Za fiskalizm i tak zapłaci pacjent

Rozmawiała Ewa Szarkowska
opublikowano: 27-01-2011, 00:00

Dla większości graczy na rynku leków w Polsce kluczowym wydarzeniem 2011 r. będzie ostateczny kształt ustawy o refundacji.

Rozmowa z Cezarym Śledziewskim, prezesem Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego

Dla większości graczy na rynku leków w Polsce kluczowym wydarzeniem 2011 r. będzie ostateczny kształt ustawy o refundacji.

Od kilku lat krajowi producenci leków domagają się uporządkowania zasad refundacji leków z publicznych środków. Dlaczego ustawa refundacyjna jest tak potrzebna?

Cezary Śledziewski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego: Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego od kilku lat wspiera wszystkie ekipy ministerialne, niezależnie od barwy władzy, w działaniach zmierzających do uporządkowania rynku leków w Polsce. Pierwszy próbował to zrobić w 2005 r. Marek Balicki — powstały wtedy założenia do ustawy. Konkretny projekt ustawy zmieniającej obecne zasady trafił do Sejmu, kiedy ministrem zdrowia był prof. Zbigniew Religa. Niestety, prac nad tym dokumentem nie sfinalizowano, bo rozwiązano parlament. Tak więc projekt ustawy refundacyjnej przygotowany przez ekipę minister Ewy Kopacz to już trzecia próba dokonania koniecznych zmian w obecnym systemie. Warto podkreślić, że wszystkie trzy ekipy, szukając rozwiązań cenowych, obierały ten sam kierunek i my się z tym kierunkiem zgadzamy.

Ustawa refundacyjna, nad którą obecnie pracuje Sejm, jest na pewno potrzebna, bo w sposób istotny porządkuje rynek. Zawiera wiele ważnych — także dla krajowego przemysłu farmaceutycznego — rozwiązań, które wpłyną na wzrost przejrzystości systemu, uczynią go bardziej uczciwym. Przede wszystkim wprowadza jednakowe ceny na leki refundowane w aptekach oraz zakazuje stosowania niejawnych rabatów, co wprowadzi uczciwą konkurencję.

Jako związek uważacie jednak, że ustawa wymaga kilku poważnych zmian. Dlaczego?

Bardzo niepokoi nas nadmierny, nieuzasadniony fiskalizm. Zawarte w projekcie rozwiązania nie przyniosą korzyści pacjentom, ale za to mocno uderzą w krajowy przemysł farmaceutyczny. Pierwsza sprawa — system zwrotów (payback). Projekt przewiduje, że jeśli globalne wydatki NFZ na refundację leków przekroczą 17 proc. budżetu płatnika na wszystkie świadczenia zdrowotne, nadwyżkę będą musieli pokryć w 100 proc. wytwórcy leków, w tym także firmy produkujące generyki. To będzie eksperyment na skalę europejską, bo tak restrykcyjnego systemu zwrotu, jaki zaproponowano w projekcie ustawy, nigdzie nie ma.

W większości krajów, gdzie działa system zwrotów — jest ich zaledwie kilka — polega on na podpisywaniu umów pomiędzy ubezpieczycielem (płatnikiem) a firmami farmaceutycznymi. Ale tam firmy pokrywają przekroczenie budżetu oszacowanego na podstawie liczby chorych i kosztów leków, a nie — jak zaproponowano u nas — na podstawie z góry założonego procentowego poziomu wydatków na leki. Poza tym, z reguły ze zwrotów wyłączone są leki generyczne, które z definicji przynoszą oszczędności dla systemu. Jedynym krajem, w którym system zwrotów obejmuje generyki (a i to nie wszystkie), są Węgry. Ale tam się mówi o podziale ryzyka pomiędzy firmą i funduszem, jeśli nadwyżka nie przekroczy 10 proc. U nas zakłada się, że producenci będą płacić od razu 100 proc.

Projekt zakłada 3-procentowy odpis na stworzenie dla Agencji Oceny Technologii Medycznych funduszu, który ma być przeznaczony na prowadzenie niezależnych badań. To rozwiązanie także nie podoba się krajowym producentom leków.

Bo to oznacza de facto nowy 3-procentowy podatek obrotowy płatny z zysku. Naszym zdaniem to poważne obciążenie dla krajowych firm, bo ich rentowność netto wynosi 6,4 proc. Jeśli nowy podatek wejdzie w życie, będą musiały szukać oszczędności.

Nasze wątpliwości budzi też kwestia przeznaczenia tych pieniędzy. Z uzasadnienia resortu zdrowia wynika, że AOTM ma wydawać je na prowadzenie badań, które — naszym zdaniem — byłyby powtórzeniem badań klinicznych prowadzonych przez koncerny farmaceutyczne. W dyrektywie UE jest wyraźnie powiedziane, że nie powtarza się badań, bo to jest nieetyczne. Poza tym badania kliniczne dotyczą tylko nowych leków innowacyjnych. Nie widzimy więc powodu, żeby przemysł generyczny składał się na badania, dzięki którym nowe leki koncernów farmaceutycznych będą wchodziły na rynek. Jeżeli badania rzeczywiście trzeba zrobić, to powinien za nie płacić ten, kto opracował lek, który jest badany.

Wspomniał pan, że projekt ustawy ogranicza wydatki płatnika na leki refundowane do 17 proc. rocznych wydatków NFZ na świadczenia zdrowotne. Dlaczego uważacie, że to także uderzy w kondycję krajowych wytwórców leków?

Nasze poważne zastrzeżenia budzi określenie wysokości nakładów na leki na poziomie 17 proc. Jak twierdzi resort zdrowia, wyliczono to na podstawie średniej w krajach OECD. Tylko dlaczego nie uwzględniono relacji do naszego PKB? Obecnie w Polsce wydajemy ze środków publicznych na leki 96 USD na osobę, nasi najbliżsi sąsiedzi wydają 2,5 razy więcej, a średnia OECD to prawie 300 USD rocznie. Jeśli więc chodzi o wydatki publicznych pieniędzy na leki, jesteśmy na szarym końcu w UE. W stosunku do PKB, jeśli średnią UE przyjąć za 1 — my wydajemy na leki 0,6.

W skład tak błędnie ustalonego budżetu wchodzą nieograniczone żadnymi limitami wydatki na chemioterapię i programy terapeutyczne, które w ostatnich latach rosły bardzo dynamicznie: o 40-50 proc. rocznie. Wyodrębnia się także rezerwę na leki nowe, w domyśle drogie, produkowane przez zagraniczne koncerny innowacyjne. To, co pozostanie, będzie przeznaczone na refundację już stosowanych leków aptecznych. Jeśli odejmiemy pierwsze trzy elementy, okazuje się, że środki na refundację leków aptecznych, w których 60 proc. stanowią tańsze generyki, gwałtownie zmaleją. A przecież w ciągu najbliższych 3-4 lat wiek 65 lat osiągnie pokolenie wyżu demograficznego. Oznacza to, że pojawi się około 1 miliona osób, które z racji schorzeń występujących w tym wieku, codziennie zażywają leki. Ta populacja będzie gwałtownie rosła (o 1 mln osób w ciągu 4 lat).

Jakie zmiany — zdaniem Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego — należy wprowadzić do obecnego projektu ustawy?

Postulujemy usunięcie z ustawy 17-procentowego limitu wydatków na refundację leków. Kwoty powinny być określane co roku przez ministra zdrowia i NFZ — tak jak obecnie. Uważamy, że trzeba wprowadzić receptariusz, który pozwoli skutecznie kontrolować popyt na leki. Przemysł krajowy nie napędza popytu na leki, popyt tworzy recepta. Niemal we wszystkich krajach unijnych wprowadzane są zalecenia terapeutyczne dla lekarzy, będące — po pierwsze — wskazówką do ordynacji leku właściwego na dane schorzenie, a po drugie — tańszego.

Postulujemy, żeby leki generyczne w ogóle zostały wyłączone z systemu zwrotów, czyli pokrywania nadwyżki budżetowej. A jeżeli już ma obowiązywać payback, to należałoby zawierać indywidualne umowy z producentami na konkretne leki, w których ustalano by podział ryzyka między płatnikiem, a firmą, np. 50 na 50.

Jeśli chodzi o 3-procentowy podatek obrotowy, to, naszym zdaniem, powinni go płacić wyłącznie ci producenci, którzy będą korzystali z badań AOTM. Proponujemy też wprowadzenie odpisów od podatku kwot wydanych przez firmę na badania, a więc stymulujących rozwój tej branży.

Co się stanie, jeśli ustawa refundacyjna nie uwzględni tych postulatów i wejdzie w życie w obecnym kształcie?

Minister zdrowia zostanie w świetle prawa zwolniony z odpowiedzialności za decyzje dotyczące określenia publicznych wydatków na leki refundowane. Dla mnie jest to sytuacja dziwna, bo prowadzenie polityki lekowej i decydowanie o budżecie na leki, jak również na inne świadczenia zdrowotne, jest konstytucyjnym obowiązkiem ministra zdrowia.

Może ustawodawca nie zdaje sobie sprawy, ale proponowane zapisy spowodują, że koszty wynikające z przekroczenia zamrożonego budżetu na leki, w tym także innowacyjne, będą pokrywać głównie firmy generyczne produkujące najtańsze leki. Czyli takie, które są w szerokim użyciu przez społeczeństwo — na główne choroby cywilizacyjne. Zatem będziemy finansowo karani za to, że dajemy budżetowi oszczędności rzędu 7 mld zł rocznie. Dzięki umiejętnym negocjacjom przed wejściem do Unii Europejskiej mamy bowiem w Polsce tańsze odpowiedniki leków, które w krajach "starej" Unii chronione są jeszcze patentami.

Jak się zachowają przedstawiciele krajowego przemysłu, jak będą się bronić?

Trudno w tej chwili to przewidzieć. Nowe obciążenia fiskalne przyniosą na pewno negatywne skutki dla całej gospodarki. Zahamują rozwój inwestycji oraz spowodują drastyczne cięcia wydatków na badania i rozwój krajowej branży farmaceutycznej. Pociągnie to za sobą redukcje zatrudnienia, zahamowanie eksportu, mniejsze podatki płacone do budżetu państwa. Negatywnie odbije się także na kondycji instytucji naukowo-badawczych. Żeby przemysł farmaceutyczny mógł funkcjonować, musi się rozwijać, musi wprowadzać na rynek nowoczesne leki generyczne.

Krajowi wytwórcy to rozumieją i obecnie w zasadzie większość zysku reinwestują albo w nowe urządzenia, albo w badania nad nowymi lekami, również biotechnologicznymi. Jeżeli ta machina zostanie zatrzymana, to krajowy przemysł straci konkurencyjność. Wartość tych przedsiębiorstw na rynku spadnie i staną się łakomym kąskiem dla zagranicznej konkurencji. A wtedy zamiast nowoczesnych wytwórni produktów medycznych będziemy mieli w Polsce tylko pakownie importowanych leków.

Rozmawiała

Ewa Szarkowska

Ważne dane Polski rynek farmaceutyczny to rynek wielkich liczb

W Polsce leki należą do najtańszych w Europie, ale mimo to Polacy ponoszą najwyższe dopłaty do leków refundowanych. Według OECD Health Data 2009, polski pacjent partycypuje w kosztach leków refundowanych w 30 proc., węgierski w 20 proc., słowacki w 13 proc., a niemiecki zaledwie w 7 proc.

22,3

mln zł Tyle wyniosła wartość (szacowana w cenach hurtowych netto) polskiego rynku farmaceutycznego w 2010 r., wynika z najnowszych danych IMS Health. Rynek zamknął 2010 r. dynamiką na poziomie 3,9 proc. Największy wzrost odnotowano w II i III kwartale — odpowiednio 6 i 8 proc. Słabiej wypadły I i IV kwartał, które według analityków musiały mierzyć się z efektami paniki i większymi zakupami leków, jakie w IV kwartale 2009 r. wywołała wizja epidemii grypy.

461

mln zł Tyle planują wydać w 2012 r. krajowe firmy farmaceutyczne na badania i rozwój, w tym na opracowanie nowych leków generycznych.

Wojciech Kuźmierkiewicz: Firma będzie wchodziła w system paybacku niezależnie od tego, czy sprzeda 10, czy 100 tys. opakowań leku w ciągu roku. Jeśli sprzeda tyle samo co w roku poprzednim, też wejdzie w system zwrotów.

wiceprezes zarządu PZPPF

3

mld EUR Tyle mogłyby zaoszczędzić dodatkowo kraje europejskie, gdyby leki generyczne wchodziły na rynek bez opóźnień — wynika z badań Dyrekcji Generalnej ds. Konkurencji Komisji Europejskiej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiała Ewa Szarkowska

Polecane