Trzeba nauczyć się świata

opublikowano: 21-10-2022, 13:08
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Przy Francuzie ani słowa o religii, żadnego przytulania się do Niemca, Amerykaninowi pokaż granice — o międzynarodowej etykiecie w biznesie mówi Piotr Wielgomas, prezes firmy doradztwa personalnego Bigram.

Przeczytaj rozmowę i dowiedz się:

  • czym różni się francuska kultura biznesowa od amerykańskiej czy niemieckiej
  • jak uniknąć kawowego faux pas we Włoszech, a ubraniowego w USA
  • co nie powinno nas dziwić, gdy rozmawiamy o interesach z Hiszpanami
Różnica:
Różnica:
Podczas gdy w Europie większy szacunek okazuje się kobietom i starszym, w Ameryce choćby pozór faworyzowania jakiejś grupy jest źle widziany — twierdzi Piotr Wielgomas, szef Bigramu.

PB: Pamięta pan swoje pierwsze służbowe spotkania w środowisku międzynarodowym?

Piotr Wielgomas: Polskę od świata zachodniego dzieliła wtedy gospodarcza przepaść. W ostatnich dekadach została w dużym stopniu zasypana, ale jeszcze pod koniec lat 90. była bardzo widoczna. Ograniczony budżet często nie pozwalał nam bywać w wykwintnych restauracjach, zatrzymywać się w dobrych hotelach czy chodzić w szykownych garniturach. A są to rzeczy, które w biznesie mają duże znaczenie. Kolejną barierą były języki. Świetnie, że z Amerykanami i Brytyjczykami rozmawialiśmy po angielsku, ale np. Francuzi oczekiwali od nas znajomości francuskiego. Z tym bywało — i ciągle jeszcze bywa — dużo gorzej.

Szkoda, że w przeciwieństwie do dyplomatów ludzie biznesu nie przechodzą kursu międzynarodowej etykiety...

Uczymy się przez doświadczenie. Pierwszy raz, gdy jedliśmy homary czy ślimaki, może nam długo pozostać w pamięci. Gafy z czasem stają się anegdotami. Im jest im więcej, tym szybciej wchodzimy w specyfikę innych grup kulturowych. O kogokolwiek chodzi: Brytyjczyków, Amerykanów, Francuzów, ważne jest zbudowanie relacji, zaufania. Trzeba bliżej poznać daną osobę, dowiedzieć się czegoś na temat jej rodziny, podróży, hobby, tego, co lubi. Do tych informacji można nawiązywać w rozmowie. Oczywiście są tematy drażliwe, których zdecydowanie należy unikać, np. we Francji są to religia czy polityka. Zaprezentowanie zdecydowanych poglądów lub sprzecznych z przekonaniami interlokutora może być źle widziane i niepotrzebnie odciąga uwagę od spraw biznesowych.

Przydarzyła się panu jakaś wpadka?

Znam dobrze język angielski, słabiej francuski. Kiedyś przy Francuzach przeszedłem na ich język. Doszli do wniosku, że moja znajomość jest na tyle dobra, że zaczęli mówić po francusku bardzo szybko, używając terminologii biznesowej. Wróciłem więc do angielskiego, co było dla mnie krępujące. Po prostu przeceniłem swoje siły.

Błędy często dotyczą dress code’u...

W formalnych kontaktach z Amerykanami obowiązują garnitury, ale po zakończeniu części oficjalnej — dżinsy, koszulki i sportowe bluzy. Tymczasem pewnego razu całe spotkanie spędziłem w garniturze, wyraźnie odróżniając się od reszty towarzystwa. Jeszcze inaczej jest w Dolinie Krzemowej w Kalifornii, gdzie menedżerowie wysokiego szczebla na co dzień i od święta chodzą w T-shirtach i trampkach i bardzo łatwo pomylić prezesa z kurierem. W Europie może odchodzi się od krawatów, ale garnitur, marynarka to norma.

Chyba że chodzi o menedżerów i przedsiębiorców z Niemiec, którzy z krawatem się nie rozstają...

Tak, Niemcy są bardzo formalni. Ogromną wagę przywiązują nie tylko do ubioru, ale także do stopni naukowych. Jeśli ktoś ma tytuł doktora, należy to podkreślać. Dla nich duże znaczenie ma hierarchia, w przeciwieństwie do Amerykanów, którzy bez względu na stanowisko, wiek i płeć do wszystkich odnoszą się jednakowo. W USA przepuszczanie kobiet w drzwiach czy witanie się najpierw z kobietami, a dopiero potem z mężczyznami jest zupełnie niezrozumiałe. Lepiej nikogo nie faworyzować.

Prof. Zbigniew Lew-Starowicz mówił kiedyś, że będąc w Stanach Zjednoczonych, nie wsiada nawet do windy, gdy znajduje się w niej tylko jedna kobieta...

Tu mówimy o podejrzeniu molestowania seksualnego, a na tym punkcie Amerykanie są bardzo wrażliwi. USA trzeba się nauczyć. Tam liczy się szacunek dla prawa, szybkość działania, kompetencja. W cenie są też konkret, punktualność i responsywność — jeśli dostaliśmy biznesowego mejla, trzeba bez zwłoki odpowiedzieć. Pamiętajmy jednak, że jest to kraj wieloetniczny. Inaczej zachowują się osoby mające korzenie w Azji, inaczej pochodzące z Europy lub Ameryki Łacińskiej. Co się zaś tyczy WASP-ów, czyli Anglosasów wyznań protestanckich, którzy są solą amerykańskiego biznesu: z jednej strony są bardzo swobodni, ale z drugiej narzucają swój styl negocjacyjny. Należy postępować wobec nich asertywnie i klarownie prezentować swoje stanowisko.

To nie przypadek, że określenie wyścig szczurów kojarzy się przede wszystkim z korporacyjną Ameryką?

W USA panuje kultura indywidualizmu i rywalizacji. Dlatego amerykańscy menedżerowie na ogół sami podejmują decyzje, w przeciwieństwie do choćby Francuzów, którzy wolą to robić w grupie. Na ich ustalenia czeka się zwykle dłużej. Niemniej później biznes toczy się już szybko.

Poznaj program konferencji online “Komunikacja menedżerska”, 24 listopada 2022 >>

Z którymi nacjami najlepiej panu się pracuje?

Ze wszystkimi. Tym bardziej że narodowość w korporacjach schodzi zwykle na dalszy plan. We francuskiej firmie pracuje np. Szwajcar mający za przełożonego Anglika, a wiele czołowych stanowisk zajmują też Polacy. Niezależnie od wielości nacji i grup etnicznych francuska kultura znajduje jednak odzwierciedlenie w DNA tej organizacji. Z drugiej strony europejskie i amerykańskie przedsiębiorstwa dążą do międzynarodowej otwartości. Oczywiście nie zaciera to całkowicie różnic kulturowych. Jeśli Amerykanie szybko przechodzą na ty, z Francuzami relacje buduje się wolniej, ale później są one głębsze. Francuzi docenią to, że lubimy ich kuchnię i Operę Paryską oraz czytamy francuskie książki, natomiast dla Amerykanina nie ma znaczenia, czy jeździmy do USA i jemy hamburgery.

Kilka rad dla tych, którzy marzą o międzynarodowym biznesie lub światowej karierze…

Szybko podciągnęliśmy angielski do odpowiedniego poziomu. Często nawet mówimy bez ojczystego akcentu, co nie udaje się Francuzom czy Niemcom. Jeśli mamy współpracować z osobami spoza państw anglosaskich, warto jednak trochę nauczyć się ich języków. Reszta to kwestia wyrobienia, które wynika z częstych podróży, bywania w różnych krajach i środowiskach międzynarodowych. Wyjazdy pozwalają poznawać kulturowe niuanse, jak choćby to, że we Włoszech zamawianie po południu kawy z mlekiem to faux pas — wtedy pije się espresso. Obycie w świecie sprawia, że nie dziwimy się, gdy Hiszpanie i Portugalczycy przytulają i poklepują rozmówców, natomiast Niemcy zawsze trzymają dystans. Warto czytać książki o świecie i dużo podróżować, a sprawność w międzynarodowej komunikacji pojawi się naturalnie.

w tym tygodniu: „Różnice kulturowe w biznesie”

goście: Piotr Wielgomas – Bigram, Łukasz Rumowski – Arcus, Leszek Ślazyk – portal www.chiny24.com

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane