Giełdowa rewolucja dywidendowa

Adam Torchała Bankier.pl
opublikowano: 10-04-2016, 22:00

Z mapy dywidendowych pewniaków znikają kolejne spółki. Firmy, które w ostatnich latach były wręcz synonimem stabilnej dywidendy, teraz przykręcają akcjonariuszom kurek

Do niedawna tzw. dojnych krów, a więc spółek regularnie dzielących się zyskiem, należało szukać wśród telekomów, banków i w portfelu skarbu państwa. W ostatniej dekadzie wśród siedmiu spółek, które na dywidendy przeznaczyły najwięcej pieniędzy, znalazły się dwa banki, w tym jeden państwowy.

Skarb państwa posiadał także udziały w czterech innych spółkach z czołówki, a resztówki akcji drugiej w rankingu Telekomunikacji Polskiej (obecnie Orange Polska) pozbył się dopiero w 2010 r. Za kilka lat czołówka może jednak wyglądać zupełnie inaczej, bo seria sutych dywidend została przerwana, a w niektórych przypadkach zapewne definitywnie zakończona.

Bankowa fatamorgana

Pierwsza z dywidendowego topu wypadła właśnie Telekomunikacja Polska. W latach 2006-12 na konta akcjonariuszy TP SA wpływało rokrocznie 1,5 zł za akcję. Stopa dywidendy przekraczała wówczas 6 proc., w 2010 r. osiągając nawet 10 proc. Później, już pod sztandarem Orange, stopa dywidendy była zdecydowanie mniejsza. Wypłaty przycięto do 0,5 zł za akcję. W ubiegłym roku z grona dywidendowych pewniaków zniknęły banki, głównie te z pokaźnym portfelem frankowych kredytów hipotecznych.

W 2015 r. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zaleciła im zatrzymanie zysków, niektóre nie otrzymały także przyzwolenia w tym roku. Przykładowo, za sprawą tych zaleceń, PKO BP po raz pierwszy od debiutu na giełdzie nie podzielił się zyskiem. Podstawy zaleceń KNF mogą być jednak dla banków zbawienne. Komisja dba o zwiększenie udziału kapitału własnego w bilansie banków, co ma pozytywnie wpłynąć na ich stabilność. Gdy współczynniki kapitałowe są na właściwym poziomie, spółka może dzielić zysk według własnego uznania (a de facto uznania większości akcjonariuszy).

Warto zwrócić uwagę choćby na Pekao, którego polityka dywidendowa pozostała nienaruszona. Wpływ KNF na bankowe dywidendy można traktować jako swego rodzaju zdarzenie jednorazowe. Od lutego obowiązuje jednak prawo, które w dłuższym terminie zmniejszy strumień gotówki płynący na konta akcjonariuszy. Mowa tutaj o podatku bankowym. Banki wprawdzie starają się przerzucić go na klientów, część jednak niewątpliwie obniży zysk netto, a co za tym idzie — również dywidendy.

Podobnie wygląda sytuacja PZU, który w ramach tego samego projektu obciążony został podatkiem dla ubezpieczycieli. Spółka zaangażowała się także w repolonizację sektora bankowego, kupiła m.in. jedną czwartą akcji notowanego na GPW Aliora. Na przyszłą politykę dywidendową negatywnie wpłynie także Solvency II.

— W tym roku, ze względu chociażby na wprowadzenie Solvency II, musimy wdrożyć nową politykę dywidendową. Mamy nowe ramy pomiaru adekwatności kapitałowej. PZU będzie cały czas spółką dywidendową. Będziemy dostarczali akcjonariuszom stabilny strumień dywidend — mówił w marcu Przemysław Dąbrowski z zarządu ubezpieczyciela.

Druga droga do celu

Istnieją także inne specpodatki, które negatywnie wpływają na dywidendy. W marcu 2012 r. został wprowadzony w życie podatek od wydobycia niektórych kopalin. Obciąża on de facto jedynie KGHM. Kombinat, który w ostatniej dekadzie był dywidendowym liderem warszawskiej giełdy, od czasu wprowadzenia podatku zyskiem dzieli się zdecydowanie mniej chętnie. Negatywnie na dywidendę wpływa także bessa na rynku surowcowym, która dodatkowo uderza w zyski spółki. Ostatni rok był na tyle słaby, że KGHM po raz pierwszy od 2005 r. może w ogóle dywidendy nie wypłacić.

— Dywidendy są potrzebne. Natomiast są podmioty, z których po prostu nie będziemy mogli ich wziąć, ze względu na ich sytuację finansową, albo nie będziemy chcieli wziąć ze względu na to, że stawiamy im inne zadania — mówił w marcu minister skarbu Dawid Jackiewicz, pytany o dywidendę z KGHM.

Państwo jednak swoje pieniądze, mimo słabej koniunktury, z KGHM wyciągnęło. Wspomniany podatek miedziowy można traktować jako swego rodzaju zastępstwo dywidendy. Jest to rozwiązanie o tyle korzystne dla skarbu państwa, że — po pierwsze — nie zależy od zysków spółki, a po drugie — omija akcjonariuszy mniejszościowych. Rząd wygrywa więc na tym polu kosztem spółki i portfeli drobnych inwestorów.

Ratuj, kto może

To niejedyne spółki skarbu państwa, na których dywidendowe eldorado dobiegło końca. Do tej pory inwestycje w podmioty z udziałem MSP były dla inwestorów o tyle ciekawe, że właśnie poprzez dywidendy państwo wyciągało z nich pieniądze w celu zasilenia budżetu. Teraz jednak spółki z „nadmiarem gotówki” zagospodarowywane są w inny sposób. Dobrym przykładem jest sektor energetyczny. Spółki z tej branży pośrednio bądź bezpośrednio łączono z procesem ratowania górnictwa węgla kamiennego.

Ostatecznie skończyło się na przejęciu przez Eneę Bogdanki, przejęciu przez Tauron Brzeszcz, ofercie Energi, PGNiG i PGE dotyczącej zaangażowania w PGG oraz ofertą na wykup z JSW Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej przez PGNiG. Dodatkowo PKO BP pobłażliwie patrzy na problem obligacji JSW. Trudno jednak uwierzyć, że to ostatnie ruchy w tym kierunku. Polskie kopalnie to studnia bez dna i bez poważnej reformy górnictwa problem będzie powracał niczym bumerang. Dywidendowe problemy dotyczą jednak nie tylko spółek związanych ze skarbem państwa. W ostatnim sześcioleciu najlepszą dywidendową inwestycją był Synthos, w tym roku jednak spółka na konta inwestorów nie przeleje ani grosza. Ostatnie zmiany zachodzące na GPW sprawiają, że inwestorzy długoterminowi będą musieli zmienić swoje przyzwyczajenia. Dywidendowi faworyci z ostatniej dekady w nadchodzących latach mogą stracić miejsce w czołówce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała Bankier.pl

Polecane