O luzowaniu, które nie jest luzowaniem

Krzysztof Kolany
opublikowano: 18-11-2019, 22:00

Bank centralny Stanów Zjednoczonych znów „drukuje” pieniądze. I choć Jerome Powell upiera się, że nie jest to powrót do QE, to paliwo pod wzrost cen akcji zostało dostarczone.

Na początku trochę historii. W latach 2008-14 Rezerwa Federalna prowadziła politykę „ilościowego poluzowania” monetarnego (ang. quantitative easing — QE), potocznie nazywaną „drukowaniem pieniądza”. Polegała ona na tym, że Fed kupował od banków komercyjnych papiery wartościowe (obligacje hipoteczne i skarbowe), płacąc za nie świeżo wykreowanym pieniądzem. Technicznie odbywało się to poprzez zwiększenie rezerw bankowych trzymanych na rachunkach w banku centralnym. Widoczne to było we wzroście sumy bilansowej Fedu z 900 mld USD do 4,5 bln USD.

Fed, kierowany przez Jerome’a Powella, unika jak ognia przyznania,
że rozpoczął kolejną rundę luzowania ilościowego. Inwestorzy uważają jednak
inaczej, co przekłada się na wzrost na rynku akcji.
Wyświetl galerię [1/2]

RYNEK WIE SWOJE:

Fed, kierowany przez Jerome’a Powella, unika jak ognia przyznania, że rozpoczął kolejną rundę luzowania ilościowego. Inwestorzy uważają jednak inaczej, co przekłada się na wzrost na rynku akcji. Fot. Bloomberg

W grudniu 2014 r. Fed zakończył QE. A w październiku 2017 r. roku zaczął je „odkręcać”, rozpoczynając proces redukcji swojej sumy bilansowej. Było to ilościowe zacieśnienie polityki pieniężnej (ang. quantitative tightening — QT). QT zostało jednak dość szybko zakończone, ponieważ bankierzy zaczęli narzekać, że brakuje im pieniędzy. W ramach QT z bilansu Fedu „zdjęto” około 700 mld USD. Od września suma bilansowa Rezerwy Federalnej znów rośnie. Przez dwa miesiące Fed zwiększył ją o 278 mld USD. Proceder ten został formalnie usankcjonowany dopiero 11 października. Wtedy to na niezapowiedzianym posiedzeniu FOMC podjęto decyzję o rozpoczęciu skupu bonów skarbowych w ilości 60 mld USD miesięcznie, trwającego przynajmniej do połowy 2020 r. Przewodniczący Fedu Jerome Powell publicznie zarzekał się, że nie jest to QE4. Ale faktyczniejest. Na rynku żartuje się nawet, że jest to NOT QE.

— Nasze zakupy obligacji skarbowych nie powinny być mylone z przeprowadzanymi na dużą skalę programami skupu aktywów, które uruchomiliśmy po wybuchu kryzysu finansowego — powiedział Jerome Powell podczas październikowej konferencji prasowej.

„Fed poluzowuje warunki finansowe poprzez zwiększenie dźwigni finansowej oraz obniżenie kosztów tej dźwigni, co podtrzymuje wyceny aktywów finansowych, potencjalnie zwiększając finansowe ryzyko systemowe” — tak ruch banku centralnego USA skomentowali analitycy Bank of America.

Zatem do końca czerwca 2020 r. Fed może wpompować w system bankowy ponad 500 mld USD, aby tylko podtrzymać wysokie wyceny akcji i obligacji. W tym kontekście trudno uciec od kalendarza politycznego. 3 listopada 2020 r. w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory prezydenckie, w których urzędujący gospodarz Białego Domu będzie ubiegał się o reelekcję. Prezydentowi Donaldowi Trumpowi w szczególności zależy na tym, aby do tego czasu nie doszło do krachu na Wall Street oraz do recesji w gospodarce. Republikanin wielokrotnie i publicznie przypisywał jako swoją zasługę rosnące ceny akcji, wzrost PKB i niskie bezrobocie. Jeśli tuż przed wyborami giełda zaczęłaby spadać, a bezrobocie rosnąć, wyborcy mogliby winą obarczyć urzędującego prezydenta. I ukarać go za to przy urnach wyborczych. W tym kontekście przestaje dziwić opinia, którą wśród analityków można usłyszeć coraz częściej: że amerykański rynek akcji „nie ma prawa” spaść w ciągu następnych 12 miesięcy. Rynek bywa jednak złośliwy i może nie przyjąć do wiadomości, że „spadki zostały zakazane”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu