Dobra passa jeszcze potrwa

KOMENTARZ

Wciąż lepsze zachowanie bezpieczniejszych, bo nie posiadających długu spółek, może na pierwszy rzut oka dziwić. To zjawisko charakterystyczne dla bessy, a przecież od ponad ośmiu miesięcy na warszawskim parkiecie karty rozdają kupujący. Skąd zatem taka niechęć inwestorów do spółek wspomagających się długiem? Wszystko dlatego, że — paradoksalnie — giełda wcale nie rośnie za sprawą poprawy perspektyw gospodarczych. Zgodnie z ubiegłotygodniową prognozą banku BGK, tempo wzrostu PKB spadnie w tym roku do 1,5 proc., z odnotowanych rok wcześniej 2 proc.

Paliwem do zwyżek są oczekiwania na spadek kosztu pieniądza. Im bardziej spadają stopy procentowe, tym bardziej rośnie dzisiejsza wartość przepływów spółek, nawet gdyby w miejscu stały prognozy dotyczące ich wysokości. Inwestorzy przystąpili do zakupów w czerwcu, wyprzedzając początek cyklu obniżek stóp RPP o cztery miesiące.

Takie podłoże hossy stawia w uprzywilejowanej sytuacji bezpieczniejsze spółki, czyli takie, których perspektywy najmniej tracą na gospodarczym spowolnieniu. Dla nich ważniejszy od przedłużającej się dekoniunktury jest wpływ windowania wycen przez spadający koszt pieniądza. Przy poszukiwaniu takich spółek, obok ustalenia, czy branża jest cykliczna oraz czy spółka nie jest oparta na zbyt dużej dźwigni operacyjnej (im więcej kosztów stałych, tym bardziej ryzykowna jest spółka), kluczem jest dźwignia finansowa. Innymi słowy, im większe zadłużenie, tym bardziej spółce ciąży w okresie dekoniunktury.

Aby sprawdzić, kiedy niekorzystna passa zadłużonych spółek może się odwrócić, warto sięgnąć pamięcią do zachowania giełdy, kiedy polska gospodarka poprzednio otarła się o recesję. Choć WIG ustanowił twarde dno w 2002 r., zadłużone spółki zaczęły przynosić wyższe zyski od tych z przewagą gotówki dopiero w 2004 r. Dopiero wtedy wybrzmiały już echa fali bankructw, a dynamika wzrostu gospodarczego przyspieszyła powyżej 4 proc. Jeżeli to przesunięcie zadziała i tym razem, na powrót do łask zadłużonych spółek trzeba będzie zaczekać do przyszłego roku.

Przełom na świecie jest już faktem

W minisondzie, jaką „Puls Biznesu” przeprowadził wśród zarządzających, głosy, czy spółki powinny gromadzić gotówkę, były podzielone. Podobna liczba specjalistów optowała za postawieniem nacisku na inwestycje, wypłatę dywidend oraz podreperowanie firmowej kasy. Przełom w preferencjach inwestorów już się jednak dokonał, jeśli spojrzymy na rynki globalne. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Bank of America Merill Lynch wśród zarządzających funduszy z całego świata, prawie połowa z nich najchętniej poleciłaby spółkom reinwestowanie generowanych przepływów finansowych. Ten najwyższy od blisko dwóch lat odczyt to najlepszy dowód na powracające zaufanie specjalistów do globalnej gospodarki. Osłabia się tymczasem preferencja dla wypłacania dywidend i skupu własnych akcji. Mimo to zwracanie akcjonariuszom zarobionych przez spółki pieniędzy wciąż jest w cenie u jednej trzeciej zarządzających. W zdecydowanym odwrocie znaleźli się zwolennicy bezpieczeństwa. Spłacanie długów i budowanie poduszki bezpieczeństwa doradza spółkom zaledwie 12 proc. ankietowanych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu