Syndyk Jelcza drze koty z Polskimi Autobusami

Paweł Janas
06-08-2008, 00:00

Spory o dokumentację, homologację i części blokują produkcję pojazdów. A to oznacza szybkie zwolnienia.

Spory o dokumentację, homologację i części blokują produkcję pojazdów. A to oznacza szybkie zwolnienia.

W styczniu sąd ogłosił upadłość Zakładów Samochodowych Jelcz z Grupy Zasada. Mimo to na zlecenie i za pieniądze spółki Polskie Autobusy (także należącej do Zasady), zakład utrzymał produkcję.

Do wykonania pozostały jednak tylko 23 autobusy i 12 nadwozi. 300-osobowej załodze, z czego 250 zatrudnionym bezpośrednio przy produkcji, zapewni to pracę do końca III kwartału. Co będzie dalej?

Wiele wskazuje, że nowych zleceń nie będzie, co oznacza tylko jedno — zwolnienia.

— Nie mamy potwierdzenia, że w organizowanych w IV kwartale krajowych przetargach będzie zapotrzebowanie na autobusy marki Jelcz. Badamy rynek, sprawdzając możliwości uzyskania zamówień, nie wszystko jednak od nas zależy — mówi Franciszek Gaik, prezes Polskich Autobusów.

Sytuacja jest jednak o wie- le bardziej skomplikowana. Do kontynuowania produkcji — zdaniem prezesa Gaika — potrzebna jest współpraca z syndykiem.

— Ta się jednak nie układa. Syndyk od kilku miesięcy wzywa nas np. do wydania dokumentacji technicznej jednego z produkowanych obecnie w Jelczu autobusów. Problem w tym, że jest ona własnością Polskich Autobusów. Mamy na to dokumenty. Sfinansowaliśmy także badania homologacyjne tego autobusu — podkreśla Franciszek Gaik.

To niejedyny powód ostrego sporu z syndykiem.

— Niezrozumiałe są dla nas treści pism skierowanych przez syndyka do dostawców części zamiennych, aby dostarczali je wyłącznie przez Jelcza, a nie jak dotąd na zamówienia lub poprzez naszą spółkę dy- strybucyjną. Załoga chce, byśmy zlecali produkcję autobusów na IV kwartał. Jak mamy to jednak zrobić? Kto kupi autobusy, jeżeli pojawiają się wątpliwości dotyczące dostępu do części zamiennych — twierdzi Franciszek Gaik.

Postawa syndyka z jednej strony nie dziwi. Obecnie trwa wycena majątku i ustalanie listy wierzytelności. Do sprzedaży prędzej czy później trafi najbardziej cenna część produkcyjna zakładu. Bez dokumentacji technicznej czy kontroli nad dystrybucją części trudno będzie znaleźć nowego inwestora. Syndyk nie chce jednak rozmawiać z prasą.

— Wszystkie sporne sprawy będziemy zapewne rozwiązywali przed sądem — ucina Marek Rybak, syndyk Jelcza.

Jelczańskie Zakłady Samochodowe powstały w 1952 r. Zorganizowano je w byłej niemieckiej fabryce broni. W 1995 r. spółkę przejął Sobiesław Zasada. Silna konkurencja po kilku latach doprowadziła do pogarszania się sytuacji finansowej zakładu. Poszukiwanie inwestora okazało się bezowocne. Oczekiwań nie spełniały także kolejne programy restrukturyzacji spółki. W 2003 r. wdrożono postępowanie układowe, co na kilka lat uchroniło Jelcza przed upadłością. Scenariusz upadłościowy został jednak zrealizowany w styczniu 2008 r.

Od początku istnienia do końca 2007 r. fabryka wyprodukowała ponad 253,5 tys. pojazdów, w tym ponad 63,5 tys. autobusów. W I półroczu tego roku nabywców w Polsce znalazły 73 autobusy marki Jelcz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Syndyk Jelcza drze koty z Polskimi Autobusami