Instytucje wróciły do gry na krypto

opublikowano: 17-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Duże firmy, postrzegane jako kluczowe dla rozwoju kryptowalut, inwestują w produkty powiązane z rynkiem. Nie przebudziło to jednak inwestorów indywidualnych.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jakie wydarzenie dało nadzieje na przebudzenie rynku kryptowalut
  • jak zareagowali na nie inwestorzy
  • czemu ich reakcja była inna niż oczekiwano
  • jaki czynnik może podnieść kurs bitcoina

Brutalna bessa na bitcoinie przegoniła z rynku większość jego entuzjastów. Inwestorzy indywidualni schowali przecenione aktywa w prywatnych portfelach, oczekując “krypto zimy” - czasów niskiego wolumenu i małej zmienności cen, oscylujących znacznie poniżej dotychczasowych poziomów. Na takim sentymencie w pierwszej kolejności tracą giełdy, które zwykle zarabiają na transakcjach. Ich słaba pozycja negocjacyjna zwabiła instytucje, poszerzające ofertę o instrumenty alternatywne. Obecność dużych graczy na rynku kryptowalut zwykle była byczym sygnałem dla bitcoina. Tym razem widać jedynie iskierkę nadziei.

Niespodziewany układ

Nie dalej jak tydzień temu BlackRock, amerykańska firma zarządzająca aktywami inwestorów instytucjonalnych, poinformowała o współpracy z Coinbase’em, jedną z największych giełd kryptowalut na świecie. W ramach partnerstwa Coinbase da zarządzającym z BlackRocka dostęp do szerokiej gamy aktywów z rynków alternatywnych. Będzie to konieczne ze względu na nowo powstały produkt instytucji bezpośrednio oparty na bitcoinie.

Wieściom o zaangażowaniu tak dużego gracza jak BlackRock w rynek kryptowalut przypisywano rolę w ostatnich zwyżkach cen – bitcoin podniósł się o 16 proc. w ciągu ostatniego miesiąca, a ether o 50 proc.

- Działania BlackRocka mogą świadczyć o tym, że instytucje interesują się tanim bitcoinem i generalnie wyprzedanym rynkiem, a kolejne tego typu wydarzenia są prawdopodobne - mówi Eryk Szmyd, analityk XTB.

Zaangażowanie instytucji w działalność na rynkach wirtualnych aktywów przez długi czas było marzeniem inwestorów. W pierwszych latach istnienia rynku kryptowalut wydawało się to niemożliwe, gdyż był to raczej świat pojedynczych graczy, głównie młodych i impulsywnych, opierających strategię inwestycyjną na spekulacjach. Duże firmy miały zapewnić rynkowi większą stabilność i bardziej dojrzały wizerunek.

Nic więc dziwnego, że wieściom o zaangażowaniu tak dużego gracza jak BlackRock w rynek kryptowalut przypisywano rolę w ostatnich zwyżkach cen – bitcoin podniósł się o 16 proc. w ciągu ostatniego miesiąca, a ether o 50 proc. Analitycy uważają jednak, że powodem wzrostu była raczej poprawa sentymentu na rynku akcji, a nie pozytywna reakcja na nowe informacje.

- Partnerstwo Coinbase’a i BlackRocka może otwierać drogę do inwestowania w kryptowaluty przez inwestorów instytucjonalnych, których BlackRock obsługuje. Wydaje się jednak, że obecnie zainteresowanie jest wciąż znikome - mówi Daniel Kostecki, dyrektor polskiego oddziału Conotoxii.

Nie to, co kiedyś

Równie niskie co zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych nowym produktem BlackRocka jest zaangażowanie indywidualnych graczy w transakcje na rynku kryptowalut. Ci, którzy podczas hossy stanowili podstawę obrotów bitcoina, teraz liżą rany po 70-procentowym spadku z listopadowego szczytu. Brak ich aktywności może być jednym z powodów wytłumionej reakcji rynku na partnerstwo BlackRocka z Coinbase’em.

- Wiele wskazuje na to, że na oczyszczonym rynku zostali najwytrwalsi traderzy oraz długoterminowi inwestorzy. Można powiedzieć, że fundamenty, wokół których inwestorzy indywidualny budowali zainteresowanie kryptowalutami w 2022 r. legły w gruzach, ponieważ koniunktura zupełnie się odwróciła i awersja do ryzyka jest wysoka, a napięcie geopolityczne nie pomaga. Co jednak najważniejsze, osłabła wiara w instytucje jako te, które zwiększą zaufanie do rynku - mówi Eryk Szmyd.

Upadek stabilnych kryptowalut terra i luna, bankructwa funduszy kryptowalutowych czy zdecentralizowanych platform pożyczkowych podały w wątpliwość zalety, jakie miały iść za napływem instytucji na rynek. Teraz widoczne jest drugie stadium obaw – dzięki wiedzy, kapitałowi oraz technologii instytucje mogą pozbawić drobnych inwestorów zysków.

- Zainteresowanie rynkiem ze strony takich podmiotów, jak BlackRock oraz naciski na regulacje branży budzą pewne obawy aktywnych użytkowników kryptowalut i mogą zwiastować koniec ery kryptowalutowego dzikiego zachodu i swobodnej decentralizacji. Dodatkowo budowane obecnie silniki, oparte na sztucznej inteligencji, umożliwią funduszom lepsze poznanie rynku kryptowalut i jego nastrojów, co potencjalnie zwiększy instytucjonalną przewagę nad innymi uczestnikami rynku. Pojawienie się instytucji budzi obawy co do rozwoju rynku lewarowanych derywatów futures czy opcji, które w znaczny sposób również mogą oddziaływać na notowania kryptowalut – dodaje Eryk Szmyd.

Szukając pozytywów

Nową nadzieją na odbudowanie się obrotów kryptowalutami jest nadchodzący jesienią cykliczny proces ograniczenia podaży bitcoina. Mimo że kontynuacja spadku cen jest możliwa, według specjalistów zbliża się dołek.

- Biorąc pod uwagę zjawisko halvingu, czyli spadek podaży o połowę co cztery lata, wkrótce może rozpocząć się nowy cykl. Rynek bitcoina również wcześniej charakteryzował się korektami wynoszącymi ponad 80 proc., nim kolejny cykl się rozpoczął. Obecna korekta była mniejsza, stąd część spekulantów może oczekiwać w krótkim terminie jej powiększenia, jednak nieznacznego - mówi Daniel Kostecki.

Ostatnie wydarzeni wskazują, że rynek kryptowalut zachował większość cech, którymi dotychczas się charakteryzował. Stopniowy napływ instytucji będzie jednak go zmieniał i w pierwszej kolejności ograniczy zmienność cenową, co może zmniejszyć rozmiary ewentualnej kolejnej hossy.

- Przy zachowaniu typowej cykliczności rynku, możliwe byłyby zwyżki sięgające potencjalnie 400 lub 500 proc. To i tak znacznie mniej niż w poprzednich hossach bitcoina, ale wydaje się, że w długim terminie rynek ten może dążyć do stabilizacji, czyli coraz mniejszych korekt i coraz mniejszych fal wzrostowych – uważa Daniel Kostecki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane