Narzeczona posażna, zalotników mało

Małgorzata Graniszewska
opublikowano: 10-11-2009, 00:00

Były minister skarbu radzi negocjować z inwestorem branżowym. Były szef GPW widzi giełdę na giełdzie.

Resort skarbu chce negocjować z Deutsche Boerse, jedynym chętnym na akcje GPW

Były minister skarbu radzi negocjować z inwestorem branżowym. Były szef GPW widzi giełdę na giełdzie.

To już wiadomość oficjalna — jedynym podmiotem branżowym, który złożył ofertę na zakup 51 proc. akcji warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, jest Deutsche Boerse z Frankfurtu. Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) otworzyło wczoraj koperty z ofertami i ogłosiło, że poza niemiecką giełdą nie zgłosił się żaden inwestor branżowy. A zaproszenie wysłano poza niemiecką giełdą również do London Stock Exchange, NASDAQ OMX oraz NYSE Euronext. Nie było tłumu chętnych na pakiet do 23 proc. kapitału GPW, przeznaczony dla członków giełdy. Ofertę złożyły tylko dwa podmioty — Pekao i Banco Espirito Santo de Investimento. Wcześniej zainteresowanie deklarowało sześć. Resort skarbu się nie zraża.

— Proces jest kontynuowany. Jesteśmy w trakcie analizy formalnej i merytorycznej, która zakończy się jeszcze w listopadzie — mówi Joanna Schmid, wiceminister skarbu.

— Jeśli oferta Deutsche Boerse spełni wymagania, wyślemy zaproszenie do negocjacji — dodaje Maciej Wewiór, rzecznik prasowy MSP.

A może na giełdę?

Nie ulega wątpliwości, że sytuacja MSP jest teraz niekomfortowa.

— Negocjacje w układzie, w którym jest tylko jeden oferent, są trudne — zauważa Wiesław Rozłucki, były wieloletni prezes GPW.

Podobnego zdania jest Jacek Socha, partner w PricewaterhouseCoopers i były minister skarbu.

— Trudny dla MSP będzie brak możliwości przeprowadzenia analizy porównawczej oferty złożonej przez Deutsche Boerse — podkreśla Jacek Socha.

Co powinno zrobić MSP? Kontynuować negocjacje, czy poszukać innej drogi? Na razie nie ma prostej odpowiedzi.

— Nawet jeśli okaże się, że MSP odstąpi od rozmów z Deutsche Boerse, to w żadnym wypadku nie będzie to oznaczać porażki. Wysokie oczekiwania resortu skarbu, m.in. cenowe, mają uzasadnienie. Jeśli partner nie będzie w stanie ich spełnić, należy pomyśleć o innej koncepcji prywatyzacji — twierdzi Wiesław Rozłucki.

Były szef GPW ma swoją koncepcję. Jest w niej miejsce m.in. na przeprowadzenie oferty publicznej.

— Dopuszczałbym taką możliwość — mówi Wiesław Rozłucki.

To oznaczałoby, że wejście inwestora branżowego mogłoby się albo opóźnić, albo w ogóle nie być rozważane.

Takiej koncepcji przeciwny jest Jacek Socha.

— Rzeczywiście teraz pojawia się pytanie, czy kontynuować rozmowy z jedynym oferentem? Uważam, że tak. Warszawska giełda potrzebuje wsparcia, i to właśnie ze strony inwestora branżowego. Na tym etapie byłby on dla warszawskiego parkietu korzystniejszy niż grono anonimowych inwestorów pozyskanych w ramach oferty publicznej — przekonuje Jacek Socha.

Nie ma popytu

Z wypowiedzi minister Joanny Schmid wynika, że jej zdaniem od samej koncep-cji prywatyzacji ważniejszy jest ogólne nastawienie inwestorów.

— Do uczestnictwa w prywatyzacji GPW zaprosiliśmy wszystkich członków giełdy. Zdecydowana większość z nich zdecydowała się z tego zaproszenia nie skorzystać. Przy poprzedniej formule prywatyzacji [chodzi o planowaną wtedy ofertę publiczną — red.] zainteresowanie inwestorów finansowych również było ograniczone — podkreśla Joanna Schmid.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu