Rynek przyklasnął ścięciu podatku

opublikowano: 13-11-2018, 22:00

Proponowane w pracach nad strategią rynku kapitałowego preferencje podatkowe dla ciułaczy przyjmowane są pozytywnie przez instytucje finansowe i ich klientów. Domy maklerskie nie chcą jednak zrezygnować z prowadzenia rachunków

Ktoś, kto chce coś kupić lub sprzedać na Allegro czy eBayu, nie szuka pośrednika, który przeprowadzi za niego transakcję, tylko sam zakłada tam konto i z niego zleca sprzedaż lub kupno przedmiotu. Ten sam mechanizm może pojawić się na warszawskiej giełdzie, jeśli przejdzie propozycja, by już na poziomie kont depozytowych prowadzonych przez KDPW pojawił się tytuł prawny do papierów wartościowych. To zaś proponuje BTA Consulting, firma doradzająca polskiemu Ministerstwu Finansów przy tworzeniu strategii rynku kapitałowego.

Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych,
przyznaje, że realistycznie rzecz biorąc, na całkowite zniesienie podatku od
zysków kapitałowych nie ma co liczyć. Jego zdaniem, strategia rynku
kapitałowego powinna jednak wyraźnie preferować oszczędzanie na starość.
Zobacz więcej

POMYŚLMY O STAROŚCI:

Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, przyznaje, że realistycznie rzecz biorąc, na całkowite zniesienie podatku od zysków kapitałowych nie ma co liczyć. Jego zdaniem, strategia rynku kapitałowego powinna jednak wyraźnie preferować oszczędzanie na starość. Fot. Marek Wiśniewski

By system znany z Allegro czy eBaya zadziałał, KDPW musiałby zacząć prowadzić rachunki bezpośrednio dla inwestorów. Musieliby też pojawić się niezależni dystrybutorzy notowań w czasie rzeczywistym. Ewentualnie sama GPW musiałaby je udostępniać inwestorom, również tym indywidualnym. Obecnie robi to za pośrednictwem domów maklerskich. Umowa z domem maklerskim to pakiet łączący możliwość realizacji transakcji z dostępem do notowań. Na koniec października 2018 r. funkcjonowało 1,3 mln takich rachunków, w przeważającej części należących do inwestorów indywidualnych.

W modelu, który można wyprowadzić z opracowania BTA Consulting, w domach maklerskich pozostałoby doradztwo, zarządzanie aktywami, organizacja konkretnych, dużych transakcji itp. — działalność, której nie da się zautomatyzować, bo wymaga specjalistycznej wiedzy. Sami brokerzy narzekają zaś od lat, że tracą na podstawowej działalności.

— Prowadzenie rachunków przez domy maklerskie nie jest barierą w rozwoju rynku kapitałowego. Na innych rynkach kapitałowych to domy maklerskie prowadzą rachunki swoich klientów. Obecnie w Polsce brokerzy nie tracą na prowadzeniu rachunków jako takich, ale ponoszą straty na swojej działalności podstawowej, czyli całokształcie obsługi inwestorów. Jest to pochodną m.in. wysokich kosztów infrastruktury giełdowej i regulacji — komentuje Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich.

To, co niewyobrażalne dla brokerów, jest jednak wyobrażalne dla środowiska inwestorów.

— Nie jestem specjalistą od technologii, ale jak rozmawiam z ludźmi ze środowisk crowdfundingowych czy blockchainowych, to dochodzę do wniosku, że przy obecnym poziomie rozwoju technologii, model działania rynku kapitałowego jest anachronizmem. Funkcjonuje, bo są w to zaangażowane duże instytucje finansowe, dla których utrzymanie status quo jest niezwykle istotne. Pokusa ominięcia ogniw pośrednich jest jednak ogromna, zwłaszcza jeśli dzięki temu można by było płacić mniej za transakcje. Zresztą, jaka jest wartość dodana z istnienia tych wszystkich instytucji w sytuacjach kryzysowych, jak np. sprawa GetBacku? — komentuje Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Zainwestuj na dłużej

Do pomysłów, które w takiej czy innej formie co jakiś czas wracają, należą zmiany w podatku od zysków kapitałowych. BTA Consulting postuluje, by stawka związana ze sprzedażą instrumentów finansowych trzymanych dłużej niż rok spadła z 19 do 9 proc. Taka sama miałaby być redukcja obciążenia dywidend.

— W krajach wysokorozwiniętych długoterminowe oszczędzanie jest wspierane, albo przez obniżkę, albo zupełny brak tego, co u nas nazywa się podatkiem Belki. Jego obniżenie jest bardzo dobrym pomysłem — uważa Grzegorz Chłopek, prezes Nationale-Nederlanden PTE, zarządzającego największym w Polsce funduszem emerytalnym.

— Obniżenie podatku od zysków kapitałowych przy rocznym utrzymaniu inwestycji oceniamy jako prorozwojowe dla warszawskiej giełdy, choć może lepszym pomysłem byłby brak podatku przy trzyletnim utrzymaniu inwestycji — zastanawia się Rafał Janczyk, dyrektor inwestycyjny w Aviva Investors Poland TFI.

W przypadku IKE i IKZE miałoby nastąpić podwojenie rocznych limitów wpłat. Zniesiony miałby być 10-procentowy podatek ryczałtowy przy wypłacie z IKZE, obowiązek dokonywania wpłat przez co najmniej 5 lat, czy 10-letni okres dla wypłat. Miałaby się pojawić opcja wpłat na rachunki emerytalne dzieci. Obecnie rachunek może mieć osoba mająca co najmniej 16 lat i do tego uzyskująca dochody z umowy o pracę.

— Podchodząc do sprawy realistycznie, na całkowite zniesienie podatku od zysków kapitałowych nie ma co liczyć. Ale budowanie kapitału emerytalnego w Polsce jest o wiele ważniejsze niż w zamożnych społeczeństwach Zachodu. I to w strategii rynku kapitałowego powinno wybrzmieć. Jeśli zaś podatek zostałby zniesiony, to korzyści z IKE i IKZE byłby proporcjonalnie mniejsze. Oczywiście są tacy, którzy po prostu nie mają pieniędzy, by odkładać i trzeba to rozumieć. Ale wielu, których stać na odkładanie na starość, problem bagatelizuje. A gdy obudzą się 5-7 lat przed emerytura będzie za późno by odłożyć jakieś znaczące kwoty. Dlatego obowiązkiem państwa jest zachęcać do tego by ludzie zaczynali odkładać na starość jak najwcześniej — mówi Jarosław Dominiak.

Przedstawiciele instytucji finansowych nie uważają jednak, że trzeba zdecydowanie podnosić limity wpłat na IKE czy IKZE.

— Przykłady IKE i IKZE pokazują, że same bodźce podatkowe są niewystarczające. Mimo że te już istniejące narzędzia do indywidualnego oszczędzania na emeryturę zawierają takie bodźce, nadal korzysta z nich relatywnie niewielu Polaków. Co więcej, średnie roczne wpłaty są niższe niż przewidziane przez ustawodawcę limity. Dlatego z jednej strony warto myśleć o zachętach, ale z drugiej trzeba zastanowić się co zrobić, by potencjalni inwestorzy chcieli z nich korzystać. Poza edukacją ekonomiczną, bardzo ważnym czynnikiem będzie zbudowanie przekonania o stabilności zaproponowanych rozwiązań. Budowanie oszczędności to proces długoterminowy i dlatego inwestorzy muszą mieć pewność, że nie będą zaskakiwani zmianami — podkreśla Zbigniew Wójtowicz, prezes Investors TFI.

— Nie chcemy podnosić wieku emerytalnego, a drugiej strony skraca się okres, w którym ludzie pracują, bo wydłuża się okres nauki. Skrócenie oszczędzania z 40 do 29 lat — czyli o 11 lat — oznacza zaś, że aby zgromadzić taki sam kapitał musimyodkładać co miesiąc dwa razy więcej. Pomysł, by rodzice mogli odkładać na konta emerytalne dzieci, jest więc bardzo dobry. Samo podniesienie limitów wpłat nie jest tak istotne. Obecny limit IKZE można przeliczyć na regularne wpłaty wysokości 444 zł miesięcznie. Wykorzystanie tego limitu jest więc bardzo dużym wysiłkiem dla dużej części społeczeństwa, bo gdy chcemy oszczędzać nie więcej niż 10 proc. wypłaty netto, to musimy zarabiać więcej niż 6300 zł brutto. Przydałaby się za to możliwość wpłat na konto współmałżonka. Z reguły jest tak, że jeden z małżonków zarabia mniej, albo nawet nie pracuje. Dlaczego więc, jeśli mogą wspólnie rozliczać PIT, nie mogą wspólnie odkładać na emeryturę? — dodaje Grzegorz Chłopek.

Jak przypomina, na Zachodzie funkcjonują istniejące również w polskim porządku prawnym kluby inwestora (art. 124 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi). Mogą one zrzeszać nawet do 20 osób i wspólnie podejmują decyzje inwestycyjne, a roczny limit wpłat dla jednej osoby ograniczono do 20 tysięcy złotych. Tyle że w Polsce jest to rozwiązanie teoretyczne.

— Klub inwestora musi być prowadzony jako spółka z pełną księgowością, co przy braku jakichkolwiek zwolnień podatkowych zabija kosztowo tę pożyteczną formę szerzenia wiedzy przez praktykę — uważa Grzegorz Chłopek.

Pojawiają się przy tym głosy, że mentalność ludzka jest taka, że dobrze by było, gdyby system preferencji w odkładaniu na starość, preferował ulgi relatywnie szybkie, zamiast odłożonego w czasie bonusu w podatku od zysków z inwestycji.

— Skłonność do systematycznego inwestowania w ramach programów emerytalnych mogłyby wspomóc jakiekolwiek ulgi podatkowe w momencie wpłat, nawet kosztem mniejszej atrakcyjności podatkowej wypłat. Zgodnie z zasadami finansów behawioralnych preferującymi natychmiastowe korzyści, kosztem tych z odległej przyszłości — zaznacza Rafał Janczyk.

Nie tylko IPO rozliczane z pensji

Brytyjscy doradcy resortu finansów proponują wprowadzenie możliwości kompensowania strat i zysków z instrumentów rozliczanych przez biura maklerskie (np. akcji czy FIZ-ów) oraz funduszy inwestycyjnych otwartych. Obecnie nie można kompensować strat na akcjach zyskami z funduszy otwartych, ani odwrotnie — strat z funduszy otwartych zyskami z akcji.

— Brak tej kompensaty jest kuriozalny — podkreśla Jarosław Dominiak.

— Generalnie przydałaby się kompensacja dochodu z inwestycji w jednostki i certyfikaty funduszy, najpierw w ogóle pomiędzy inwestycjami w fundusze np. z różnych parasoli czy TFI. Dopiero w drugiej kolejności z inną działalnością inwestycyjną — wskazuje Rafał Janczyk.

Grzegorz Chłopek posunąłby się o krok dalej.

— Muszę to pochwalić. Ale kompensacja zysków i strat z inwestycji bezpośrednich i pośrednich to za mało. W kompensacji zysków i strat powinny być również uwzględniane odsetki i dywidendy, a także waluty, gdy aktywa kupujemy za granicą — proponuje Grzegorz Chłopek.

W strategii twórczo rozwinięto też ideę akcjonariatu obywatelskiego, bo jako zachętę do udziału w IPO zaproponowano, by zapis o wartości do 50 tys. zł mógł być uwzględniony w rozliczeniu PIT. Waldemar Markiewicz uważa, że jest to dobry kierunek, ale od strony technicznej sprawa powiązania inwestycji giełdowych z podatkiem PIT powinna zostać trochę inaczej rozwiązana.

— Proponuję zachętę do inwestowania w formie kwoty wolnej od podatku, jeśli pieniądze zostaną wydane na inwestycje na rynku regulowanym, niezależnie czy w IPO czy później. Tego typu rozwiązanie funkcjonuje w Kandzie. Dotyczy 100 tys. CAD. W Polsce mogłoby to być 100-200 tys. zł. W Europie udział rynków kapitałowych w finansowaniu gospodarki wynosi 30 proc., podczas gdy w Stanach Zjednoczonych 70 proc. I w tej różnicy upatruje się postępującego spadku konkurencyjności gospodarki europejskiej względem amerykańskiej. W Polsce finansowanie z rynku kapitałowego jest jeszcze mniejsze niż średnia europejska. To zaledwie 10 proc. Jeśli więc chcemy postawić na rozwój innowacji powinniśmy wspierać rozwój rynku kapitałowego — tłumaczy Waldemar Markiewicz.

— Co do zasady wszystkie propozycje mają na celu zmniejszenie obciążeń podatkowych i jako takie postrzegamy je pozytywnie. Moja jedyna uwaga sprowadza się do tego, że w ciągu 20 lat historii naszego rynku kapitałowego decydenci brali na warsztat różnego rodzaju dobre pomysły, ale one się nie materializowały — kwituje Jarosław Dominiak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Rynek przyklasnął ścięciu podatku