Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca

opublikowano: 27-09-2018, 22:00

Sukces

Polska jedną nogą wśród rynków rozwiniętych

Decyzja jednej ze światowych agencji indeksowych FTSE Russell została ogłoszona już w październiku 2017 r., ale cały rok trwał okres przygotowawczy. Po piątkowej sesji 21 września 2018 r. Polska przeszła z indeksu rynków wschodzących (FTSE Emerging All Cap Index) do indeksu rynków rozwiniętych (FTSE Developed All Cap Ex-US). Tego dnia nasza gospodarka teoretycznie znalazła się zatem w grupie 25 najbardziej rozwiniętych na świecie. Cały czas trzeba jednak pamiętać, że pozostali potentaci zajmujący się obliczaniem indeksów — przede wszystkim konkurencyjna MSCI, której indeks uważany jest za bardziej wpływowy — nadal utrzymują nas w drugiej lidze. Można to odnieść do rywalizacji w zawodowym boksie, gdzie prawdziwym mistrzem jest posiadacz pasów wszystkich federacji. Awans w oczach FTSE Russell tak naprawdę dotyczy polskiego rynku kapitałowego. Jest to dla niego szansa, ale zarazem wielkie wyzwanie. Analitycy giełdowi rozważali filozoficzny problem: lepiej być grubą rybą w stawie, czy płotką w morzu? Waga Polski w indeksie krajów wschodzących FTSE wynosiła nawet 1,6 proc., zaś obecnie sięgnie najwyżej 0,4 proc. Poza tym niektóre polskie spółki uznawane za duże w najwyższej lidze staną się nagle małe i mogą stracić zainteresowanie inwestorów. Dlatego postawienie na najwyższym stopniu giełdowym tylko jednej nogi per saldo jest okolicznością korzystną, na dostawienie drugiej przyjdzie czas.

 

Porażka

Krajowa Rada Sądownictwa postawiona do kąta

Europejska Sieć Rad Sądownictwa (ENCJ) na nadzwyczajnym posiedzeniu zawiesiła członkostwo w tej prestiżowej organizacji naszej Krajowej Rady Sądownictwa (KRS). Konieczny próg głosów był bardzo wysoki, aż trzy czwarte obecnych delegatów, ale został przekroczony z dużą nadwyżką. Spośród 115 delegatów (każda rada dysponuje na posiedzeniu ENCJ kilkoma miejscami) za holenderskim wnioskiem opowiedziało się aż 100, przeciwko było dziewięciu, wyłącznie polskich, zaś wstrzymało się sześciu bułgarskich. Europejscy sędziowie uznali, że KRS z nadania tzw. dobrej zmiany absolutnie nie spełnia najważniejszego kryterium — niezależności reprezentacji władzy sądowniczej od wykonawczej i ustawodawczej, co podważa niezależność wymiaru sprawiedliwości. 10-tysięczne środowisko polskich sędziów generalnie nie uznaje reprezentatywności KRS, stawiając tezę, że kandydaci zgłoszeni zostali przez niewielką grupkę, a nawet przez… samych siebie — dlatego listy sygnatariuszy zgłoszeń pozostały utajnione. KRS oczywiście się na europejskich kolegów obraziła, wietrząc spisek. Na szczęście postanowiła nie występować z ENCJ. Taki szkodliwy wniosek przepadł nieznacznie, zaledwie 7:9, przy dwóch głosach wstrzymujących się. Gdyby przeszedł — KRS w nowym składzie sięgnęłaby już dna. Na razie stoi w kącie.

 

W górę

Grzegorz Zieliński

Dyrektor generalny warszawskiego biura Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) zyskał nowe kompetencje. Dotychczas kierował działalnością banku w Polsce oraz Litwie, Łotwie i Estonii. EBOR postanowił, że do Warszawy raportować będą również szefowie oddziałów na Słowacji i Węgrzech oraz w Słowenii, którzy dotychczas podlegali bezpośrednio centrali w Londynie. Nowa struktura ciut się różni od sumy trzech republik bałtyckich z Grupą Wyszehradzką — jest Słowenia, ale nie ma Czech, w których EBOR od 2007 r. nie działa. W portfolio banku szczególną rolę odgrywa wspieranie zielonych inwestycji, przestawianie gospodarek na niskoemisyjne, wykorzystywanie ograniczonych zasobów w sposób zrównoważony. Bank wspiera termomodernizacje budynków, a także wymianę taboru transportowego na elektryczny czy e-mobilny. Zarząd EBOR uznał, że cały region stoi przed podobnymi wyzwaniami, zatem skumulowanie zarządzania podniesie jego sprawność. Grzegorz Zieliński kieruje hubem, w którym Polska jest piastą, trzymającą rozchodzące się inwestycyjne szprychy. Taka konstrukcja wynika nie tylko z porównania wielkości naszego kraju i małych sąsiadów, lecz również z oceny kwalifikacji dyrektora.

Jacek Bartosiak

Ten menedżer ma hub dopiero zbudować, ale jaki — Centralny Port Komunikacyjny Solidarność (CPK). Gigantyczny projekt dotychczas kojarzył się przede wszystkim z osobą wiceministra Mikołaja Wilda, pełnomocnika rządu ds. CPK. Długo trwało poszukiwanie prezesa utworzonej do budowy spółki celowej. Jacek Bartosiak to doktor nauk społecznych, adwokat i partner w kancelarii zajmującej się obsługą biznesu, ekspert ds. geopolityki i strategii, nowoczesnej sztuki wojennej i wojny morskiej. Zajmował się tą tematyką m.in. w Fundacji Pułaskiego i waszyngtońskiej Fundacji Potomac, napisał książkę „Pacyfik i Eurazja. O wojnie”. Analizowanie konfliktów zbrojnych i planowanie pola walki to dziedziny stojące daleko od prowadzenia inwestycji za kilkadziesiąt miliardów, ale może w spółce CPK właśnie takie doświadczenia okażą się przydatne…

 

W dół

Jakub Skiba

Nad Polską Grupą Zbrojeniową (PGZ) wisi jakieś fatum — w coraz krótszych odstępach czasu odnotowujemy w tym miejscu usuwanie kolejnych prezesów. Jakub Skiba zagrzał miejsce zaledwie od lutego 2018 r. Gdy cała Polska już wiedziała o jego odwołaniu, ogłosił… rezygnację z powodów osobistych. Losy jego awansu i upadku są reprezentatywne dla stylu zarządzania spółkami skarbu państwa przez ekipę tzw. dobrej zmiany. Podstawową kwalifikacją menedżerską okazuje się podczepienie pod właściwego polityka. Jakub Skiba już za pierwszego rządu PiS związał się z Mariuszem Błaszczakiem. Po wyborach w 2015 r. został sekretarzem stanu w MSWiA, zaś w 2017 r. polityczny opiekun postawił go na czele Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Po usunięciu Antoniego Macierewicza z MON i objęciu tegoż resortu przez Mariusza Błaszczaka, Jakub Skiba niejako automatycznie przeszedł do PGZ. Karuzela kadrowa w spółkach zwana była, od nazwisk byłych ministrów, dejackiewiczyzacją oraz demacierewiczyzacją. Najnowszy przypadek jest jednak inny, ponieważ szef MON trwa — a mimo to w PGZ debłaszczakizacja nastąpiła. Któż jest tak potężny, by ponad ministrem obsadzić w militarnym gigancie swojego przybocznego? Oczywiście — premier Mateusz Morawiecki.

Robert Zagożdżon

Katastrofa Energii dla Firm (EdF) ma podłoże czysto biznesowe. Robert Zagożdżon na rynku energii miał dość silną pozycję i opinię twardego gracza. Projekt EdF jako niezależnego sprzedawcy prądu był atrakcyjny, twórca firmy miał nawet ambitne plany wejścia na giełdę. EdF okazała się jednak za płytka kapitałowo i padła na rosnących cenach energii. Nie utrzymywała wymaganych zabezpieczeń finansowych, nie miała w portfelu kontraktów długoterminowych, kupowała głównie w cenach bieżących. Dlatego jej działalność została zablokowana przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne, państwowego operatora systemu. Zawiedzeni klienci EdF przenoszeni są do tzw. sprzedawców rezerwowych lub z urzędu do państwowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca