Spory o domeny trafiają do sądu

Kamil Kosiński
05-06-2006, 00:00

Właściwy adres ściąga klientów. Dlatego firmy ostro walczą o domeny zgodne z ich nazwą i ścigają tych, którzy się pod nie podszywają.

Polskie Linie Lotnicze LOT już 7 grudnia 2005 r., a więc pierwszego dnia, kiedy tylko stało się to możliwe, złożyły wniosek o rejestrację domeny z końcówką „eu” — adresu: lot.eu. Mimo to EURid, instytucja zarządzająca tymi adresami, zaakceptowała podanie Alexandra Schuberta z Berlina, a nie LOT. Niemiec po prostu wyprzedził naszą firmę o 33 minuty. LOT-u może jeszcze odzyskać domenę w drodze specjalnego postępowania (ADR). Na jego wszczęcie ma czas do 24 czerwca.

— Skorzystamy z tej drogi, aby uzyskać adres lot.eu — zapowia- da Leszek Chorzewski, rzecznik spółki.

Zapewne to niejedyne polskie przedsiębiorstwo, które podejmie takie kroki, bo na przykład przed naszym koncernem w kolejce po domenę orlen.eu stoi holenderska firma Depmarc.

— Nie sądzę, aby EURid przyznał ten adres komuś innemu. Gdyby jednak — z niezrozumiałych powodów — tak zrobił, będziemy dochodzić swoich racji i się odwoływać — mówi Dawid Piekarz, rzecznik prasowy PKN Orlen.

W sądzie i poza nim

Firmy coraz częściej wszczynają postępowania przed sądami arbitrażowymi lub powszechnymi, by odzyskać interesujący je adres. W 2005 r. do sądu polubownego ds. domen internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) wpłynęło pięć razy więcej takich spraw niż w 2003 r. Do 15 maja tego roku sąd ten otrzymał więcej niż połowę liczby pozwów z całego 2005 r.

Zdaniem Włodzimierza Szoszuka, wspólnika w kancelarii prawnej Wardyński i Wspólnicy i jednocześnie jednego z dwojga Polaków na liście 125 arbitrów sądu arbitrażowego w Pradze, rozpatrującego spory o domeny „eu”, w większości spraw dochodzi do ugody. Wyrokiem kończy się tylko 15-20 proc. sporów.

— Strony doskonale zdają sobie sprawę ze swojej pozycji prawnej w sporze. I choć łatwiej zawrzeć ugodę, gdy jedna z nich ma zdecydowanie lepsze argumenty, to dochodzi do niej też w sprawach, w których racje są wyrównane. To po prostu tańsze — zaznacza Włodzimierz Szoszuk.

Finanse doprowadziły prawdopodobnie do końca sporu o centrumjanki.pl i centrumjanki.com.pl. Zarejestrowała je firma First Press. Spółka Centrum Handlowe Janki, działająca pod Warszawą, uznała to za nieuczciwą konkurencję. Korzystała co prawda z domeny centrum-janki.pl, ale wyszukiwarki na pierwszych miejscach umieszczały odsyłacze do adresów First Press. W 2003 r. — po dwóch latach sądowych przepychanek — firmy zawarły ugodę. First Press zrezygnowało z używania obu domen.

Łódzka pomysłowość

W latach 90. wielkie zachodnie korporacje powszechnie lekceważyły adresy z końcówką „pl”. Nie oznacza to, że nie miały polskojęzycznych serwisów WWW. Ale wchodziło się na nie dzięki wybraniu odpowiedniej opcji na stronach korporacyjnych, na przykład z końcówką „com”. Adresy z końcówką „pl”, których składową były marki największych globalnych firm, z myślą o ich późniejszej odsprzedaży rejestrowali przedsiębiorczy Polacy. Kosztowało ich to nie więcej niż 366 zł rocznie za adres. Przy odsprzedaży inkasowali z reguły 20-40 tys. zł. Lecz interes nie zawsze wypalał.

W Łodzi powstała na przykład Firma Oracle, która zarejestrowała domenę oracle.pl. W okresie hossy internetowej zgłosiła się do Oracle Polska (oddziału jednego z największych amerykańskich producentów oprogramowania) i zaproponowała odsprzedaż adresu za kwotę liczoną w milionach. Amerykanie nie skorzystali, mimo że łodzianie kilkakrotnie ponawiali propozycję, za każdym razem zmniejszając oczekiwania finansowe, aż zeszli do kilku tysięcy złotych.

— Konsekwentnie odmawialiśmy. Uznaliśmy, że Firma Oracle zachowuje się w sposób odbiegający od wyznawanych przez nas standardów — informuje Anna Szymańska, menedżer ds. PR i komunikacji korporacyjnej w Oracle Polska.

Warto jednak zaznaczyć, że amerykańska Oracle dysponowała adresem oracle.com.pl.

W gorszej sytuacji znalazł się inny amerykański potentat software’owy — Microsoft. We wrześniu 2000 r. Robert Rudecki zarejestrował firmę o tej samej nazwie z przedmiotem działalności — handel ziołami, a miesiąc później — także domeny microsoft.pl i microsoft.com.pl. W lipcu 2003 r. koncern Billa Gatesa wezwał Roberta Rudeckiego do przekazania mu domen. Do porozumienia nie doszło. Rudecki wystawił adresy na licytację w Allegro. Sprawa trafiła na wokandę. W lecie 2004 r. łódzki sąd przyznał rację potentatowi z Ameryki. Rudeckiemu nie tylko odebrał sporne adresy, ale zobowiązał go także do zapłacenia koncernowi 39,3 tys. zł.

Przypadki związane z nazwami amerykańskich koncernów software’owych nosiły wszelkie znamiona cybersquattingu, czyli rejestracji domen zawierających cudze znaki towarowe wyłącznie w celu odsprzedaży. Jeśli jednak adresat roszczeń nie jest hochsztaplerem, sprawa się komplikuje. Przykładem domena hotmail.pl, zarejestrowana na rzecz firmy Home.pl ze Szczecina. Bezsprzecznie nawiązuje ona do hotmail.com (ten adres wykorzystuje Microsoft do prowadzenia jednego z największych na świecie serwisów oferujących darmowe konta internetowe). Na fali sukcesu w walce z Robertem Rudeckim Microsoft zażądał oddania domeny przez Home.pl. Spotkał się z odmową i od tamtego czasu nie kiwnął palcem w sprawie.

Bój na obcej ziemi

Rejestracja domen internetowych wyłącznie w celu ich późniejszej odsprzedaży nie jest polskim wynalazkiem. Na całym świecie obowiązuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Wraz z postępującą globalizacją zmusza to polskie firmy do dochodzenia swoich praw również przed sądami zagranicznymi.

Tak postąpił Maspex z Wadowic, który kontroluje Tymbark, producenta soków. W listopadzie 2005 r. przed francuskim sądem arbitrażowym odzyskał od zamieszkałego w Grenoble Jakuba Czajkowskiego zarejestrowaną w 2002 r. domenę tymbark.com. Pomysłodawca rejestracji tłumaczył ją miłością do kolei i promowaniem Tymbarku, w którym przecinają się dwie linie kolejowe. Ale do jesieni 2005 r. w ogóle nie wykorzystywał domeny. Maspex twierdził, że chodziło wyłącznie o działanie spekulacyjne, czyli późniejszą odsprzedaż adresu. Za taką interpretacją przemawiało to, że wystawiono go na sprzedaż w specjalizującym się w obrocie domenami serwisie internetowym. Jeszcze w czasie negocjacji występujący tam anonimowo przedstawiciel Maspeksu zbił cenę wywoławczą z 5 do 3,9 tys. euro. Gdy Czajkowski zorientował się, kto interesuje się transakcją, cena podskoczyła do 20 tys. euro.

Dla sądu był to koronny dowód, że mieszkaniec Grenoble działał w złej wierze, a jedynym jego motywem stał się zamiar odsprzedaży domeny za cenę wielokrotnie przekraczającą stawki pierwotnej rejestracji. I przyznał adres producentowi soków.

Podobne tło i finał miał spór o domenę hsbc.pl między studentem informatyki z Wrocławia a HSBC Holdings z Londynu, czyli jednym z największych banków na świecie. Młody Polak zarejestrował domenę pod koniec 2002 r. W lutym 2004 r. bank wystąpił z wnioskiem o jej cesję. Student propozycję odrzucił. Jednocześnie wyraził chęć „kompromisowego rozstrzygnięcia sporu”. Co miał na myśli, okazało się w sierpniu 2004 r., gdy bank wystąpił do sądu PIIT z wnioskiem o przepisanie spornego adresu na jego rzecz. W trakcie próby ugody student zażądał 700 tys. zł. Swe prawo do domeny motywował chęcią promowania Turystycznego Hrabstwa Sudetów. Sporny adres miał w rozwinięciu oznaczać: Hrabstwo Sudetów (hs) Baza (b) Ciekawostek (c).

Sąd potwierdził, że powiat kłodzki posługuje się promocyjną nazwą Turystyczne Hrabstwo Sudetów, jednak w lutym 2005 r. argumentację studenta uznał za niedorzeczną i nie dość, że odebrał mu domenę, to zasądził jeszcze na rzecz banku 2,5 tys. zł tytułem zwrotu kosztów procesu.

W służbie konkurencji

Zła wiara przy rejestracji adresu może polegać również na zamiarze osiągnięcia korzyści majątkowych drogą nieuczciwej konkurencji. Dzieje się tak wówczas, gdy firma rejestruje domenę nawiązującą do znaków towarowych oraz nazw jej bezpośrednich konkurentów.

— W ten sposób ściąga na swoje strony klientów konkurencji — twierdzi Dorota Rzążewska, radca prawny w kancelarii Kulikowska & Kulikowski, zarazem arbiter w sądzie polubownym ds. domen internetowych PIIT i w sądzie arbitrażowym dla domen „eu”.

Takie biznesowe podłoże miał spór o domeny rejs.pl oraz rejs.com.pl. Powodem w sprawie była Agencja Wydawniczo-Reklamowa Wprost, wydawca nieistniejącego już miesięcznika „Rejs — Magazyn Żeglarzy i Motorowodniaków”. Pismo powstało w lutym 1999 r. W marcu tego samego roku Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe, wydawca miesięcznika „Żagle”, zarejestrowały sporne domeny. Przez trzy lata nikt z nich nie korzystał. Potem Wydawnictwo Murator — nowy właściciel „Żagli” — połączyło je z witryną „Żagli”, a następnie ze stroną internetową miesięcznika „Podróże”. W 2004 r. takie posunięcia zakwestionował sąd polubowny przy PIIT i wydał orzeczenie stanowiące podstawę do rozwiązania przez Naukową i Akademicką Sieć Komputerową (NASK) — operatora rejestru domen zakończonych literami „pl” — traktującej o spornych domenach umowy z Wydawnictwem Murator.

Wizytą na stronie konkurenta firmy papierniczej Drescher Polska skończy się też wpisanie w przeglądarce adresów drescher.pl i drescher.com.pl. Zaprowadzą one wprost do witryny spółki Emerson Polska (branża papiernicza). Aby zrozumieć przyczyny tej sytuacji, trzeba się cofnąć do 1992 r. Wtedy 51 proc. udziałów w polskiej spółce Douglas Ltd. kupiła niemiecka firma Drescher i przemianowała spółkę na Drescher Polska. W latach 1998-99 r. polski udziałowiec odkupił od Dreschera udziały w Drescher Polska i otrzymał jednocześnie zgodę na używanie słowa „Drescher” w nazwie swej firmy do 30 czerwca 2001 r. oraz wyłączną licencję na używanie do końca 2001 r. nazwy i znaku graficznego „Drescher” jako znaku towarowego produkowanych przez niego wyrobów. W sierpniu 2001 r. Drescher Polska zmienił nazwę na Emerson Polska.

Mniej więcej w tym samym czasie francuska grupa Eppe przejęła niemieckiego Dreschera, co sprawiło, że na polskim rynku znów pojawiła się spółka Drescher Polska. Tyle że ma ona siedzibę na drugim końcu Polski i innych udziałowców — polskich i po części zagranicznych.

Według Emersona sprawa domen wyglądała dalej następująco: niemiecki Drescher zwrócił się do nich w sierpniu 2001 r. z wnioskiem o zaprzestanie używania adresów internetowych ze słowem „Drescher”. Emerson odmówił, proponując jednocześnie cesję domen w ramach osobnego porozumienia. Wymiana pism trwała do połowy 2002 r. Nic nie zmieniła.

— Wnioskujemy, że przyjęli naszą argumentację i uznali swe roszczenie za bezprzedmiotowe. Nie znamy przyczyn, dla których nie podjęto z nami rozmów o sprzedaży domen — mówi Adam Banaszczyk, prezes Emerson Polska.

Stanowiska Drescher Polska nie udało się nam uzyskać. Firma posługuje się adresami drescherpolska.pl i drescherpolska.com.pl.

Nic pewnego

Czy PLL LOT i PKN Orlen mają szansę na odbicie domen podmiotom zagranicznym wskutek postępowania arbitrażowego? Przecież zarówno firmy polskie, jak i ci, którzy je ubiegli, składali wnioski o adresy z literami „eu” wtedy, gdy nie mógł tego zrobić każdy, lecz jedynie podmioty mające dodatkowe dokumenty wskazujące na ich prawo do określonej nazwy.

— Jeżeli w dwóch krajach zarejestrowano identyczne znaki towarowe związane z nazwą domeny, to szanse jej przejęcia są nikłe. Mamy wówczas do czynienia z ekwiwalentnością praw. Obowiązuje wtedy zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Po to zresztą przy rejestracji domen „eu” wprowadzono okres rejestracji ograniczonej tylko do niektórych podmiotów, by uniknąć działań nieuczciwych — wyjaśnia Dorota Rzążewska.

Dodaje jednak, że okres ograniczonej rejestracji domen „eu” dzielił się na dwie części. W drugiej można było zgłaszać domeny oparte na oznaczeniach wykorzystywanych w obrocie, ale niezarejestrowanych.

— Dopiero orzeczenia ADR wskażą wykładnię obowiązującą w sporach dotyczących takich przypadków — dodaje Dorota Rzążewska.

Z innych wyroków wynika, że zarejestrowanie znaku towarowego nie musi prowadzić do przejęcia domeny na drodze sądowej od podmiotu niemającego zarejestrowanego choćby podobnego znaku. W październiku 2005 r. przekonał się o tym wydawca „Przeglądu Sportowego”. Chciał odebrać przegladsportowy.pl spółce Duratherm z Dobrzynia Dużego. Choć sprawa rejestracji znaku towarowego „Przegląd Sportowy” na rzecz wydawcy gazety była dopiero w toku, w uzasadnieniu wyroku znalazło się sformułowanie: „Zasadą wynikającą z systemu prawa własności przemysłowej jest, iż do naruszenia praw do znaku towarowego dochodzi w sytuacji, kiedy następuje oznaczenie tym znakiem przez nieuprawnionego towarów lub usług w zakresie zarejestrowanych klas. Dopóki strona internetowa nie wskazuje (bezpośrednio lub pośrednio, np. poprzez przekierowanie) na konkretne towary i usługi, nie ma mowy o naruszeniu prawa do znaku. (...) kiedy witryna WWW jest »pusta«, nie ma żadnej treści, nie dochodzi do naruszenia prawa do znaku towarowego”.

W innym wyroku — z września 2004 r. — sąd przychylił się do opinii Neckermann Polska Biuro Podróży, że rejestracja adresów zawierających choćby lekko zniekształconą nazwę tej firmy (nekermann.pl, neckerman.pl, nekerman.pl) włącznie z przekierowaniem na stronę innego biura podróży stanowi naruszenie praw Neckermann Polska Biuro Podróży przez warszawską firmę Marketing Services.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Spory o domeny trafiają do sądu