Giełda liczy na zachęty podatkowe dla emitentów

opublikowano: 14-11-2018, 22:00
aktualizacja: 16-11-2018, 12:33

Doradca resortu finansów proponuje uwzględnienie kosztów oferty publicznej w kosztach uzyskania przychodów. Szef GPW chce pójść dalej

W ramach prac nad strategią rozwoju rynku kapitałowego pojawiło się kilka propozycji wprost dotyczących spółek giełdowych. Brytyjski doradca Ministerstwa Finansów zaproponował zniesienie podatku dochodowego od reorganizacji kapitału zakładowego w związku ze zmianami struktury właścicielskiej na 6 miesięcy przed dopuszczeniem akcji do obrotu na giełdzie. Chce też, by w kosztach uzyskania przychodów spółka mogłaby uwzględnić 150 proc. faktycznie poniesionych kosztów emisji akcji lub obligacji.

— Obecnie w naszym portfelu nie brakuje spółek, które jak np. XTPL są na giełdzie, bądź się na nią wybierają jak np. Advanced Protection Systems, Quarticon czy Bioavlee. Stąd wiem, że przekonanie założycieli spółek i inwestorów do wejścia na giełdę nie jest proste i wśród argumentów przeciw pada kwestia kosztów bezpośrednich, związanych z takim procesem. Ulgi podatkowe byłyby wyraźną, przeliczalną zachętą do podjęcia obciążenia związanego z prowadzeniem spółki giełdowej — komentuje Konrad Pankiewicz, partner zarządzający w Leonarto.

— W zależności od wielkości emisji koszty jej przeprowadzenia to kilka do około 20 proc. zebranego kapitału. Im większa oferta, tym ten odsetek jest mniejszy. Ale tak dużych ofert, aby było to małe kilka procent, od dawna nie przeprowadzono. Jeśli więc koszty emisji stanowią kilkanaście lub więcej procent zebranego kapitału i od tego płaci się jeszcze podatek, to dla spółki jest to kłopot. Nasze stowarzyszenie już dawno walczyło o traktowanie kosztów przygotowania prospektu jako kosztów uzyskania przychodu. Doszliśmy z tą sprawą do Sądu Najwyższego i ten w siedmioosobowym składzie wydał orzeczenie niekorzystne dla spółek — mówi Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych, przyznaje, że niektórzy emitenci prowadzili dyskusje z organami podatkowymi na temat tego, które z kosztów oferty publicznej można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów, a które nie. Uważa więc, że bardzo ważne jest to, by zostało to jasno i korzystnie dla potencjalnych emitentów określone.

— Wisienką na torcie jest to, aby koszty oferty zaliczać do kosztów uzyskania przychodów z jakąś większa wagą, np. 150 proc. — zaznacza Marek Dietl.

Jego zdaniem, z podatkami dla spółek giełdowych trzeba jednak pójść krok dalej.

— Elementem komplementarnym do zaliczania kosztów oferty do kosztów uzyskania przychodu powinna być jednorazowa amortyzacja inwestycji rozwojowych sfinansowanych z podwyższenia kapitału w drodze oferty publicznej, np. zakupu nowych maszyn czy prac badawczo-rozwojowych. Dla budżetu państwa jest to neutralne. Wpływa jedynie na rozłożenie wpływów w czasie. Dla przedsiębiorców byłaby to bardzo znacząca zmiana poprawiająca płynność — podkreśla Marek Dietl.

Według szefa GPW całość powinny dopełnić preferencje podatkowe dla programów opcyjnych dotyczących kluczowych pracowników. Marek Dietl zaznacza, że programy motywacyjne mają sens tylko w spółkach publicznych — pracownicy mają wtedy szansę skorzystania ze wzrostu wartości przedsiębiorstwa. Zmiana ich opodatkowania może być istotnym czynnikiem skłaniającym do wprowadzania na giełdę podmiotów z dużym udziałem kapitału intelektualnego w biznesie.

— Zmiany podatkowe dotyczące tych trzech elementów — czyli kosztów oferty, amortyzacji i programów motywacyjnych opartych na instrumentach finansowych — byłyby silnym impulsem dla zwiększenia liczby debiutów — podkreśla Marek Dietl.

Czas to pieniądz

Żeby samo prowadzenie ofert publicznych było łatwiejsze, doradzająca resortowifinansów BTA Consulting proponuje stworzenie przez KNF i opublikowanie na jej stronie internetowej wzorów dokumentów emisyjnych dla spółek i TFI. Te wpływające już od emitentów miałyby być zatwierdzane w ciągu godzin lub maksymalnie kilku dni, niezależnie od tego, czy będą napisane w języku polskim czy angielskim.

— Jeśli chodzi o fundusze otwarte, może to być jakiś pomysł, bo na zatwierdzenie dokumentów TFI czekają długo, a produkty te objęte są ścisłym reżimem regulacyjnym. Ale w przypadku FIZ-ów niepublicznych na nic nie czekamy, gdyż KNF nie zatwierdza tych dokumentów. Do tego w samym działaniu FIZ-ów jest w wielu aspektach większa dowolność i życie może okazać się bogatsze od zestawu szablonów. Czy chcąc uruchomić FIZ jakiego nie ma w zestawie, będę musiał czekać aż odpowiedni szablon się pojawi? — pyta Adam Dakowicz, prezes AgioFunds TFI.

Inaczej patrzą na to reprezentanci spółek notowanych na giełdzie.

— To byłaby rewolucyjna zmiana, oznaczająca nowy rozdział w funkcjonowaniu KNF i dynamiki rynku. Przeciągające się lub trudne do oszacowania w czasie postępowania dotyczące zatwierdzenia emisji powodują, że spółki niejednokrotnie tracą swoją zwinność i elastyczność w pozyskiwaniu kapitału oraz absorbują zasoby na pilnowanie tych procesów. A przecież najważniejszym towarzyszem kapitału jest czas. Rynek finansowy w Londynie czy Nowym Jorku to minuty i sekundy, a nie tygodnie czy miesiące — mówi Konrad Pankiewicz.

— Jeśli mamy zmierzać w kierunku taniego i nowoczesnego rynku, to im więcej będzie tego typu szablonowości i publicznie dostępnych wzorów, tym lepiej — ocenia Mirosław Kachniewski. Zwraca przy tym uwagę, że prospekt to dla emitentów wyłącznie koszty, a jego wpływ na bezpieczeństwo drugiej strony emisji — czyli inwestorów — jest wątpliwy.

— Skąd się wzięła idea skrótu prospektu? Stąd, że żaden inwestor nie czyta prospektu. Prospekt czytają przygotowujący go prawnicy emitenta, potem prawnicy KNF i ewentualnie prawnicy szukający dziury w całym, jeśli emitent zaliczy jakąś wpadkę — twierdzi Mirosław Kachniewski.

— Nowe propozycje uproszczenia procesów administracyjnych to oczywiście ciekawe propozycje, ale nie zmieniają one fundamentalnych czynników, które mają rzeczywisty wpływ na rynki kapitałowe. Kondycja warszawskiej giełdy jest pochodną wielu czynników. Najważniejsze z nich to kondycja światowej gospodarki, pozycja kraju na mapie międzynarodowych inwestorów, skłonność do inwestowania krajowych inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych — studzi nastroje Marek Borzestowski, prezes NanoGroup i partner w Giza Polish Ventures.

Pomysł na ożywienie IR

Doradca resortu Teresy Czerwińskiej proponuje, by już na poziomie kont depozytowych prowadzonych przez KDPW pojawił się tytuł prawny do papierów wartościowych. Naturalną konsekwencja tego mechanizmu byłaby możliwość wprowadzenia na rynku kapitałowym systemu handlu znanego z Allegro czy eBaya. Ktoś, kto chce tam coś kupić lub sprzedać nie szuka pośrednika, będącego odpowiednikiem domu maklerskiego, który przeprowadzi za niego transakcję. Sam zakłada konto w serwisie i z niego zleca sprzedaż lub kupno przedmiotu. BTA Cosnulting proponuje jednak tytuł prawny na poziomie kont depozytowych KDPW w celu stworzenia publicznego rejestru akcjonariuszy na bieżąco dostępnego dla spółek giełdowych. Mirosław Kachniewski uważa jednak, że kwestia relacji inwestorskich jest dość złożona i udostępnienie spółkom samej wiedzy na temat akcjonariuszy może nie rozwiązać problemu.

— Kwestia relacji inwestorskich to problem jajka i kury. Pierwsza kwestia dotyczy tego, czy spółka rzeczywiście potrzebuje wiedzieć kto jest jej akcjonariuszem. Na Zachodzie jest to ważna sprawa, bo spółki komunikują się z akcjonariuszami. Na naszej giełdzie jest notowanych wiele spółek, które określiłbym jako niegiełdowe. One nie czują potrzeby komunikowania się z inwestorami i nigdy nie powinny znaleźć się na giełdzie. Nie można jednak wykluczyć, że część spółek nie komunikuje się z akcjonariuszami, bo nie ma do tego odpowiednich narzędzi. Spółki działające w segmencie business to consumer mogłyby np. wykorzystać proponowany rejestr akcjonariuszy do budowy programów lojalnościowych — komentuje Mirosław Kachniewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu