczytać tytuł, nie wstając. Za chwilę patrzy w dół, ogląda paznokcie. Garbi się, jakby wiedziała, że prędzej czy później i tak każdy przejrzy się w niej jak w lustrze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu