Tylko bankom przykręcono śrubę

Regulacje wprowadzone po upadku Lehman Brothers objęły tylko wycinek rynku finansowego. Czy dekadę po jesteśmy bezpieczniejsi?

W sobotę 15 września 2018 r. wypada 10. rocznica upadku amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Nie był jedyną instytucją, której potęga pękła jak bańka mydlana po tym, jak zaczęto zastanawiać się, co tak naprawdę stoi za amerykańskimi kredytami hipotecznymi i tworzonymi na ich bazie obligacjami. Żywot zakończył bank inwestycyjny Bear Stearns, faktycznym bankrutem okazało się też ubezpieczeniowe AIG, nie licząc mniejszych instytucji. To jednak Lehman Brothers stał się symbolem kryzysu, jaki błyskawicznie rozlał się ze Stanów Zjednoczonych na cały świat., skłaniając agendy państwowe do nieznanych wcześniej działań — zarówno po stronie uczestnictwa w rynku finansowym, jak i sfery regulacyjnej.

HISTORIA
SIĘ POWTARZA:
Zobacz więcej

HISTORIA SIĘ POWTARZA:

Historia pokazuje, że zawsze są jakieś Lehmany. Po nich pojawiaj się nowe regulacje, a po nich kolejne Lehmany — mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI. Fot. Marek Wiśniewski

Czy pomni tamtych doświadczeń i wyposażeni w nowe przepisy jesteśmy bezpieczniejsi?

— Niewiele się zmieniło. Po każdej aferze państwo wchodzi do gry i tworzy jakieś regulacje. I rzeczywiście nowych regulacji powstało mnóstwo — zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie. Dotyczą wymogów kapitałowych, dywidend, wypłat bonusów, rozdzielenia bankowości detalicznej od inwestycyjnej. Ale zwykle jest tak, że nowe regulacje tworzą nowe szanse obejścia systemu. Ludzie zawsze chcą zarabiać więcej niż na lokacie bankowej i nic tego nie zmieni. A kreatywność tych, którzy chcą obejść zasady, jest większa od tych, którzy chcą chronić potencjalne ofiary — komentuje Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI.

I wskazuje od razu konkretny przykład.

— Weźmy sprawę GetBacku. Spółka działała w środowisku regulowanym, a mimo to nie udało się zapobiec temu, że ludzie, którzy nie powinni nabywać jego obligacji stali się ich posiadaczami. Z niepublicznych emisji zrobiły się quasi publiczne, bo sprzedawane niemal non-stop. Wykorzystano furtkę, której nikt wcześniej nie otwierał, bo wszyscy traktowali serio samą ideę prywatnych emisji — tłumaczy Jarosław Niedzielewski.

Świat pozabankowy

Zdaniem Jarosława Niedzielewskiego działania podjęte w różnych krajach po upadku Lehman Brothers objęły nie tyle cały system finansowy, co jedną z jego głównych składowych jaką są banki. Nowe wymogi kapitałowe i będąc ich pochodną emisje akcji, obligacji podporządkowanych czy CoCosów (contingent convertible securities) sprawiły, że banki są instytucjami bardziej stabilnymi. Nie mogą nadmiernie rozdmuchiwać akcji kredytowej, jak i znanych sprzed lat instrumentów pozabilansowych.

— W zwykłych bankach ryzyko systemowe rzeczywiście zostało zmniejszone. Dlatego w najbliższym kryzysie to nie sektor bankowy będzie głównym winowajcą i ofiarą — uważa specjalista z Investors TFI. Zdaniem naszego rozmówcy, ryzyko może czaić się na rynku globalnego długu korporacyjnego, który mocno urósł w ostatniej dekadzie, naznaczonej niskimi stopami procentowymi. — Obligacje GetBacku sprzedawały się jak świeże bułeczki, ale tak jest nie tylko u nas. Emisji obligacji korporacyjnych jest mnóstwo na całym świecie i w dużej mierze nie są przeznaczone na inwestycje. Np. w Stanach Zjednoczonych są korporacje, które emitują papiery dłużne, by skupować akcje — mówi Jarosław Niedzielewski.

Jego zdaniem, od lat w zasadzie nic się nie zmienia w kwestii zasad, na jakich funkcjonują podmioty kreujące atmosferę zaufania do emitentów instrumentów finansowych. — Podstawą zaufania do obligacji opartych na kredytach subprime było to, że agencje ratingowe nadawały im odpowiednio wysoki rating. I te ratingi w ogóle się nie sprawdziły. Podobnie jak firmy audytorskie, które zawiodły już wiele lat wcześniej w sprawach Enronu i World Comu — podkreśla Jarosław Niedzielewski.

Zwraca też uwagę na zmianę pokoleniową i technologiczną, która powoduje, że pewne ryzyka mimo najlepszych chęci wymykają się krajowym nadzorom.

— Od upadku Lehman Brothers minęło 10 lat. Swoimi pieniędzmi dysponuje już nowe pokolenie. Tamtą sytuację zna tylko z opowiadań, a gotówką dysponuje równie ryzykownie, np. inwestując w instrumenty bazujące na nowopowstałym rynku kryptowalut. Takie nowe rynki nadzory krajowe dostrzegają z istotnym opóźnieniem, a jeśli funkcjonują tylko w wirtualnym świecie, są trudne do monitorowania — nie ma wątpliwości Jarosław Niedzielewski.

Zbieg okoliczności

Wielu Polakom upadek Lehman Brothers kojarzy się z nagłym wzrostem kursu franka szwajcarskiego, od którego uzależnione są ich kredyty hipoteczne. W efekcie KNF w praktyce wyeliminowała z rynku walutowe kredyty hipoteczne. Jarosław Niedzielewski uważa jednak, że tej zmiany nie można traktować jako lokalnego następstwa upadku Lehman Brothers.

— To tylko zbieg okoliczności. Trwała hossa na wszystkich rynkach wschodzących, a u nas dodatkowo mieliśmy hossę na nieruchomościach i bardzo umacniającego się złotego. Gdyby umocnienie waluty nie było tak znaczące, a trwała sama hossa na nieruchomościach, to ludzie braliby kredyty w złotych. Z tej samej przyczyny firmy popadły w kłopoty przez opcje walutowe. Tamten cykl koniunkturalny musiał się jakoś zakończyć. Gdyby uratowano Lehman Brothers koniec byłby zapewne mniej spektakularny, ale i tak bolesny. Tak czy owak złoty by stracił na wartości, a ceny nieruchomości poszłyby w dół — podsumowuje Jarosław Niedzielewski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Banki / Tylko bankom przykręcono śrubę