Kubota to nie tylko klapki, lecz także styl życia

rozmawiały Joanna Rubin i Jane Knap
opublikowano: 06-05-2022, 14:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Z jakiejś przyczyny ludzie oświadczają się w kubotach, biorą ślub w kubotach, rodzą w kubotach, tatuują sobie kuboty lub logo marki. O fenomenie kultowych klapków opowiadają przedstawicielki dwóch generacji: Alina Sztoch, prezeska firmy Kubota, i Dorota Michalska, która w latach 90. wraz z mężem sprowadzała do Polski piankowe klapki z Chin. Po 25 latach marka znów jest na fali, także finansowej – cztery lata po reaktywacji Kubota zmierza w kierunku NewConnect.

Kubota łączy pokolenia:
Kubota łączy pokolenia:
Kiedy do Polski zaczęły wchodzić zachodnie marki, kuboty, za którymi Polacy szaleli w latach 90., odeszły w zapomnienie. Kilka lat temu brand zyskał nowe życie i dzięki współpracy starej i nowej gwardii, m.in. Doroty Michalskiej (z lewej) i Aliny Sztoch, powstała pełnoprawna marka obuwniczo-odzieżowa.
K.Jarczewski

Czy łatwo tak po prostu oddać stery młodym?

Dorota Michalska: Oddawanie sterów komukolwiek chyba nigdy nie jest łatwe. Do tego potrzeba dużo pokory i otwartości. Mój mąż Wiesław był sceptycznie nastawiony do połączenia tzw. starej i młodej gwardii. Na spotkanie z Aliną i resztą zespołu jechał z myślą wyperswadowania im pomysłu reaktywacji marki Kubota i połączenia sił w pracy nad jej rozwojem. Ale okazało się, że warto było dać szansę. I sobie, i im.

Dlaczego?

D.M.: Mamy z mężem po 56 lat. Słyszymy od znajomych, że nam zazdroszczą szansy na rozwój, że odmłodnieliśmy. Mamy w rodzinie wielu siostrzeńców, dzieci i nastolatków. Okazuje się, że każdy z nich wie, co to kuboty, ciepło się o naszych produktach wypowiada. Kuboty kojarzą się im z radością, z odwagą, z byciem jakimś. Niby klapki, a świetny dodatek i to w dobrej cenie. Nie trzeba wydawać kilkuset złotych, by podkreślić osobowość.

A jak to połączenie młodych i starszych pomogło biznesowi?

D.M.: Stoi za nami 30 lat doświadczenia we współpracy z Chinami, zjedliśmy zęby na imporcie obuwia. Wiemy, gdzie kupić dobry jakościowo towar, jak zorganizować logistykę. Jednocześnie jesteśmy świadomi tego, że świat zmienia kształt, jest dynamiczny, biegnie bardzo szybko. Czasem nawet za szybko. Trzeba było zadać sobie pytanie, czy jesteśmy w stanie nadążyć za nowoczesnymi technikami sprzedaży, marketingiem i całą inżynierią e-commerce. Tu pojawiło się miejsce na wiedzę młodych ludzi. Trzeba było im zaufać, że zrobią to dobrze, na pewno lepiej niż my.

Początki:
Początki:
W latach 90. Dorota i Wiesław Michalscy jeździli koleją transsyberyjską do Chin, skąd sprowadzali klapki.
materiały prasowe

Początki jednak nie były różowe.

Alina Sztoch: Współpracujemy ze starą gwardią w jednej spółce od 2019 r. i choć teraz świetnie się dogadujemy, negocjacje przed jej założeniem były trudne. Na spotkaniu zapoznawczym Wiesław chciał nas zrazić do współpracy. Uważał, że założenie spółki reaktywującej Kubotę przez zupełnie obcych sobie ludzi, w dodatku z różnych pokoleń, nie może się udać. Na szczęście zdołaliśmy go przekonać.

Czym?

A.S.: Przede wszystkim zobaczył, że mamy plan i wiemy, co chcemy osiągnąć, że umiemy ciężko pracować i nie jesteśmy naiwnymi marzycielami – mimo młodego wieku prowadzimy prężnie działające biznesy. Wtedy zrozumiał, że warto spróbować odświeżyć z nami Kubotę. Odtąd współpraca przebiegała bez zarzutów. Przełomem było pierwsze wspólne zamówienie kontenera klapek. My oprócz klasycznych kolorów chcieliśmy też żółte i fioletowe. Wiesław był przeciwny i nie mówiąc nam o tym, zmienił zamówienie u dostawcy. Zdecydowanie zmniejszył liczbę żółtych i fioletowych klapek na rzecz klasycznych: czarnych, szarych i granatowych. Po premierze okazało się, że żółte i fioletowe klapki wyprzedały się w dwa tygodnie, a kolory Wiesława zalegały nam ponad dwa lata. Odtąd nie wtrąca się do zamówień. Mamy w ofercie ponad 3 tys. pozycji katalogowych, a klapki Kubota Rzep można kupić w ponad 80 kolorach.

D.M.: Wiesław do dzisiaj chodzi w firmie w szarych kubotach. W naszych czasach sprowadzało się setki tysięcy par klapek na rzepy, ale głównie czarnych, granatowych i szarych. Już rozumiemy, że wszystko się zmieniło, że kuboty to kolor, radość, fantazja, i to normalne, że bardzo dobrze sprzedają się różowe klapki w męskich rozmiarach.

Pierwsza podróż biznesowa:
Pierwsza podróż biznesowa:
Wiesław Michalski w Chinach.
materiały prasowe

Kto dziś tworzy nową Kubotę?

A.S.: Może zacznę do starej gwardii. Dorota i Wiesław to protoplaści, nazywamy ich original founders. Bez nich niczego by nie było. Jest jeszcze ich przyjaciel i wieloletni partner biznesowy Piotr Krawczyk, wspólnik i członek rady nadzorczej spółki Kubota. Jego syn również u nas pracuje. Jeśli chodzi o młodą gwardię, Kubotę reaktywowały cztery osoby: Joanna, Piotr, Wacław i ja. Joanna Kwiatkowska jest wiceprezeską, CTO i szefową sprzedaży. Niedawno dostała nominację w kategorii Najlepszy sklep internetowy w konkursie organizowanym przez fundację Kobiety e-biznesu. Piotr Kwiatkowski, wiceprezes Kuboty, w bardzo młodym wieku rozpoczął przygodę z biznesem. Miał kluby muzyczne i klubokawiarnie, jest też deweloperem. Ostatni reaktywator, Wacław Mikłaszewski, to aktor i wykładowca łódzkiej szkoły filmowej. W Kubocie zajmuje się głównie Instagramem i kompleksowo pomaga przy sesjach zdjęciowych.

D.M.: Wacław wprowadza inne powietrze do firmy. Zawsze ma milion wizji, które rozwijamy. Kiedy wpadamy w stupor pomysłowy, Wacław szybko to zmienia i zaczynamy płynąć dalej.

A.S.: Z czasem do zespołu dołączyły dwie bardzo ważne osoby. Moja żona Dominika Florczak jest dyrektorką finansową. Gdy rzuciła pracę audytora finansowego w korporacji, stwierdziłam, że może mogłaby zrobić u nas miniaudyt. Miała przyjść na kilka dni, a jest już z nami prawie dwa lata i bardzo zmieniła Kubotę. Wykorzystała doświadczenie zdobyte w firmach z tzw. wielkiej piątki i usprawniła, a w zasadzie stworzyła na nowo skomplikowany ekosystem finansowo-dokumentacyjny. Drugą osobą z cenną dla nas przeszłością korporacyjną – pracowała m.in. w LPP – jest Iwona Dąbrowska, siostra Dominiki, która została wspólniczką i dyrektorką kolekcji. To jej zasługą jest współpraca z Reserved.

Duży wybór:
Duży wybór:
Dorota i Wiesław Michalscy zdecydowali się sprowadzać do Polski model lekkich, zapinanych na rzepy klapków, który wypatrzyli w fabrycznej wzorcowni. Nazwa Kubota oznacza „zadbane pole ryżu".
materiały prasowe

Ludzie z różnych bajek. Dlaczego budujecie aż tak interdyscyplinarny zespół?

A.S.: Po pierwsze, połączenie starej i nowej gwardii uwiarygodniło reaktywację i zamknęło ten koncept piękną klamrą. W końcu przestaliśmy być, w mniemaniu niektórych, „podrabiańcami”, zostaliśmy prawdziwą Kubotą. Po drugie, wielopokoleniowa spółka może czerpać z biznesowej synergii. Wiesław z Dorotą przekazali nam bardzo cenne know-how, jak współpracować z Chińczykami, na co uważać, jak się zachowywać na spotkaniach itp. Udostępnili nam swoje 30-letnie kontakty z najlepszymi dostawcami, z którymi możemy współpracować na warunkach finansowych będących poza zasięgiem osób przychodzących do nich z ulicy. Po trzecie, bez wszechstronnego zespołu nie moglibyśmy prowadzić tak wielowymiarowego biznesu.

Na czym polega jego wielowymiarowość?

A.S.: Sporo osób myśli, że sprzedaż klapek to łatwa sprawa, tymczasem Kubota to pełnoprawny, nowoczesny biznes z prawie wszystkimi sposobami dystrybucji. Prowadzimy sprzedaż w naszym sklepie online i na największych internetowych platformach handlowych. Sprzedajemy hurtowo produkty z regularnej kolekcji i klapki personalizowane, współpracujemy z kilkudziesięcioma punktami afilianckimi i sprzedajemy we własnych punktach stacjonarnych. Nasze biuro księgowe, które zajmuje się wieloma giełdowymi spółkami, śmieje się, że księgują nas najdłużej ze wszystkich firm, które obsługują. Ktoś by powiedział, że to minus, ale ja w tym widzę przewagę konkurencyjną – dywersyfikujemy, a jednocześnie jako osoby zarządzające firmą rozumiemy, jak działa w praktyce wiele modeli biznesowych. Dzięki temu jesteśmy gotowi na zmianę i spełnienie olbrzymich oczekiwań klientów. Prowadzenie firmy w świecie mody to jazda bez trzymanki.

Co masz na myśli?

A.S.: Trzeba nadążać za trendami w komunikacji, wzornictwie, technologii, employer brandingu… Mogłabym tak wymieniać jeszcze bardzo długo. Jedno jest pewne: trudność i siła naszej marki sprowadza się do tego, że klient Kuboty nie kupuje jedynie klapek, lecz pewien styl życia i wartości: uśmiech, dystans, luz, fantazję. Z jakiejś przyczyny ludzie biorą ślub w kubotach, oświadczają się w kubotach, rodzą w kubotach, tatuują sobie kuboty lub logo marki. Klapki marki Kubota są często przyczynkiem do rozpoczęcia rozmowy. Ludzie, widząc na ulicy drugą osobę w kubotach, uśmiechają się do siebie, machają. O tym, czym są kuboty w naszym kraju, najlepiej świadczy artykuł w „Vogue”, w którym użyto tej nazwy jako synonimu klapek. Nie wiem czy świadomie, czy podświadomie, ale to przypadek adidasów, o którym przecież marzy każdy prezes. Utrzymanie tego jest niezwykłym wyzwaniem, bo o tym, czy to się uda, decydują imponderabilia, szczegóły, to co pomiędzy. A to jest szczególnie trudne w przypadku lovebrandów.

Dlaczego?

A.S.: Mierzymy się z czymś, co chyba trzeba nazwać opinią publiczną. Z całą rzeszą fanów marki, z których każdy ma swoje wyobrażenie o Kubocie, swój sentyment, swoje wspomnienia. Nasze działania je uaktywniły i redefiniowały, co czasami spotykało się ze sprzeciwem. Wyrzucaliśmy ludzi z ich kubotowej strefy komfortu. Ale cały czas słuchaliśmy naszych fanów, szczególnie głosów krytycznych. Dzięki temu udało się stworzyć nową, świeżą Kubotę sięgającą do korzeni, bawiącą się własną symboliką i skojarzeniami.

Pierwszy magazyn Kuboty w Polsce
Pierwszy magazyn Kuboty w Polsce
materiały prasowe

Jakie są te wspomnienia? Jaki był świat 30 lat temu?

D.M.: Wtedy świat był praktyczny. Początki lat 90. i zmiana systemu to w Polsce czas biedy. Brakowało wszystkiego, a ładnej odzieży prawie w ogóle nie było. Cokolwiek przywoziliśmy, nawet jeśli czasem były to rzeczy nieudane, znajdowało nabywców. Mieliśmy produkty w zasięgu cenowym każdego odbiorcy, w kolorach, na których nie widać brudu – stąd te granaty, szarości, czerń. Wtedy nikt jeszcze nie myślał o znakach towarowych, prawie własności marki. Kiedy mój mąż zauważył, że klapki są popularne i pojawiają się podróbki, poszedł do urzędu patentowego i zastrzegł znak.

A.S.: Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiliśmy w naszej wspólnej spółce, było zastrzeżenie nazwy Kobuta, pod którą najczęściej pojawiają się podróbki. Kolejna cenna lekcja od Doroty i Wiesława.

Tęsknicie za czasami, kiedy wszystko wydawało się prostsze?

D.M.: Tak, ale to też tęsknota za młodością. Każdy tęskni za czasami, w których miał 30 lat i cały świat stał otworem. Dzisiaj trzeba zainwestować więcej pieniędzy i czasu, rynek jest skomplikowany. Bez marketingu nikt nie kupi produktu, zwłaszcza w dużych ilościach. Teraz liczą się też partnerstwa, dlatego nowa Kubota ściśle współdziała m.in. z Jeronimo Martins Polska czy wspomnianą marką odzieżową Reserved.

A.S.: Partnerstwa zewnętrzne są ważne, współpraca z gigantami: Netfliksem, Sony, Coca-Colą, Jeronimo Martins Polska, Reserved sprawiła, że jako marka awansowaliśmy do innej ligi. Nie byłoby to jednak możliwe bez solidnego fundamentu, czyli firmy ze spójną strategią, przejrzystą kulturą organizacyjną i zgranym zespołem korzystającym z doświadczeń kilku pokoleń.

Dzisiejsza Kubota to także marka odzieżowa
Dzisiejsza Kubota to także marka odzieżowa
materiały prasowe

Mówicie o skomplikowanym świecie. Jakie stoją przed wami wyzwania?

A.S.: Stworzenie spójnej strategii, kultury organizacyjnej i zespołu. Dobra strategia wymaga liderów, którzy są w stanie powiedzieć nie różnym działaniom i interesom. Strategia co najmniej w równym stopniu dotyczy tego, czego nie należy robić, jak tego, co zrobić trzeba. To szalenie trudne i wymagające, dlatego tak wielu prezesów ucieka od tworzenia strategii albo robi to źle. Dla mnie strategia wychodzi od problemów firmy, ich diagnozy i przyjęcia spójnych działań, które mają się im przeciwstawić. Dobra strategia nie jest wizją czy wartościami firmy, powinna się skupiać na pokonaniu jakiejś przeszkody lub odpowiadać na pojawiające się wyzwanie.

A co jest wyzwaniem operacyjnym?

D.M.: Największym wyzwaniem jest utrzymanie płynności finansowej i odpowiednie zarządzanie zapasami towaru. Brzmi prosto, ale w branży mody, w tak skomplikowanej sytuacji makroekonomicznej jak teraz zarządzanie łańcuchem dostaw, przepływami finansowymi jest bardzo trudne.

Kubota przyszła do Reserved czy Reserved do Kuboty?

A.S.: Biznes to relacje. Nie inaczej było w tym wypadku. Współpraca z Reserved nie byłaby możliwa, gdyby nie wspomniana już Iwona Dąbrowska, wspólniczka i dyrektorka kolekcji, która kiedyś pracowała w LPP. To do niej odezwała się Anna Sołtys z Reserved i zaproponowała współpracę. Co warte podkreślenia, dla Reserved była to pierwsza współpraca z polską marką. Mieliśmy bardzo mało czasu na logistyczne i formalne dopięcie projektu, ale udało się, klapki przyleciały samolotem. Co do konceptu, to z tego względu, że obie marki powstały w latach 90., chcieliśmy wrócić do przeszłości i czasów dzieciństwa. To ukłon w stronę zjawiska kidult, czyli dorosłych czerpiących inspiracje ze świata dzieci, jednak bez ryzyka infantylizacji stylu.

W ofercie Kuboty jest dziś ponad 3 tys. pozycji katalogowych, a model klapków Kubota Rzep można kupić w ponad 80 kolorach
W ofercie Kuboty jest dziś ponad 3 tys. pozycji katalogowych, a model klapków Kubota Rzep można kupić w ponad 80 kolorach
materiały prasowe

Co macie dalej na radarze?

A.S.: Realizujemy działania związane z debiutem. Zamierzamy złożyć wniosek o wprowadzenie na NewConnect nie wcześniej niż na przełomie drugiego i trzeciego kwartału bieżącego roku. Rok 2021 był dla nas kluczowy pod kątem strategii i zmian w firmie, mamy nadzieję, że 2022 będzie przełomowy w kontekście wyników finansowych. Zakładamy, że zaprocentują dobre decyzje podejmowane w ostatnich kwartałach. Poza tym mamy w sobie nieustanną ciekawość, chcemy próbować nowych rzeczy, lubimy kontrasty. Chcemy się rozwijać, iść do przodu, ale na własnych warunkach, w zgodzie ze sobą. Pierwsze cztery lata reaktywacji były totalnym szaleństwem, pracą po kilkanaście godzin dziennie. Teraz chcemy zadbać o dwie rzeczy: marżowość i zespół.

Pracoholizm to zagrożenie?

A.S.: Raczej nie, bo właśnie przez wielką pracę całego zespołu Kubota jest w miejscu, w którym jest. Ale mądrzejemy, dorastamy. Słuchamy, co w tym względzie mają nam do powiedzenia Wiesław i Dorota, którzy dysponują prawie trzykrotnie dłuższym stażem biznesowym.

D.M.: Pandemia pokazała nam też, że warto się zatrzymywać i szukać szczęścia w małych rzeczach. Odpoczywam w ogrodzie, sadzę byliny, sieję marchew. Wtedy jestem szczęśliwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane