Branża wyczekuje

Bogdan Tychowski
11-05-2006, 00:00

Na Wybrzeżu radość z powołania długo wyczekiwanego ministerstwa miesza się z obawami przed niekompetencją jego szefa.

Jeszcze przed tygodniem nikt się nie spodziewał, że od dziś przedstawiciel Ligi Polskich Rodzin będzie rządził gospodarką morską. Samo powołanie Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Rybołówstwa to dobry znak dla branży, jednak okoliczności jego utworzenia i obsadzenia stanowiska szefa resortu budzą niepokój. Wiele wskazuje na to, że branża może stać się kartą przetargową przy kolejnych zawirowaniach politycznych, których przy obecnym składzie koalicji rządzącej można się przecież spodziewać.

Obawy i nadzieje

Przedstawiciele branży zastanawiają się, jak będzie działało nowe ministerstwo oraz jego młody szef Rafał Wiechecki, polityk LPR, którego reputacja wyprzedza osiągnięcia na nowym stanowisku. Na szczęście, zgodnie z powszechną opinią, w gospodarce morskiej niewiele da się już popsuć, więc kto wie, może uda się to i owo naprawić?

Przedstawiciele spółek armatorskich nie ukrywają, że nowy urząd, który powstał wskutek politycznych rozgrywek, długo nie przetrwa, więc problemów ludzi morza nie załatwi. Wielu z nich przyznaje, że jeżeli nie pracowało się w gospodarce morskiej, która jest branżą specyficzną, to droga do poznania jej problemów jest długa. Ale są i optymiści.

— Branża morska bardzo dobrze przyjęła fakt powołania ministerstwa gospodarki morskiej, co było naszym postulatem od wielu lat. Oczekujemy, że wielokrotnie przedstawiane problemy zarówno armatorów jak i portów, czy wreszcie szkolnictwa zawodowego, będą dużo sprawniej i szybciej rozwiązywane. Wiemy od dawna, co ma do zrobienia nowe ministerstwo. Mam nadzieję, że jego szef będzie wiedział, jak to zrobić — mówi Paweł Szynkaruk, dyrektor naczelny Polskiej Żeglugi Morskiej (PŻM).

Mniej optymizmu wykazuje Bogdan Ryszard, dyrektor zarządzający Stena Line.

— Samo powołanie samodzielnego urzędu jeszcze o niczym nie świadczy, niech jego szef pokaże, jak działa, co potrafi zrobić dla rozwoju rynku. Ja oczekuję jak najmniej ingerencji polityków w sprawy obrotu gospodarczego i relacji między przedsiębiorstwami. Chciałbym, aby wszystkie podmioty biorące udział w grze rynkowej były traktowane równo, żeby nie uderzano w patriotyczny dzwon w celu obrony narodowych przewoźników, interesów kraju i nie mówiono o powstrzymaniu zachodniego kapitału. Liczę na stabilność otoczenia prawnego i przejrzystość warunków inwestowania — wymienia Bogdan Ryszard.

Nowy urząd i jego minister będą mieli sporo pracy.

— Ministerstwo musi doprowadzić do realizacji zapisów projektu Strategii Rozwoju Kraju, która zakłada poprawę konkurencyjności portów w Szczecinie i Świnoujściu. Powinno też stworzyć system dostępu do środków Unii Europejskiej, np. powołując specjalny fundusz — mówi Dariusz Rutkowski, prezes Zarządu Morskiego Portu Szczecin-Świnoujście.

Kibic na urzędzie

Na razie niewiele osób zna nowego ministra. Jest prawnikiem, ma 28 lat i pochodzi z województwa zachodniopomorskiego. Dotychczas z gospodarką morską miał do czynienia jedynie poprzez swoje zaangażowanie w sprawę akcji PŻM, a w mediach zaistniał przy okazji udziału w niechlubnych wyczynach pseudokibiców piłkarskich.

— Nie znam pana Rafała Wiecheckiego, jego kwalifikacji ani jego poglądów na gospodarkę. Z tego, co wiem, dotychczas zasłynął z zaangażowania w spór o PŻM, i to bodajże w obronę krytykowanego za niejasne transakcje udziałami spółek byłego prezesa Pawła Brzezickiego — mówi Bogdan Ryszard.

Natomiast Jan Warchoł, prezes Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, wierzy, iż nowy minister nie jest skazany na porażkę, o ile będzie potrafił słuchać całego środowiska morskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bogdan Tychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Branża wyczekuje