North Fish nie boi się hamburgerów

Jedyna rybna sieć fast food urośnie o połowę. Nie powstrzyma jej niskie spożycie ryb.

North Fish, gastronomiczna sieć kontrolowana przez Michała Sołowowa, z 33 placówkami plasuje się wysoko na liście fast foodów z polskim kapitałem (patrz ramka). Jest też jedyną rybną siecią w kraju. Nie zamierza jednak spocząć na laurach.

Na przyszły rok spółka North Food Polska, właściciel sieci, zaplanowała otwarcie 15 lokali. Nie zamierza korzystać z franczyzy, bo — jak twierdzi Paweł Wachnik, szef rady nadzorczej — pieniądze na intensywny rozwój zapewnia firmie właściciel. W ubiegłym roku spółka North Food Polska zanotowała symboliczny zysk przy 45 mln zł przychodów. W 2010 r. była pod kreską — strata wyniosła 5 mln zł przy 27,8 mln zł przychodów. Zdaniem ekspertów, kryzys nawet sprzyja rozwojowi fast foodów.

— Im gorzej wiedzie się klientom, tym częściej jedzą w barach szybkiej obsługi. Dlatego perspektywy na najbliższe lata są dobre. North Fishowi nie wyrósł dotychczas poważny konkurent. Na rynek wszedł wprawdzie popularny m.in. w Niemczech Nordsee, ale otworzył w Polsce tylko jedną restaurację — mówi Jarosław Frontczak, analityk handlu detalicznego z PMR Publications.

— Wbrew pozorom zarządzanie siecią rybną, koordynowanie dostaw od wielu różnych kontrahentów czy zapewnienie dokładnie tego samego smaku potraw, a szczególnie ryby w każdej placówce, nie jest łatwym zadaniem. Nikt dotąd nie powielił więc naszego pomysłu, a konkurencją są tak naprawdę inne fast foody. Nasz klient to osoba wybierająca opcje fast food, ale jednocześnie myśląca „zjem lekko i zdrowo” — twierdzi Paweł Wachnik.

Do rozwijania biznesu nie zniechęca sieci niskie spożycie ryb w Polsce. Kowalski zjada rocznie 12 kg ryb, przetworów rybnych i owoców morza, a przeciętny mieszkaniec Unii Europejskiej — dwa razy więcej. Rybne bary mają jednak swoją klientelę.

— Ryby dobrze wpisują się w prozdrowotne trendy. Na tle innych barów szybkiej obsługi, jak McDonald's czy KFC, postrzegane są jako zdrowsza alternatywa — uważa Jarosław Frontczak. North Fish nie tylko chce obrastać w kolejne placówki, ale też rozwijać koncept.

— Format w food courtach galerii handlowych już dopracowaliśmy.Bazując częściowo na dotychczasowym menu, chcemy otwierać restauracje z obsługą kelnerską przy ulicach. Na razie szukamy ciekawych lokalizacji — mówi Paweł Wachnik. Postąpiła tak m.in. grupa Gastromall z Krakowa (pod szyldem Olimp), najpierw specjalizując się w jedzeniu na wagę w centrach handlowych, a następnie otwierając restauracje poza nimi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy