Co Prawo i Sprawiedliwość planuje w gospodarce

W programie gospodarczym partii rządzącej znalazły się nie tylko tak nośne tematy jak płaca minimalna czy stawki ZUS. Dziennikarze „PB” wzięli pod lupę najciekawsze

Remanent w ministerstwach

Dla obserwatorów branż strategicznych, kontrolowanych często przez państwo i przez to ściśle powiązanych z polityką, ważna powinna być zapowiedź umocnienia pozycji premiera i sprzężony z nią pomysł „oceny obowiązującego układu resortów, zwłaszcza tych, które są właściwe dla spraw gospodarczych”.

— Obecną strukturę tych resortów oceniam jak najgorzej, a każdy pomysł jej ponownego przemyślenia należy ocenić pozytywnie — zauważa Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki.

Zapraszamy naszych czytelników do wyborczego GPS, czyli gospodarczego testu wyborczego. Odpowiadając na 21 pytań można sprawdzić, który sztab prezentuje najbliższe im poglądy.

Po pierwsze, za porażkę były wicepremier uważa funkcjonowanie Ministerstwa Energii (powołanego w 2015 r.), w przypadku którego połączenie funkcji regulacyjnych i właścicielskich zaowocowało chaosem w energetyce. Po drugie, źle ocenia rozdzielenie kompetencji gospodarczych pomiędzy Ministerstwo Rozwoju, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii oraz kancelarię premiera, która też nadzoruje kluczowe firmy. Według Janusza Steinhoffa przekłada się to rozmycie odpowiedzialności. Na uwagę w programie PiS zasługuje też zapowiedź stworzenia „systemu nadzoru i ujednoliconego mechanizmu weryfikacji kandydatów na stanowiska kierownicze w spółkach skarbu państwa”. O ile dyskusję na temat jakości kadr można uznać za starą jak świat, o tyle pomysł PiS wprowadzenia w tym obszarze zmian po czterech latach własnych rządów może zaskakiwać.

— Żadne mechanizmy, żadne komisje nic nie zmienią. Rekrutacja do państwowych spółek musi mieć oparcie w przyzwoitości rządzących, a odpowiedzialność za nią musi brać konkretny minister. Ostatnie cztery lata pokazały, że zatrudniani są ludzie, dla których jest to niemal pierwsza praca, natomiast doświadczonych menedżerów się odsuwa. To patologia polskiej sceny politycznej — uważa Janusz Steinhoff.

Wiatrowe nadzieje na później

Dla zainteresowanych branżą energetyczną istotne mogą być zapowiedzi dotyczące rachunków za prąd. „Będziemy stosować ochronę konsumentów energii elektrycznej — gospodarstw domowych, małych i średnich przedsiębiorstw oraz instytucji publicznych” — czytamy w dokumencie.

Użyto w tym zdaniu czasu przyszłego, co może oznaczać przedłużenie tegorocznej „zamrażarki” dla rachunków jeszcze na 2020 r. Pewności na razie nie ma nikt. Interesujące są też uwagi dotyczące elektrowni wiatrowych. W dwóch miejscach PiS podkreśla w programie, że udało mu się poprawić warunki życia na wsi dzięki „odsunięciu na bezpieczną odległość farm wiatrowych, uwzględniając uzasadnione skargi mieszkańców wsi”. Mowa tu o zasadzie 10h, zakazującej stawiania nowych wiatraków w odległości od zabudowań mniejszej niż dziesięciokrotność ich wysokości. Rzuca to cień na nadzieje branży wiatrowej związane z możliwością zniesienia tej bariery.

Zobacz serwis wyborczy "Pulsu Biznesu">>

Rozczarowani mogą być też ci, którzy czekają na pierwsze polskie auto elektryczne. Elektromobilność została wprawdzie przez PiS podkreślona w programie, ale wskazano tylko inwestycje podmiotów zagranicznych, transport publiczny i stacje ładowania aut. Głośny swego czasu pomysł stworzenia polskiego e-auta pominięto milczeniem. Nieprzejednanie brzmią zapowiedzi PiS dotyczące unijnej polityki klimatycznej, która w nowej kadencji Komisji ma być jeszcze bardziej skoncentrowana na zielonych źródłach.

„Przyjęliśmy postawę renegocjacji pakietu energetyczno-klimatycznego w kierunku zagwarantowania interesów polskiego przemysłu i konsumentów. Premier Mateusz Morawiecki zablokował w 2019 r. porozumienie unijne w sprawie osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.” — pisze PiS w programie.

Za wdrożenie tzw. zielonego ładu w Unii Europejskiej odpowiadać będzie Frans Timmermans, pierwszy w historii komisarz ds. klimatu.

Kolejne granty dla inwestorów

W programie PiS jest też akapit o Programie wspierania inwestycji o istotnym znaczeniu dla gospodarki polskiej, w ramach którego firmy dostają granty. Partia chwali jego skuteczność w przyciąganiu inwestycji i zapowiada jego wzmocnienie: na bezpośrednie wsparcie dla inwestorów zostanie przeznaczone 1,123 mld zł dodatkowych funduszy.

— Pula pieniędzy, które już obecnie są zapisane w programie, ma zostać zwiększona o 1,123 mld zł, co łącznie zapewni wydatki na poziomie 1,906 mld zł do 2030 r. na wsparcie inwestycji — informuje biuro prasowe Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii.

W latach 2011-23 budżet programu miał zaplanowane finansowanie na poziomie 1,443 mln zł (pieniądze na ten rok już się wyczerpały). Na lata 2019-23 było to ponad 760 mln zł, do których dojdzie zapowiadana kwota. MPiT nie zamierza wydawać pieniędzy w równych ratach, lecz dostosować poziom do koniunktury. Pieniądze będą kontraktowane do 2025 r. i wypłacane do 2030 r.

— Dokładamy wszelkich starań, by w tym roku zapewnić możliwość podpisania pierwszych umów ze zwiększonej puli — informuje biuro prasowe resortu.

Eksperci chwalą utrzymanie programu.

— Ten budżet pozwoli na sfinansowanie kilku dużych grantów rocznie. Efekt programu będzie więc umiarkowany. Od trzech lat słychać, że pieniądze się kończą. Granty są stosunkowo niskie, stanowią kilka-kilkanaście procent nakładów. Warto byłoby to zmienić, lepiej dać mniejszej liczbie firm wyższe granty. Można by zastosować kryterium innowacyjności lub wpływu inwestycji na gospodarkę. Ministerstwo przedsiębiorczości zapowiadało to rok temu [firmy miały wydawać 10-15 proc. nakładów na współpracę z wyższą uczelnią — przyp. red.], ale dotychczas zasady przyznawania rządowych grantów się nie zmieniły — mówi Szymon Żółciński, partner w Crido.

Innego zdania w kwestii wysokości grantów jest Paweł Tynel, partner w EY.

— Bardzo ważne jest, żeby taki program funkcjonował. Dla inwestorów istotne jest poczucie, że rządowi zależy na ich inwestycji i działa na wielu płaszczyznach, aby ich pozyskać. Jednak w ostatnich latach mieliśmy kilka bardzo dużych projektów i trudno byłoby przy inwestycji za 1 mld zł udzielić wsparcia na poziomie 5 mln zł. Odrębną kwestią są kryteria i sposób oceny projektów. Tutaj można zawrzeć elementy, które mają pomóc wybrać najbardziej wartościowe projekty — mówi Pawel Tynel.

Centra na pomoc kreatywności

W swoim programie Prawo i Sprawiedliwość zapowiada, że będzie dalej skutecznie wdrażać „kompleksową politykę wsparcia rodzimych przemysłów kultury i kreatywnych”. Napisano, że rząd planuje oddziaływanie na rozwój sektorów kreatywnych, m.in. poprzez wprowadzenie ulg podatkowych na produkcję kulturowych gier wideo (prace nad ustawa trwają od jesieni ubiegłego toku — red.). Celem tego mechanizmu jest zwiększenie konkurencyjności polskiego sektora gier wideo na arenie międzynarodowej oraz przyciąganie inwestycji zagranicznych w sektorze.

Planowane jest także utworzenie Polskiego Centrum Gospodarki Kreatywnej, którego zadaniem będzie budowanie długofalowej i kompleksowej polityki wsparcia branż kreatywnych. PiS zamierza kontynuować program „Rozwój sektorów kreatywnych”, którego celem jest rozwój oraz wzmacnianie konkurencyjności tych branż na arenie międzynarodowej poprzez współfinansowanie wartościowych i innowacyjnych projektów. Kolejnym planowanym działaniem ma być utworzenie Centrum Gier Wideo, które przyczyni się do umacniania pozytywnego wizerunku polskiej branży gier wideo jako prężnie rozwijającej się gałęzi gospodarki i kultury.

— Rozwój Sektorów Kreatywnych to wspaniała inicjatywa ukierunkowana na wsparcie młodych twórców. Dotychczasowe edycje cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem i bardzo się cieszymy z chęci kontynuowania tego programu. W przypadku branży twórców gier te granty pomagały nie tylko w opracowaniu licznych prototypów, ale też w międzynarodowej promocji naszych rodzimych twórców niezależnych — uważa Stanisław Just, członek zarządu Stowarzyszenia Polskie Gry.

Ambicje sztucznej inteligencji

„Doprowadzimy do stworzenia w Polsce do 2025 r. ponad 700 firm działających w obszarze sztucznej inteligencji [artificial intelligence — AI — red.] oraz inwestycji w wysokości ok. 9,5 mld zł” — głosi program wyborczy PiS.

Deklaracja odnosi się bezpośrednio do „Polityki rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce na lata 2019- 2027”, czyli dokumentu strategicznego już przedstawionego przez międzyresortowy zespół analityków Ministerstwa Cyfryzacji oraz Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. Zakończono właśnie etap konsultacji społecznych nad projektem. I o ile nikt nie kwestionuje konieczności rozpisania dla Polski oficjalnej, rządowej strategii AI, o tyle środowiska związane z rozwojem technologii mówią o potrzebie dopracowania dokumentu.

W obecnej wersji — zdaniem Instytutu Sobieskiego — stanowi on bardziej omówienie znaczenia AI dla rozwoju kraju niż strategiczny plan działania. Brakuje w nim przypisania zadań konkretnym resortom, agencjom rządowym, spółkom skarbu państwa itd., nie wyznaczono ponadto terminów ich realizacji. Dokument optymistycznie zakłada, że „[…] Polska ma szansę znaleźć się w grupie 20-25 proc. najlepszych ośrodków budowania AI na świecie”. Analitycy rynku zastrzegają, że nie będzie to możliwe bez „radykalnego zwiększania ilości projektów i wdrożeń rozwiązań AI”. Fundacja Startup Poland, czyli przedstawiciel krajowego środowiska przedsiębiorczości technologicznej, zarzuca nowej „polityce AI” brak możliwości jej ewaluacji w przyszłości. Dotyczy to m.in. powstania w kraju kilkuset firm AI — strategia nie zawiera definicji tego rodzaju podmiotów.

Więcej spółek z niższym CIT

W swoim programie wyborczym PiS obiecało podniesienie z 1,2 mln EUR do 2 mln EUR progu rocznych przychodów uprawniających do korzystania z preferencyjnej, 9-procentowej stawki podatku dochodowego dla małych spółek kapitałowych. Niższą stawkę wprowadzono w 2019 r. Blisko dwukrotne podniesienie granicznego pułapu niewątpliwie spowodowałoby, że znacznie więcej firemek znalazłoby się w kręgu uprzywilejowanych. Co na to przedstawiciele organizacji przedsiębiorców?

— Poszerzenie grupy osób prawnych mogących korzystać z najniższej stawki CIT tylko pogłębi już istniejącą dysproporcję w opodatkowaniu osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą oraz spółek. Preferowanie małych spółek kapitałowych, przy jednoczesnym utrzymywaniu 19 proc. podatku dla osób fizycznych prowadzących działalność, oznacza dyskryminację tych osób oraz pogłębianie nierówności podatkowej. Uważamy, że stawki podatkowe od dochodów z działalności gospodarczej osób prawnych i fizycznych powinny być jednolite — mówi Elżbieta Lutow, dyrektor zespołu rozwoju przedsiębiorczości w Związku Rzemiosła Polskiego.

Kaja Kwaśniewska, ekspert BCC ds. małych i średnich przedsiębiorstw, potwierdza, że propozycja ta nie jest tym, na co czekają polscy przedsiębiorcy.

— Obietnica podniesienia limitu obrotu uprawniającego do niskiej stawki podatku oczywiście brzmi zachęcająco. Przedsiębiorcy się temu nie sprzeciwią, nawet jeśli da to korzyść niewielkiej liczbie podatników. Firmy nieprzerwanie apelują, aby w ślad za każdą obietnicą ułatwień i preferencji szło faktyczne upraszczanie przepisów — zauważa Kaja Kwaśniewska.

Ten rok będzie pierwszym, w którym uprawnieni będą mogli się rozliczyć z fiskusem, korzystając ze stawki 9 proc. Dlatego dopiero w przyszłym roku, gdy spółki złożą deklaracje podatkowe, będzie wiadomo, ile z nich skorzystało z niskiego podatku i ile ta ulga kosztowała budżet państwa. Tym bardziej trzeba poczekać, bo rząd nie przedstawił w tym zakresie szacunków. Jeszcze w 2018 r. małe spółki korzystały z 15 proc. CIT (przy obrotach rocznych do 1,2 mln EUR). W tamtym roku według niej rozliczyło się 146 tys. spółek (71 proc. wszystkich CIT-owców)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska, Małgorzata Grzegorczyk, Grzegorz Suteniec, Anna Bełcik, Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu