Urzędnicy udowodnili, że czas to pojęcie względne

Wiktor Krzyżanowski
16-08-2002, 00:00

Podpisującemu nie można ufać — taka informacja wyświetli nam się, gdy będziemy chcieli sprawdzić autentyczność autografu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego pod tekstem ustawy o podpisie elektronicznym. Mowa oczywiście o elektronicznej wersji ustawy — aby podkreślić historyczne znaczenie aktu prawnego dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce, prezydent złożył podpis odręczny oraz elektroniczny.

Dlaczego wciąż nie można ufać elektronicznemu podpisowi Aleksandra Kwaśniewskiego? Dlatego, że powoływane w ustawie instytucje wciąż nie istnieją. Skoro zaś nie ma głównego urzędu certyfikacji, który stworzyć miało Ministerstwo Gospodarki, firma, która umożliwiła prezydentowi złożenie e-podpisu, nie otrzymała wymaganego prawem certyfikatu. Konstrukcja ustawy jest bowiem taka, że na czele „drogi zaufania” stoi państwo, które certyfikuje firmy, sprzedające z kolei certyfikaty osobom, które chcą złożyć e-podpis. Państwo potwierdza, że osoba składająca elektroniczny podpis jest tą, za którą się podaje.

Najgorsze jest jednak to, że trudno znaleźć odpowiedzialnych za to, że dziewięć miesięcy po podpisaniu ustawy o podpisie elektronicznym jesteśmy wciąż w martwym punkcie. Ministerstwo Gospodarki zasłania się przepisami — w końcu ustawa wchodzi w życie dopiero dzisiaj. Gdyby urzędnicy i posłowie pomyśleli, można by skrócić vacatio legis niektórych jej zapisów, i dziś mielibyśmy nowe prawo, infrastrukturę publiczną i prywatną. A tak kilka miesięcy zejdzie na tworzeniu urzędów certyfikacji. Później będziemy czekać, aż ludzie uwierzą w nowe możliwości, jakie daje e-podpis. Jeszcze dłużej uczyć się zapewne będą urzędy. I w ten sposób z zapowiadanej rewolucji (technologicznej) zrobiono ewolucję.

Ale kto by dziś sobie zawracał głowę takimi sprawami jak budowanie społeczeństwa informacyjnego. Wybory samorządowe za pasem, rolnicy na ulicy, stoczniowcy linczują. To są prawdziwe problemy i prawdziwi wyborcy. Jakieś tam technologiczne fanaberie wprowadzamy, bo musimy. Po raz kolejny jednak okazuje się, że urzędnicy w tym kraju nie rozumieją, że wiedza stała się podstawą walki konkurencyjnej współczesnych, globalnych gospodarek. Dlatego kraje Zachodu z takim zaparciem budują społeczeństwa informacyjne. A nad Wisłą wciąż panuje odczucie, że cała ta informatyka to tylko slogany i gadżety.

Przed dziesięcioma miesiącami pisaliśmy, że oto powstają ramy do tworzenia e-gospodarki w Polsce. Że biznesmeni będą mieli łatwe życie, a do urzędów w ogóle nie trzeba będzie chodzić. To wszystko prawda. Znów jednak ludzie, którzy co miesiąc zgłaszają się do publicznej kasy, nie odrobili lekcji. A podatnicy płacą.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Krzyżanowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Urzędnicy udowodnili, że czas to pojęcie względne