Pęknięcie się zabetonowało

11-04-2012, 00:00

KATASTROFA SMOLEŃSKA

Druga rocznica tragicznej katastrofy smoleńskiej nie wniosła do polskiego życia społecznego niczego nowego, ale niewątpliwie ugruntowała zjawiska już istniejące. Pęknięcie sceny politycznej zabetonowało się tak mocno, że jakiekolwiek porozumienie dominujących w naszym kraju sił, czyli Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości, stało się już niewyobrażalne. Na szczęście z badań opinii społecznej wynika, że większość Polaków zaczyna postrzegać Smoleńsk w kontekście historycznym, dopisując 10 kwietnia do innych wielkich dat z naszych dziejów. Systematycznie zmniejsza się jej oddziaływanie na realne życie, w szczególności zaś na decyzje wyborcze. Zresztą w urnach wyszło to w wyborach prezydenckich bezpośrednio po katastrofie, a potwierdziło się w ubiegłorocznych parlamentarnych.

Konfrontacyjne obchody rocznicy potwierdziły, że Rzeczpospolita Polska ma dwóch prezydentów. Większościowego, zaprzysiężonego konstytucyjnie i urzędującego w pałacu Bronisława Komorowskiego, oraz mniejszościowego, zaprzysiężonego ulicznie, okresowo rezydującego przed pałacem Jarosława Kaczyńskiego. Z punktu widzenia państwa taką sytuację można uznać za paranoiczną, ale ona po prostu jest i będzie. Co najmniej do roku 2015, gdy planowo czekają Polskę znowu podwójne wybory — w czerwcu prezydenckie, a we wrześniu parlamentarne.

Ważnym elementem wczorajszych manifestacji smoleńskich była zmiana priorytetów. Żądanie pomnika na Krakowskim Przedmieściu chwilowo ustąpiło nakręcaniu tezy zamachu. Jako lekarstwo na spiskową gorączkę zaleciłbym fascynujący kanadyjski serial dokumentalny, krążący po telewizjach komercyjnych pod polskim tytułem „Katastrofy w przestworzach” lub „Podniebny horror”. Przedstawia drobiazgowe rekonstrukcje najgłośniejszych wypadków lotniczych z całego świata. Przyczyny tragedii z setkami ofiar nieraz są tak szokująco drobne czy wręcz głupie, że naprawdę nikt nie może być pewien dnia ni godziny, wsiadając na pokład najnowocześniejszej maszyny najbardziej wiarygodnej linii, prowadzonej przez najbardziej doświadczoną i wyszkoloną załogę.

Z kilkudziesięciu odcinków wyjątkowo wbiła mi się w pamięć rekonstrukcja katastrofy maszyny Avro RJ100 szwajcarskich linii Crossair z roku 2001, która była bliźniaczym pierwowzorem Smoleńska. W warunkach zerowej widoczności kapitan instruktor z 40-letnim stażem i 20 tys. godzin tzw. nalotu wbił samolot w drzewa tuż przed doskonale mu znanym lotniskiem w Zurychu. Zapis komend z kokpitu również zawiera tę rozpaczliwą „Odchodzimy!”, której nie mógł już wykonać samolot nieporównanie bardziej zrywny od Tupolewa 154M. Jedyną, ale zasadniczą, różnicą między wynikami dochodzenia Szwajcarów a tym, co poszło w świat po smoleńskim raporcie MAK, było uznanie, oprócz brawury kapitana, współodpowiedzialności kontrolera lotów z Zurychu — gdy Rosjanie przed niewygodnym dla nich elementem prawdy stchórzyli. W każdym razie rekonstrukcję katastrofy Crossair widziałbym wczoraj na plenerowym ekranie przed pałacem na Krakowskim Przedmieściu. Niestety, akurat tam miałaby oglądalność zerową…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Pęknięcie się zabetonowało