USA obawiają się chińskiej bazy w Kambodży

Kambodżański kurort i strefa inwestycyjna Dara Sakor może się stać bazą chińskiej marynarki, ostrzegają amerykańscy stratedzy wojskowi.

Niepokoi ich skala i charakter inwestycji na tym wspieranym przez Państwo Środka obszarze, rozciągającym się na jedną piątą kambodżańskiej linii brzegowej i obejmującym powierzchnię równą połowie powierzchni Singapuru. Dzierżawiąca teren chińska spółka oprócz rozbudowy luksusowego ośrodka wypoczynkowego planuje w Dara Sakor budowę portów lotniczego i morskiego, elektrowni, kompleksu przemysłowego i doprowadzenie szybkiej kolei.

Może nie zwróciłoby to uwagi Amerykanów, gdyby nie fakt, że w regionie jest już działające lotnisko. Projektowany port lotniczy jest obliczony na przyjmowanie 10 mln pasażerów rocznie, dwukrotnie więcej niż lotnisko w stołecznym Phnom Penh (dodatkowo port morski będzie mógł przyjmować nawet największe jednostki, co w ośrodku wypoczynkowym nie ma sensu).

— Taki kompleks z dnia na dzień mógłby się stać bazą marynarki wojennej — komentuje Vinayak Bhat, były pułkownik armii Indii, które także są zaniepokojone inwestycją.

Plany co do Dara Sakor wpisują się w szerszy proces budzącej opór USA i większości krajów regionu ekspansji Państwa Środka na Morzu Południowo-Chińskim i dalej w stronę strategicznych z punktu widzenia globalnego handlu cieśnin łączących je z Oceanem Indyjskim.

Amerykanie podejrzewają, że Chińczycy dążą nie tylko do zwiększenia obecności wojskowej w Kambodży, ale i do wykorzystania inicjatywy nowego Jedwabnego Szlaku do lokowania baz na Sri Lankce, w Pakistanie czy Birmie. Powstała już baza w Dżibuti, a Kambodża, w której trzy czwarte zagranicznych inwestycji pochodzi z Chin, wyrasta na najlojalniejszego sojusznika Państwa Środka w regionie.

— Baza morska w Kambodży ułatwiłaby chińskiej marynarce operowanie na wodach otaczających Południowo-Wschodnią Azję — zaznacza Charles Edel, były urzędnik Departamentu Stanu USA.

Paradoksalnie w poszerzaniu wpływów w regionie pomógł Chinom Donald Trump, zauważa agencja Bloomberg. Prezydent USA wielokrotnie publicznie podważał korzyści z utrzymywanych od lat sojuszy w regionie i na świecie, a to może popychać część krajów w objęcia Pekinu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski, BLOOMBERG

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu