Z pałkami pod gawrę agresywnego niedźwiedzia

opublikowano: 10-09-2019, 22:00

Liczą się tylko sojusze realne, a nie iluzoryczne — uznali uczestnicy panelu militarnego, zorganizowanego podczas krynickiego forum

Krynicki panel „Czy światu grozi nowy wyścig zbrojeń?” należał do bloku „Polityka międzynarodowa”, którego rozszerzanie potwierdza ambicje organizatorów forum. Jego wartością dodaną było zróżnicowanie panelistów, w tym udział reprezentanta drugiej strony militarnego frontu. Dywersyfikacja poglądów zawsze podnosi jakość debaty w zestawieniu z jednostronnością, gdy przekonani przekonują przekonanych.

O intensyfikacji wyścigu zbrojeń atomowych i konwencjonalnych
debatowali fachowcy (od lewej): August Żywczyk (moderator, Polska), Barbara
Gallo (Włochy), Igor Korotczenko (Rosja), Maxime Lebrun (Estonia), Witold
Repetowicz (Polska) i Vakhtang Charaia (Gruzja).
Zobacz więcej

WOJNA I POKÓJ:

O intensyfikacji wyścigu zbrojeń atomowych i konwencjonalnych debatowali fachowcy (od lewej): August Żywczyk (moderator, Polska), Barbara Gallo (Włochy), Igor Korotczenko (Rosja), Maxime Lebrun (Estonia), Witold Repetowicz (Polska) i Vakhtang Charaia (Gruzja). Fot. WM

Moderator panelu August Żywczyk, dyrektor specjalistycznego portalu Defence24, naturalnie rozpoczął od problemu wygaśnięcia traktatu INF (Intermediate-range Nuclear Forces), podpisanego w 1987 r. przez amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana i radzieckiego sekretarza generalnego Michaiła Gorbaczowa. Było to pierwsze i — co ważne — skuteczne porozumienie o likwidacji całej klasy broni atomowej średniego i pośredniego zasięgu. Do 1991 r. po stronie amerykańskiej zniszczono 846 rakiet, a po radzieckiej aż 1846.

Realna perspektywa konfliktu

Paneliści zwrócili uwagę na kilka okoliczności, ważnych dla obecnego stanu światowego bezpieczeństwa.

Po pierwsze — traktat INF zdezaktualizował się już wiele lat temu, po przejściu naszej części Europy z rozwiązanego Układu Warszawskiego pod skrzydła Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO).

Po drugie — w obecnych realiach politycznych i technologicznych absolutnie błędne jest analizowanie jedynie relacji USA i Rosji, albowiem także w klasie pocisków międzykontynentalnych coraz więcej mają do powiedzenia inne państwa atomowe: Chiny, Wielka Brytania, Francja, Indie, Pakistan, przypuszczalnie Izrael, a na pewno awanturnicza Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna.

Po trzecie — słusznie obawiając się zagrożenia atomowego, zbyt mało uwagi przywiązujemy do rozkręconego wyścigu zbrojeń konwencjonalnych. Przecież bez przerwy konstruowane są coraz lepsze rakiety z coraz silniejszymi głowicami tradycyjnymi, czego dowodem jest np. uderzeniowa siła (wcale nie atomowa) Iranu. Bezdyskusyjnie jednak wygaśnięcie INF, nawet archaicznego, będzie miało bardzo niekorzystny wpływ na ogólne poczucie bezpieczeństwa ludzkości, ponieważ perspektywę konfliktu atomowego przenosi z poziomu teoretycznego na w pełni wyobrażalny.

Rosja nie nakręci spirali atomowej

Wśród zatroskanych cywilnych ekspertów militarnych najbardziej łagodzący — chociaż pozornie — nastroje okazał się głos… pułkownika, co prawda już w rezerwie. Igor Korotczenko, redaktor naczelny rosyjskiego miesięcznika „Nacjonalnaja Oborona”, powtórzył obowiązkowe tezy propagandy Kremla. Notabene od trzech dekad z Moskwy nigdy nie przyjeżdżają do Krynicy-Zdroju członkowie rządu, natomiast bywają wpływowi zausznicy i eksperci.

Pułkownik Korotczenko stwierdził, że po wejściu państw naszego regionu do NATO absolutnie nie nastąpiło przekierowanie rosyjskich rakiet, ponieważ Moskwa nie ma u nas jakichkolwiek celów militarnych. Iskandery stacjonujące tuż za miedzą w obwodzie kaliningradzkim nie celują zaś w Polskę czy Litwę. Po sali od razu rozniosła się teza, że w takim razie w… bałtyckie dorsze, no bo w coś muszą. Według gościa z Moskwy wszystko się zmieni, gdy Amerykanie rozgoszczą się na terytorium Polski już na stałe.

Wtedy wzięcie na cel wrogich z punktu widzenia Rosji obiektów będzie oczywistością, zgodnie z militarną logiką. Pułkownik w taki sposób przebił piłkę na naszą stronę, stwierdzając, że amerykańskie stałe bazy per saldo nie zwiększą bezpieczeństwa Polski, lecz stanie się odwrotnie. Jednocześnie zadeklarował, że Rosja nie pójdzie śladem Związku Radzieckiego i nie nakręci spirali globalnego wyścigu zbrojeń atomowych.

Rosyjski Miszka nie jest pacyfistą

Sedno militarnego panelu obrazowo przywołane zostało w tytule. Wysłannik Kremla uspokajał, że potężny niedźwiedź chce spać spokojnie, ale może mu zabraknąć cierpliwości, gdy przed gawrą sąsiedzi będą prowokowali go wymachiwaniem pałkami. Witold Repetowicz, ekspert Defence24, odpowiedział pytaniem retorycznym — a jakie szanse na przetrwanie w sąsiedztwie gawry agresywnego niedźwiedzia mieliby słabsi sąsiedzi, gdyby nie mieli żadnych pałek?

Przypomniał przypadek Ukrainy, która po uzyskaniu w 1991 r. niepodległości równie naiwnie co pochopnie pozbyła się należnej jej części radzieckiego arsenału jądrowego. Prawie ćwierć wieku później bardzo źle na tym wyszła. Pacyfizm wielkiego sąsiada z północy najlepiej poznał z bliska Vakhtang Charaia, dyrektor z uniwersytetu w Tbilisi. Na podstawie doświadczeń Gruzji z 2008 r. stwierdził, że Rosji absolutnie wierzyć nie wolno, ponieważ nawet jeśli jej rakiety nie są gdzieś wycelowane, to za chwilę będą.

Zwrócił też uwagę na konieczność zawierania realnych sojuszy militarnych. Zagarnięcie przez agresywną Rosję 11 lat temu terytoriów Abchazji i Osetii Południowej potwierdziło iluzoryczność gwarancji Organizacji Narodów Zjednoczonych, a także Unii Europejskiej. Niestety, droga górzystej Gruzji do obiecywanego jej przez NATO od lat pełnego członkostwa wciąż wiedzie pod polityczno-decyzyjną górkę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu