Walka o polskie świnie

Niemcom udało się odbudować pogłowie trzody chlewnej. Polska powinna pójść w ich ślady.

Po każdym kolejnym kwartale mięsne spółki tłumaczą akcjonariuszom, dlaczego wyniki nie są zadowalające. Spada pogłowie trzody chlewnej, co przekłada się na wzrost cen surowca. Firmy mają do wyboru: przestawienie się na tańszy import albo drogie zakupy w kraju kosztem rentowności, która — według danych GUS — sięgnęła w ubiegłym roku 1,5 proc.

Część firm bankrutuje — w 2012 r. upadły PMB Białystok i Grupa MAT, inne się restrukturyzują i zmieniają strategię. Ratunkiem dla branży ma być „Strategia odbudowy i rozwoju produkcji trzody chlewnej w Polsce do 2030 r.”, która powstaje przy udziale m.in. Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej Polsus i Związku Polskie Mięso. Celem jest zwiększenie pogłowia z 12 do 20 mln sztuk w ciągu 10 lat.

— Strategia powstanie do końca 2013 r. i chcemy, żeby później stała się dokumentem resortu rolnictwa — deklaruje Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. Krajowa produkcja trzody chlewnej spadła w 2011 r. do najniższego poziomu od prawie 50 lat i lepiej, przynajmniej na razie, jednak nie będzie.

— Pogłowie trzody chlewnej w przyszłym roku raczej dalej będzie spadać z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy to wysokie ceny pasz, które wzrosły w ciągu dwóch lat o 38 proc. Drugi to wchodzące w życie od stycznia 2013 r. ostrzejsze wymogi utrzymania loch prośnych [które są podstawą przyszłej produkcji — red.] — twierdzi Michał Koleśnikow, analityk rynków rolnych w Banku BGŻ.

— Rolnicy zajmują się tym, na czym mogą lepiej zarobić. Jeśli są duże zwyżki cen zbóż, wygodniej im sprzedać je na rynku, niż karmić nim trzodę — dodaje Paweł Sobków, wiceprezes Zakładów Mięsnych Henryk Kania. W efekcie z ponad 660 tys. gospodarstw utrzymujących trzodę jeszcze w 2007 r. zostało ich w 2010 r. 400 tys. (dane GUS). Ponad 2,7 tys. z nich to gospodarstwa utrzymujące co najmniej 500 świń.

— Odpowiadają one za jedną trzecią pogłowia — to odsetek znacznie mniejszy niż w zachodniej Europie — mówi Michał Koleśnikow.

Część zakładów mięsnych uważa, że przyczyną kłopotów jest rozdrobnienie hodowców. — W Danii hodowców jest ok. 4 tys., czyli 100 razy mniej niż u nas. Przy tak dużej liczbie podmiotów niemożliwe jest uzyskanie jak najniższych kosztów produkcji — mówi Witold Choiński.

Zdaniem Witolda Choińskiego, przykład możemy brać z Niemiec, które jeszcze pięć lat temu były importerem netto, a dzisiaj mają nadwyżkę w eksporcie m.in. dzięki sprzedaży do Polski.

— Jedną z poważnych barier odbudowy pogłowia jest sytuacja legislacyjna. Fermy posiadające powyżej 2 tys. stanowisk dla świń muszą uzyskać tzw. pozwolenie zintegrowane, które wymaga wielu uzgodnień i praktycznie każdy np. przyszły sąsiad takiej inwestycji jest ją w stanie zablokować. Inną kwestią pozostaje opłacalność takiej hodowli, czyli ceny tucznika, ale to kwestia zrobienia odpowiedniego biznesplanu — mówi Roman Miler, wiceprezes PKM Duda.

— Temat ratowania pogłowia doczekał się setek stron opracowań, a to, co można doradzić na poziomie ogólnym, to wszelkie działania wspierające budowę efektywnych, czyli najczęściej dużych ferm, czy pomagające w rozwoju mniejszych, dobrze rokujących gospodarstw. Warto wspierać przedsięwzięcia służące zwiększaniu efektywności produkcji oraz poprawieniu parametrów jakościowych żywca i mięsa. Istotne może być również lepsze zorganizowanie producentów żywca i mięsa w celu wypracowania jednego, spójnego programu promocji — dodaje Michał Koleśnikow.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy