Enea daje złudne nadzieje

Mateusz Wojtala
opublikowano: 09-05-2019, 22:00

Notowania indeksu WIG-Energia znajdują się na historycznym minimum. Światełkiem w tunelu mogą być wstępne wyniki Enei

Wstępne wyniki poznańskiej grupy za pierwszy kwartał 2019 r. pozytywnie zaskoczyły rynek. Grupa Enea zanotowała przychody w wysokości ponad 4 mld zł i EBITDA wynoszącą blisko 800 mln zł. Jest to odpowiednio o 10,5 i 8,5 proc. więcej niż prognozowali analitycy oraz o 34 i 14 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2018 r. Tylko zysk netto jednostki dominującej w wysokości 246 mln zł nie sprostał oczekiwaniom, choć i tak był o 2,5 proc. wyższy r/r.

— Wyniki są wyraźnie lepsze od konsensu. Spodziewamy się jednak, że zawierają około 36 mln zł pozytywnych zdarzeń jednorazowych. Były one związane m.in. z rozwiązaniem rezerw na ZUS w Bogdance i rezerwy na „umowy rodzące obciążenia” w segmencie obrotu, co dotychczas zrobiły już Tauron i PGE. Po oczyszczeniu wynik EBITDA był już tylko o 4 proc. powyżej konsensu — uważa Krystian Brymora z Domu Maklerskiego BDM.

Beczka miodu, łyżka dziegciu

Enea osiągnęła najwyższy wynik kwartalny w historii. Natomiast segmenty wytwarzania i wydobycia tylko raz osiągnęły wyższą wartość EBITDA. Zdaniem Pawła Puchalskiego, analityka z Santander Banku Polska, cieszyć może zwłaszcza poprawa w wytwarzaniu, które od wielu kwartałów rozczarowywało.

— Pierwszy kwartał w Enei był wyjątkowo dobry. Segment wydobycia radził sobie bardzo dobrze, ceny węgla wzrosły, tak samo jak produkcja, ale to też efekt niskiej bazy. Widać to już było jednak we wstępnych wynikach Bogdanki. Segment wytwarzania również wypadł nieźle. Spory wzrost zanotowały zapewne źródła odnawialne, chociaż to dotyczy wszystkich graczy. Zakładam też, że nowy blok w Kozienicach mógł wypracować wyższe marże — dodaje Bartłomiej Kubicki, analityk Société Générale.

Jak jednak zauważa Paweł Puchalski, tak dobre wyniki spółki to poniekąd zbieg wielu korzystnych okoliczności. Dobryokres spółki wsparty niską bazą za rok ubiegły, rozwiązanie rezerw w Bogdance, wyższe marże osiągane na węglu, czy wreszcie zmiana metody księgowania (na FIFO — First In, First Out) certyfikatów CO 2, która mogła dodać kilkanaście milionów złotych do wyniku wytwarzania. Rozczarowaniem okazała się jednak dystrybucja, której przyszło funkcjonować w wymagającym otoczeniu.

— Enea zanotowała tu duży spadek, chociaż inni wykazują poprawę. Również sprzedaż wypadła słabo, pomimo utworzonych rezerw w związku z zamrożeniem cen energii dla klientów detalicznych już w czwartym kwartale. Tauron i PGE osiągnęły tu zdecydowanie lepsze wyniki — dodaje Bartłomiej Kubicki.

Nie warto było

Na sesji 9 maja akcje Enei podrożały o 6,4 proc. Kurs odbił tym samym z historycznego minimum, ciągnąc za sobą również notowania Tauronu, PGE i Energi, które też zyskały kilka procent.

— Fundamenty spółek są solidne, posiadają one wartościowe aktywa. Wyceny są również bardzo atrakcyjne, ale pojawia się pytanie, czy akcje nie potanieją jeszcze bardziej. Notowania cały czas dyskontują czynniki natury politycznej. Nigdy nie wiadomo, jaki nowy pomysł zrodzi się w głowach rządzących, który odbije się na kondycji energetyki — mówi Bartłomiej Kubicki.

Ostatnio motywem przewodnim jest kwestia rekompensat i zamrożonych cen. Zdaniem Kamila Kliszcza, dyrektora departamentu analiz Domu Maklerskiego mBanku, problemów jest więcej, gromadzą się one stopniowo od kilku lat. Inwestorzy po prostu dali sobie spokój ze spółkami energetycznymi, skoro ciągle są negatywnie zaskakiwani przez decyzje głównego właściciela dotyczące dywidendy, regulacji czy nierentownych projektów inwestycyjnych.

— Czynników fundamentalnych działających na korzyść spółek energetycznych jest mnóstwo: poprawa wyników w latach 2019-20, wchodzący w życie od 2021 r. rynek mocy, kończący się cykl inwestycyjny, firmy zaczną generować gotówkę. Czy jednak uda się ponownie zdobyć zaufanie inwestorów? Zwłaszcza że mamy obecnie trend uciekania od inwestycji w węgiel. Polska energetyka nie zmniejsza swojej ekspozycji na czarne złoto, a w przypadku chociażby Energi nawet ją zwiększa — dodaje Kamil Kliszcz.

Światełko w tunelu

Ubiegły rok był w wykonaniu Enei był rozczarowujący. Według Kamila Kliszcza teraz spółka odrabia to z nawiązką i daje nadzieję na udany 2019 r. Bartłomiej Kubicki zakłada, że EBITDA spółki wzrośnie o 24 proc. w 2019 r. Jego rekomendacja brzmi jednak „trzymaj”, bo choć na tle innych graczy energetycznych wzrost może wyglądać imponująco, to będzie to w dużym stopniu efekt niskiej bazy.

— Wysoki wynik w pierwszym kwartale dobrze rokuje dla wyników całorocznych Spółki. Trzeba pamiętać, że w kolejnych kwartałach będą pracowały obydwa bloki 560 MW, co powinno wesprzeć wyniki. Spodziewam się w przypadku Enei najwyższej dynamiki zysków w 2019 r. r/r, poniekąd ze względu na niską bazę roku 2018 — uważa Paweł Puchalski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu