Gminy wciąż liczą na fundusze unijne

Samorządy mają kilka możliwości pozyskania pieniędzy na inwestycje. Ale często nie jest to łatwe zadanie.

— Nie ma wątpliwości, że dla jednostek samorządu terytorialnego najefektywniejszym i najatrakcyjniejszym źródłem finansowania pozostaje dofinansowanie unijne. Często są to fundusze bezzwrotne, a zatem najtańsza z możliwości, jeśli chodzi o sfinansowanie gminnych inwestycji — mówi prof. Krzysztof Surówka z Katedry Finansów Samorządowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Idą zmiany.
Zobacz więcej

Idą zmiany.

Obecna perspektywa finansowa to dobry czas, aby przygotować się na kolejny budżet UE, w którym pieniędzy na samorządowe inwestycje będzie mniej niż dotychczas — mówi Radosław Polowy, prezes Collect Consulting. Edytor

Na lata 2014-20 Polska ma do rozdysponowania 82,5 mld euro unijnych funduszy. Oczywiście nie wszystkie działania z programów ogólnokrajowych i regionalnych są kierowane do samorządów, ale i tak spektrum przedsięwzięć, na które gminy będą mogły pozyskać pieniądze jest szerokie. Zaliczają się do nich inwestycje w infrastrukturę techniczną lub społeczną, transport, ochronę środowiska, informatyzację, kulturę. Zatem jest się o co bić.

Unia wciąż na topie

Nic nie wskazuje na to, aby samorządy mniej chętnie niż w poprzednich latach starały się o unijne dofinansowanie.

— Według moich wyliczeń w poprzednim roku około 20 proc. inwestycji samorządowych finansowano z funduszy unijnych. Zainteresowanie gmin nie osłabnie w tej perspektywie finansowej, a prawdopodobnie jeszcze wzrośnie, biorąc pod uwagę, że jest to też ostatni tak duży zastrzyk funduszy z unijnego budżetu dla Polski. Poza tym przez ponad dekadę obecności Polski w Unii Europejskiej gminy nauczyły się pozyskiwać to dofinansowanie. Duże doświadczenie w tej dziedzinie jest kolejnym argumentem dla samorządów, aby to na tym źródle finansowania skupić swoje starania — wyjaśnia Krzysztof Surówka.

Dodaje zarazem, że samorządy bardzo chętnie korzystają również z programów i funduszy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a także jego wojewódzkich odpowiedników. Również zdaniem Radosława Polowego, prezesa Collect Consulting, fundusze unijne nie stracą na popularności. Zwraca jednak uwagę, że obecna perspektywa finansowa to dobry czas, aby przygotować się na kolejny budżet UE, w którym pieniędzy na samorządowe inwestycje będzie mniej niż dotychczas, i nabierać doświadczenia w pozyskiwaniu innych źródeł finansowania, zwłaszcza poprzez partnerstwo publiczno-prywatne (PPP).

Moment na partnerstwo

Na razie PPP nie bije rekordów popularności wśród źródeł finansowania. Od 2009 r., kiedy weszły w życie przepisy mające ułatwić realizację inwestycji w tej formule, do 2015 r. tylko około co czwarte ogłoszenie zakończyło się podpisaniem umowy. Według analizy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) w tym okresie na 395 opublikowanych ogłoszeń podpisano w sumie 108 umów PPP, przy czym niektóre dotyczyły tych samych przedsięwzięć. PARP tłumaczy to przede wszystkim brakiem zrozumienia idei zarówno przez instytucje publiczne, jak i prywatne firmy, nieumiejętnością przygotowania umów, rezygnacją z fachowego doradztwa i niewystarczającym kapitałem społecznym. Zdaniem Krzysztofa Surówki, partnerstwo publiczno-prywatne jako źródło finansowania samorządowych inwestycji ma spory potencjał, ale z pewnością nie będzie popularniejsze od funduszy unijnych.

— Wciąż niewiele gmin ma doświadczenie w realizowaniu przedsięwzięć w takiej formule. Wydaje się to głównym ograniczeniem rozwoju PPP. Samorządowcy wciąż obawiają się także ewentualnych problemów prawnych przy przedsięwzięciach realizowanych w formule PPP — ocenia Krzysztof Surówka.

Zwraca jednak uwagę, że w porównaniu z innymi sposobami finansowania i wykluczając fundusze unijne, formuła PPP jest kuszącym rozwiązaniem.

— Obligacje często nie są wcale tak tanim źródłem pozyskiwania pieniędzy na inwestycje, jak się wydaje, i tak korzystają z nich przede wszystkim duże miasta, postrzegane przez inwestorów jako mało ryzykowne. Nie każda gmina może także liczyć na kredyt bankowy. Widać to zwłaszcza na przykładzie małych, biedniejszych miejscowości, które zadłużają się w parabankach już nawet nie na inwestycje, lecz na finansowanie bieżących potrzeb — podkreśla prof. Surówka. Radosław Polowy również podkreśla, że nadal istotnym ograniczeniem rozwoju PPP w Polsce jest tzw. czwarte „P”, czyli ryzyko związane z nieprawidłowościami, które narażają samorządy na dodatkowe kontrole lub nawet na odpowiedzialność karną.

— Jest wiele mniejszych gmin, które chciałyby realizować rozmaite przedsięwzięcia w formule PPP, ale samo to, że wśród włodarzy sąsiednich miejscowości panuje przekonanie właśnie o takim ryzyku przy przedsięwzięciach realizowanych z partnerem prywatnym, powoduje, iż rezygnują z tych zamierzeń. Fakty mówią jednak same za siebie: w 90 proc. skontrolowanych przedsięwzięć realizowanych w formule PPP nie było żadnych nieprawidłowości — wskazuje Radosław Polowy.

Jego zdaniem, aby obalić mity narosłe wokół PPP, konieczna jest interwencja przedstawicieli rządu.

— Zwłaszcza resortów odpowiedzialnych za gospodarkę i rozwój państwa, ale również ministrów nadzorujących służby zajmujące się kontrolami tego typu przedsięwzięć. Gdyby wszyscy podczas jednej konferencji wytłumaczyli, że tak naprawdę wiele obaw samorządowców nie jest uzasadnionych, to wydaje mi się, że przekonałoby to sporo gmin do realizacji projektów w formule PPP — uważa Radosław Polowy. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAFAŁ FABISIAK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Gminy wciąż liczą na fundusze unijne