Rubens w przeliczeniu na nieruchomości

opublikowano: 15-04-2018, 22:00

Apartament z pełnym garażem zawsze można upłynnić i zainwestować inaczej. W zależności od metrażu, na liście zamienników są Rubens z Tycjanem.

Era prężenia się na reprezentacyjnych portretach i leniwego odchylania szyi na tłustawych sypialnianych aktach wyraźnie powraca. Segment dzieł powstałych jeszcze przed swobodniejszym XIX wiekiem nazywa się potocznie Old Masters, w związku z jakimś zakurzonym do białości zakamarkiem rynku, w którym ciężkie złote ramy dawno wykupiły już muzea pokroju Luwru. Jak tymczasem podaje „Financial Times”, to właśnie ten okres w europejskiej sztuce stanowi obecnie szansę na owocną inwestycję, bo mimo że próg jest stosowny do rozpoznawalności Tycjana, dzieła i tak pozostają niedoszacowane.

W 2016 r. twórczość dawnych mistrzów odpowiadała za mizerne 6 proc. światowej sprzedaży, według raportu UBS i Art Basel — szeptano jednak, że wszystko odmieni jedna rozbuchana ponad ziemską miarę sprzedaż. „Salvator Mundi”, a więc Chrystus ujęty przez Leonarda da Vinci jako Zbawiciel Świata, przebił próg 400 mln USD (1,4 mld zł) w listopadzie, dając impuls dla fali unoszącej rynek spękanych olejów i pożółkłych kartek. Tuż po wzniosłym rekordzie dwie poprzedzające Gwiazdkę londyńskie aukcje Old Masters odnotowały łączną sprzedaż o 73 proc. okazalszą niż w poprzednim roku, podsumowuje „Financial Times”. 19 kwietnia w Christie’s odbędzie się kolejna licytacja z tej serii, dlatego czas na absurdalny pojedynek, dający wyobrażenie o skali inwestycji: parę kartek katalogu kontra oferty w stołecznych wieżowcach z sauną suchą i parową oraz smogiem za oknem. © Ⓟ

Rubens, kobiety, śpiew

Trudno powiedzieć, co w postaci satyra jest tak rubaszne — czy jego gorączkowy pąs, czy ekstatycznie zaszklony wzrok — ale gdyby upojony demon miał się rozglądać na rynku stołecznych nieruchomości, oferty z gorącą mgłą miałyby istotne konkurencyjne przewagi. Wśród ubiegłorocznych rekordów z saunami wymienia się apartamenty przy pl. Grzybowskim w Warszawie z progiem 5,7 mln zł, wobec czego można przypuszczać, że rumiany rozpustnik grasowałby nawet po kilku piętrach — „Satyr trzymający koszyk winogron i owoców pigwy z nimfą” autorstwa Rubensa ma ponad 1 m wysokości i spodziewaną cenę 5-7 mln USD (17-24 mln zł).

Mimo że już sama atrybucja pozwalałaby wytłumaczyć próg wejścia, eksperci katalogu twierdzą, że po części podnosi go również fakt, że soczyście owocowy kosz nie wyszedł spod tego samego pędzla co barokowo otłuszczone nogi „Trzech gracji”. Delikatnie matowe skórki winogron malować miał specjalista martwych natur Frans Snyders, bo kolekcjonerzy epoki Rubensa do tego stopnia łaknęli obfitości, że ciepło patrzyli nawet na tak nieskrępowany outsourcing.

Cranach starszy niż Colgate

Biedakom pewnie cierpły nogi, pozowali w tych sztywnych strojach, a ten malował kreseczki i malował, cieńsze od nitek makaronu — kołacze się w głowach, kiedy w słabo dotlenionych salach muzeów mija się coraz to dumniej naprężone sylwetki. Jak pokazuje przykład portretu księcia Saksonii, przeświadczenie nie musi być do końca słuszne, bo Lucas Cranach starszy owszem musiał naszkicować Jana Fryderyka na żywo, ale przełożenie konturów na większe podłoże i opracowanie olejną farbą odbywało się już bez udziału modela, a często nawet samego malarza.

Jak podaje nota katalogu, wystawiony egzemplarz z estymacją do 2 mln USD (6,8 mln zł) jest wyjątkowo cenny właśnie dlatego, że autor słynnych ujęć Adama i Ewy wykonał go prawdopodobnie całkowicie własnoręcznie. Żeby podeprzeć stwierdzenie, eksperci Christie’s prowadzą wzrok kolekcjonera m.in. po aksamitnym nakryciu głowy księcia elektora — udekorowanym zawieszką w kształcie klepsydry i okazałym pierścieniem — a następnie ciągną go niżej, po czterech złotych łańcuchach ciążących na piersi. Zwracają uwagę, jak drobiazgowo został opracowany każdy z wysadzanych perłami kołnierzy, a także biżuteryjny wisior w kształcie delfina zakleszczającego w zębach pomander. Dosłownie pomme d’ambre, bursztynowe jabłko, to ozdobny drobiazg, w którym umieszczano pachnidła — portret pochodzi z pierwszej połowy XVI w., więc jest o ponad dwa wieki dawniejszy od pospolitej szczoteczki do zębów.

Tycjan i Wenus z wersalki

Jakiś Tiziano Vecellio… — można byłoby przeczytać, mrużąc powieki nad muzealną plakietką, i nawet się nie zatrzymać, gdyby nikt nie dopisał w nawiasie, że to Tycjan. Podobnie jak formalnie brzmiący Stanisław Ignacy Witkiewicz był jednocześnie narkotyzującym się Witkacym, tak tycjanowska, porcelanowo różowa „Wenus z Urbino” jest dziełem Tiziana Vecellia, powstałym w 1535 r. na zlecenie księcia samego Urbino, Giudobalda II delle Roverse.

W związku z tym, że już szukanie pojedynczego mieszkania za olej Lucasa Cranacha mogłoby się zakończyć na lokalnym rynku fiaskiem, miękką skórę Wenus z Galerii Uffizi spokojnie można byłoby przeliczać na całe śródmiejskie kamienice, mimo że prawdopodobnie nigdy nie trafi na rynek. Z estymacją do 1 mln USD (3,4 mln zł) czeka natomiast pełnowymiarowy portret księcia Urbino, tego samego, który zamówił zmysłowy obraz bogini — a to jedno z niewielu dzieł Tycjana mierzących ponad dwa metry i przedstawiających portretowanych w naturalnej skali.

Gdyby inwestor rzeczywiście zdecydował się zamienić lokal przy placu Grzybowskim na to dzieło, oprócz stosownie wysokiej ściany potrzebował będzie informacji o jego pochodzeniu. W katalogu Christie’s w opisie proweniencji przewijają się i Medyceusze, i najróżniejsze arystokratyczne tytuły, z których dałoby się zbudować upstrzone herbami drzewo genealogiczne — nie należy tego jednak lekceważyć, bo w przypadku dawnych mistrzów pokusa zażartowania sobie z klienta bywa najsilniejsza. Wyobrażając sobie rozmach, z jakim fałszerze usiłują mnożyć podaż pasteli Witkacego, można się spodziewać, z jakim zapałem bazarowy oszust odtwarzałby zmyśloną historię o płótnie Tycjana — ocalonym cudem przez hrabinę herbu Zielona Pietruszka, w wersalce z Wersalu, rozłożonej przez trzy wojny i na pół pokoju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rubens w przeliczeniu na nieruchomości