Fałszywi prorocy

opublikowano: 12-01-2020, 22:00

Eksperci, amatorzy, big data. Jest wiele pomysłów, jak odkryć, co stanie się za minutę czy za miesiąc. Wszystkie łączy jedno: nie działają. Chociaż…

Kto wygra wybory prezydenckie w Polsce i USA? Czy napięcia na Bliskim Wschodzie zmienią się w światowy konflikt? Jak się potoczą losy Meghan Markle i księcia Harry’ego po opuszczeniu rodziny królewskiej? Przełom starego i nowego roku obfituje w przepowiednie. Ludzie uważani za autorytety w swoich dziedzinach, czy chodzi o sport, czy o giełdę, show biznes lub technologie IT, peregrynują po studiach telewizyjnych, redakcjach prasowych tudzież portalach internetowych, by wyjawić i wytłumaczyć maluczkim, co się wydarzy w najbliższym czasie. Zjawisko, nazwane przez psychologów „pogonią za ekspertem”, lepiej jednak potraktować jako rozrywkę, bo znane osoby są równie omylne jak zwykli zjadacze chleba.

Inteligencja dyletanta. James Surowiecki z „New Yorkera” w książce „Mądrość tłumu” przypomniał badanie zrealizowane na początku wieku wśród handlarzy walutami, według którego w 70 proc. przypadków przeceniali oni trafność swoich przewidywań kursów. Traderzy nie tylko nie wiedzieli, że są w błędzie, lecz również nie zdawali sobie sprawy z rozmiarów swojej pomyłki. Dziennikarz podkreśla, że chybione prognozy formułują przedstawiciele wszystkich zawodów: lekarze, prawnicy, inżynierowie, finansiści i bankierzy inwestycyjni. Mylą się nawet giganci biznesu. W 1962 r. podczas oglądania koncertu Beatlesów przedstawiciel wielkiej firmy fonograficznej Decca Records stwierdził, że zespoły gitarowe nie mają przyszłości. Do historii przeszła też absurdalna wypowiedź dyrektora IBM Thomasa Watsona z 1943 r.: „Na światowym rynku jest zapotrzebowanie na co najwyżej pięć komputerów”, i Billa Gatesa z 1994 r.: „Dostrzegam niewielki komercyjny potencjał w internecie na najbliższe 10 lat”.

Skoro nie można liczyć na fachowców, to na kogo? O dziwo, bardziej wyważone i miarodajne opinie może zaoferować grupa amatorów — wskazuje James Surowiecki. Dowodem jest np. teleturniej „Milionerzy”: kiedy jego uczestnicy proszą o „telefon do przyjaciela”, prawdopodobieństwo otrzymania prawidłowej odpowiedzi wynosi 65 proc. Gdy zwracają się do publiczności, szansa sięga aż 91 proc. Kolejnym argumentem za tytułową mądrością tłumu jest platforma Iowa Electronics Market, na której chętni stawiają zakłady online dotyczące rozwoju polityki, gospodarki i wielu innych dziedzin. Choć obstawianie odbywa się z użyciem pieniędzy, przedsięwzięcie ma charakter badawczy. W 75 proc. przypadków ta rynkowa metoda okazuje się skuteczniejsza niż tradycyjna metoda ankietowa, umożliwiając prognozowanie choćby wyników wyborczych z zaledwie kilkupunktowym marginesem błędu.

Cyfrowy kult. Jeszcze bardziej wiarygodne są analizy big data. Tylko skąd ta pewność? Zwiększenie mocy obliczeniowej komputerów pozwala na gromadzenie ogromnej liczby danych. Algorytmy potrafią odszukać w nich schematy, wzorce i zależności, które wymykają się ludzkiemu poznaniu. Na ich podstawie wysnuwa się proroctwa, z których trafności byłby zadowolony nawet jasnowidz z Człuchowa. Myśląca maszyna (jakże niedoceniona przez Thomasa Watsona) wypluwa różne scenariusze i już wiadomo, w co będziemy się ubierać na wiosnę, gdzie będziemy spędzać wakacje i czy Donald Trump utrzyma się na urzędzie. Ale czy naprawdę są one bardziej wartościowe niż wiedza specjalistyczna? Do big data moglibyśmy się odnosić z niezachwianą ufnością, gdyby nie tacy ludzie jak Martin Lindstrom. Za krytykę tej technologii Duńczyk niechybnie zostałby ogłoszony heretykiem i spalony na stosie. Nietykalność zapewnia mu jednak sława światowej klasy eksperta od neuromarketingu i szeroko komentowana książka „Small Data. The Tiny Clues That Uncover Huge Trends” („Jak małe poszlaki odkrywają wielkie trendy”). Jej autor podaje wiele dowodów na to, jak analityka biznesowa próbuje zwieść firmy na manowce. Niewiele brakowało, a jej ofiarą padłoby Lego. W połowie lat 90. menedżerowie zabawkarskiego imperium z trwogą patrzyli na badania, które kazały porównać ówczesne dzieciaki do chorych na ADHD — po kilku minutach tworzenia zmyślnych konstrukcji zamków i miast zaczynają one ziewać i wybierają gry wideo.

a9c2adc0-8c30-11e9-b683-526af7764f64
Newsletter ICT
Nowości z firm IT z naciskiem na spółki giełdowe: przetargi, informacje z rynku, newsy kadrowe i inne.
ZAPISZ MNIE
Newsletter ICT
autor: Grzegorz Suteniec
Wysyłany raz w tygodniu
Grzegorz Suteniec
Nowości z firm IT z naciskiem na spółki giełdowe: przetargi, informacje z rynku, newsy kadrowe i inne.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Rozwiązanie wydawało się proste: uprościć zestawy, zmniejszając liczbę i powiększając rozmiar klocków. Koncern miał się wycofać ze sprzedaży kultowych produktów i odrzucić uświęconą tradycję, według której każdy nowy element można z powodzeniem spiąć z klockiem sprzed kilkudziesięciu lat. Dopiero wizyta ankieterów w domu pewnego 11-latka w 2004 r. sprawiła, że producent pozostał wierny pierwotnej strategii. Chłopiec okazał się zapalonym skateboardzistą. Zapytany o rzecz, z której jest najbardziej dumny, wskazał sponiewieraną parę adidasów. Ze szczegółami tłumaczył, skąd się wzięły i czemu służą nacięcia w podeszwie. Wizytatorzy Lego pojęli, że — wbrew sugestiom komputera — dzieciaki nie dały się do końca porwać internetowi, nadal lubią „analogowe” aktywności i doskonale radzą sobie z zadaniami wymagającymi koncentracji, jak budowa wyimaginowanych światów z tysięcy klocków Lego. Eksperci zawodzą, na big data też nie można całkowicie polegać. Gdzie więc mądrość i prawda? Wygląda na to, że choć ludzie są zawodni, bez nich programy analityczne na niewiele się zdadzą. I nawzajem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu