Open space nie leży w kulturze Microsoftu

Aneta Królak
08-03-2002, 00:00

Polski oddział Microsoftu od dziewięciu lat ma siedzibę w warszawskim biurowcu Kolmex. Rozrastająca się firma zajmowała kolejne piętra, obecnie mieści się na trzech. Tomasz Bochenek, dyrektor generalny i prezes, na razie nie chce ujawnić, czy ta powierzchnia jest wystarczająca i czy w planach ma przeprowadzkę.

Wyjątki potwierdzają regułę. Microsoft, kolejna firma z branży IT, którą odwiedziliśmy, zaskoczyła nas — nie ma tu open space. Tomasz Bochenek twierdzi, że ten typ aranżacji przestrzeni jest bardzo oszczędny i wygodny z punktu organizacyjno-kontrolnego, jednak nigdy nie był brany pod uwagę w jego firmie. Nie tylko w Polsce, ale też w centrali w Seattle. Potwierdza zresztą, że amerykańska siedziba ma charakter kampusu (pracownicy mogą np. grać w piłkę) i panuje tam dość swobodna atmosfera. Nie znaczy to jednak, że konsultanci i programiści nie muszą dotrzymywać terminów.

Jedynym oddziałem, w którym zdecydowano się na otwartą przestrzeń, jest europejska centrala firmy w Paryżu. Prezes Bochenek twierdzi jednak, że pokoje, w których pracuje dwie do sześciu osób, doskonale spełniają swoją funkcję i ułatwiają komunikację. Choć ta ostatnia i tak w firmie odbywa się za pomocą sieci i e-maili.

Proste, funkcjonalne meble i mnóstwo komputerów (nierzadko po dwa na osobę) to jedyne cechy charakterystyczne dla warszawskiego biura Microsoftu. Prezes twierdzi, że właściwie pokoje pracowników są odbiciem standardów wyznaczonych przez centralę (nacisk położony jest głównie na infrastrukturę telekomunikacyjną). Poza tym zapewnia, że jego pracownicy dużo bardziej zmartwiliby się, gdyby odebrano im jeden z komputerów, niż tym, że mają pracować przy mało reprezentacyjnym biurku.

Pokój prezesa (nie lubi, gdy nazywa się go gabinetem, bo nie ma w nim niczego charakterystycznego dla typowych gabinetów) jest największym pomieszczeniem biurze. Ponieważ nie można było go podzielić na mniejsze części, zrobiono coś w rodzaju dwa w jednym. Wstawiono tu dodatkowo ogromny stół konferencyjny. Tomasz Bochenek twierdzi, że ma to swoje dobre strony, bo... nie zajmuje innych sal konferencyjnych. Poza tym przyznaje, że w tak dużej przestrzeni nie najlepiej siedzi się samemu. Jednak nie zmieniłby tu niczego. Podkreśla, że wystrój gabinetu plasuje się na ostatnim miejscu spośród wszystkich jego priorytetów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aneta Królak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Open space nie leży w kulturze Microsoftu