Koniec ery polskiej wołowiny nad Bosforem

Turcy zamykają dostęp do rynku. Cła idą w górę, procedury się wydłużają.

Nad Bosforem przestają zajadać się polską wołowiną. Od kilku miesięcy polskie zakłady mięsne tracą ten rynek, choć jeszcze w ubiegłym roku dominowały wśród eksporterów mięsa wołowego.

— Z 32,3 tys. ton mięsa wołowego wyeksportowanego poza rynek unijny w pierwszym półroczu tego roku 21 tys. ton trafiło właśnie do Turcji — wylicza Danuta Rycombel z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ). Było, minęło. We wrześniu zredukowany do zera został unijny poziom refundacji wywozowych. Kolejne bariery handlowe wprowadzają sami Turcy. Dlatego wyniki za drugie półrocze już tak dobre nie będą.

— Turcy już prawie nic nie kupują w Polsce. Udało nam się znaleźć inne rynki zbytu dzięki dywersyfikacji eksportu. Wołowina pozostaje niewielką częścią naszego biznesu — mówi Maciej Duda, prezes PKM Duda.

— Odnotowaliśmy spadek obrotów o około 25-30 proc. — dodaje Tomasz Kubik, prezes Zakładu Przemysłu Mięsnego Biernacki, specjalizującego się w mięsie wołowym. Spółka wypełnia portfel innymi zagranicznymi kontraktami, bo rynek turecki coraz bardziej się zamyka.

— Stawki celne [liczone od wartości eksportu — red.] na mięso wciąż rosną, a wedle naszych informacji mają być kolejny raz podniesione, tym razem do poziomu 100 proc. Ponadto nastąpiły zmiany w zakresie tureckiego nadzoru weterynaryjnego. Obecnie lekarz weterynarii nadzorujący wysyłkę na rynek turecki ma przyznany relatywnie niski limit wolumenowy ilości mięsa, które może odprawić. Po zrealizowaniu odprawy musi nastąpić zmiana nadzorującego weterynarza.

Dopiero wtedy, kiedy odprawiona partia dotrze do Turcji, spółka turecka może wnioskować o kolejnego weterynarza. Tak wprowadzone zmiany administracyjne wpływają na istotne zmniejszenie możliwości eksportu, a to bezpośrednio przekłada się na zmniejszenie obrotów — opowiada Tomasz Kubik.

W zeszłym roku Polska wyeksportowała ponad 330 tys. ton wołowiny (łącznie z cielęciną), czyli 75 proc. krajowej produkcji. Głównym odbiorcą była Unia Europejska (UE). Jednak również Europa rezygnuje z konsumpcji wołowiny.

— O ile jeszcze mieszkaniec UE jadł dwa lata temu średnio 16,3 kg, o tyle w tym roku będzie to 15,5 kg. Nic nie wskazuje, żeby spożycie miało wzrosnąć. Wołowina pozostaje mięsem stosunkowo drogim i ze względu na problemy gospodarcze konsumenci zamieniają ją na tańsze mięso — twierdzi Danuta Rycombel. Zdaniem Witolda Choińskiego, prezesa Związku Polskie Mięso, pomimo spadku spożycia UE wciąż pozostaje ciekawym rynkiem.

— Produkcja wołowiny w Europie spada, więc corazwięcej jej importuje. To również szansa dla naszych zakładów. Szansą dla nas są rynki dalekowschodnie, m.in. rynek japoński, który może wkrótce otworzyć się na polską wołowinę — dodaje Witold Choiński. Polski konsument na europejskim tle wypada słabo. Jeszcze dziesięć lat temu jadł 5,8 kg rocznie, a w zeszłym roku 2,1 kg. Wedle prognoz IERiGŻ, w tym roku spożycie będzie jeszcze niższe. Na początku roku z produkcji wołowiny wycofał się Animex, największa grupa mięsna w Polsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Koniec ery polskiej wołowiny nad Bosforem