Wyczyn heroiczny, styl komercyjny

opublikowano: 17-01-2021, 13:26

Każda twierdza broni się po to, by kiedyś wreszcie się poddać, ale na honorowych warunkach. Ta militarna maksyma idealnie pasuje do skomentowania zwycięstwa człowieka nad naturą.

W sobotę 16 stycznia 2021 r. wreszcie poddał się zimą drugi – nad poziomem morza, bo w samym masywie najwyższy i najtrudniejszy – szczyt świata K2. Pakistańsko-chińska góra o wysokości bezwzględnej 8611 m bije w skali trudności nepalsko-chiński Mount Everest, któremu zmierzono ostatnio 8848,86 m. Ale ten wystaje z łańcucha sąsiadów, leży na 28. stopniu szerokości północnej i jest osłonięty od północy Tybetem, natomiast K2 stoi samotnie i jego ściany spadają po 3 km we wszystkie strony. Od 1954 r. morderczy szczyt zdobyło już 316 wspinaczy, ale 86 zginęło (najnowsza tragedia rozegrała się w sobotę w niższej partii, w cieniu triumfu na górze), co daje tzw. wskaźnik śmiertelności aż 0,27. Zimą decydujące znaczenie ma położenie K2 na 36. stopniu i nieosłonięcie od bezkresu Chin oraz Syberii. To północna baszta zamczyska Karakorum/Himalaje, w którą uderzają syberyjskie wichry o prędkości 200 km/h.

Morderczy K2 zdobyty został zimą przez Szerpów dopiero 41 lat po tym, gdy takiego wyczynu na Mount Evereście dokonali Polacy.

Pokrzepiająca dla ludzkości jest okoliczność, komu udało się przełamać barierę zimowej niemożności. K2 zdobyła doskonale przygotowana, zwarta ekipa 10 nepalskich Szerpów. Zaryzykowali życiem, wchodząc na szczyt solidarną dziesiątką z nepalskim hymnem tuż przed zmrokiem i schodząc po nocy. Wykorzystali trzydniowe okno pogodowe, w którym temperatura na górze naturalnie sięgała minus 50 stopni, ale wiało zaledwie… 20 km/h. Himalajscy górale przez kilkadziesiąt lat zyskali status wynajmowanych tragarzy. Zaczęło się od zdobycia Everestu w 1953 r., którego dokonał zespół Edmund Hillary i Tenzing Norgay, ale światowe laury zbierał Nowozelandczyk, natomiast partner otrzymał status „jego Szerpy”. Czasy się jednak zmieniły, górale połączyli swoje naturalne predyspozycje z doświadczeniem, organizując własną wyprawę w Pakistanie. Dobrym punktem odniesienia są rajdy samochodowe, gdzie pierwszoplanową postacią jest kierowca, zaś pilot tylko tłem – oto himalajscy piloci przejęli kierownicę. Ich wyczyn na K2 to bezdyskusyjny heroizm, chociaż jego wartość sportową obniża użycie butli z tlenem, będące standardem wypraw komercyjnych. Ortodoksyjni himalaiści uważają to niemal za doping, przeliczając użycie tlenu na obniżenie osiągnięcia o 1500– 2000 metrów. Notabene nie jest jeszcze jasne, czy jeden ze zdobywców K2, silny i doskonale zaaklimatyzowany Mingma Gyalje, wszedł (jak zapowiadał) bez tlenu – wtedy sukces również sportowy byłby już stuprocentowy.

Biedny Nepal uczynił z opłat za wspinaczki w Himalajach ważną pozycję budżetową. Pakistan w Karakorum postępuje podobnie, chociaż dla niego to myto nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Podejmowane przez Nepalczyków wysiłki, by Union Internationale des Associations d'Alpinisme (UIAA) awansowała sześć bocznych, niższych wierzchołków ośmiotysięczników do rangi samodzielnych szczytów nie mogą jednak dziwić. Po takiej zmianie tzw. korona Himalajów/Karakorum rozrosłaby się z 14 do 20 wyzwań — pasmo nepalskie miałoby 15, a pakistańskie 5. Chodzi oczywiście o rozładowanie komercyjnych kolejek i zwiększenie dochodów. UIAA trzyma się reguły, że o uznaniu wierzchołka decyduje tzw. wybitność – musi on wyraźnie wyrastać co najmniej 500 m od ośmiotysięcznika już uznanego, zaś żadna z nowych propozycji tego warunku nie spełnia. Po sobotnim triumfie na K2 można się jednak spodziewać, że dumny Nepal idąc za ciosem… samodzielnie mianuje nowe ośmiotysięczniki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane