Zadyszka stulatka

opublikowano: 25-10-2018, 22:00

Za trzydzieści parę lat, jak dobrze pójdzie, w kiosku Ruchu kupię „Świat”, „Forum” nie będzie…

W piosence z 1967 r. Jan Pietrzak tak widział realia „wielkiego roku 2000”, które wtedy były futurologią. W zacytowanym fragmencie wymienił trzy podmioty i częściowo w ich losy trafił. Znakomity, jak na realia PRL, tygodnik ilustrowany „Świat” został polityczną decyzją zlikwidowany w 1969 r. na fali antysemickich czystek pomarcowych. Przedrukowujące artykuły z prasy światowej „Forum” wykazało natomiast zdumiewającą żywotność i nadal dobrze się ma, ukazując się w wersji papierowej co dwa tygodnie. Wreszcie Ruch — pół wieku temu kiosk tej firmy był na ulicach polskich miast taką samą oczywistością, jak np. apteka czy sklep z pieczywem. Współczesna spółka Ruch trwa, chociaż… Jej bardzo trudnej sytuacji poświęcamy końcowe akapity, które uzasadniają, czemu postanowiliśmy objąć dołującą firmę cyklem „Było, nie minęło”.

Solidna firma. Wzniesiona od podstaw w centrum Warszawy funkcjonalna siedziba Ruchu naturalnie tworzyła wizerunek spółki i wzbudzała zaufanie klientów. Niestety, zawieruchy wojennej gmach nie przetrwał.
Wyświetl galerię [1/6]

Solidna firma. Wzniesiona od podstaw w centrum Warszawy funkcjonalna siedziba Ruchu naturalnie tworzyła wizerunek spółki i wzbudzała zaufanie klientów. Niestety, zawieruchy wojennej gmach nie przetrwał. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, Ruch

Symboliczna kolebka niepodległości

Istnieje także ważny powód historyczny, uzasadniający publikowanie tekstu o Ruchu w „PB Weekendzie” właśnie przed 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Otóż spółka akcyjna Polskie Towarzystwo Księgarni Kolejowych Ruch powołana została 17 grudnia 1918 r., czyli zaledwie miesiąc po odrodzeniu się Rzeczypospolitej. Pierwszy kiosk uruchomiła zaś na peronie Dworca Wiedeńskiego w Warszawie (obecnie znajduje się w tym miejscu stacja Warszawa Śródmieście), na którym 10 listopada 1918 r. wysiedli z pociągu zwolnieni z twierdzy w Magdeburgu brygadier Józef Piłsudski i pułkownik Kazimierz Sosnkowski. Wspólnota korzeni niepodległej Polski i Ruchu — nie tylko co do czasu, lecz nawet co do miejsca — ma niezwykłą wręcz symbolikę.

Towarzystwo Ruch utworzyli, z kapitałem zakładowym 10 tys. koron austriackich, Jan Gebethner i Jakub Mortkowicz, znani warszawscy księgarze. Działalność spółki oparli na nowoczesnym formacie kiosków dworcowych, a później także ulicznych, oferujących pasażerom prasę, książki, tytoń i inne drobne artykuły. Zarabianie pieniędzy było dla założycieli tylko środkiem, celem i misją Ruchu stało się upowszechnianie czytelnictwa w odradzającym się po zaborach i wojnie polskim społeczeństwie. Towarzystwo szybko uruchomiło ponad 60 kiosków i księgarń. Stopniowo przejęło konkurencyjną firmę Czytajcie, w 1925 r. wzniosło za 400 tys. złotych (zaraz po reformie walutowej była to znaczna kwota) żelbetową, efektowną architektonicznie siedzibę w centrum stolicy (obecnie znajduje się w jej miejscu hotel Marriott), przetrwało po 1929 r. wielki kryzys. W 1935 r. Ruch był jedną z największych w Europie, ogólnopolską siecią sprzedaży prasy i książek, dysponującą 700 punktami. Niektóre kioski imponowały rozmiarami, były również bardzo ozdobne. Spółka powierzała ich prowadzenie m.in. inwalidom wojennym, emerytom kolejowym oraz wdowom i sierotom po poległych w czasie pierwszej wojny światowej i polskich walk o niepodległość.

Podczas okupacji niemieckiej firma egzystowała, rzecz jasna, ze zmienionym i zubożonym asortymentem — zniknęły polskie książki, natomiast obowiązkowa w ofercie prasa Generalnego Gubernatorstwa była co prawda polskojęzyczna, lecz treściowo wroga. Jan Gebethner, którego rodzina miała pradawne korzenie niemieckie, został na początku okupacji aresztowany, ale potem zwolniony, chociaż nie podpisał listy narodowościowej. Niezależnie od Ruchu prowadził w epoce II Rzeczypospolitej znane wydawnictwo książkowe pod marką Gebethner i Wolff. Okupant je zagarnął, chociaż dwie księgarnie funkcjonowały. Potajemnie rozprowadzano w nich m.in. książki wojskowe do celów konspiracyjnych. Rzecz jasna z takiej działalności wyłączone były ogólnie dostępne kioski.

Partyjny skok na wielką kasę

Powojenny ustrój wprowadził nowe porządki także w sektorze kolportażu i drobnego handlu. W pierwszym okresie, czyli latach 1945-48, kioski Ruchu wracały do przedwojennej normalności przy naturalnych w zniszczonym kraju kłopotach zaopatrzeniowych. Dystrybucją prasy zajmowali się przede wszystkim wydawcy. Zgodnie z marksistowsko-leninowsko-stalinowską teorią, że wraz z rozwojem sił wytwórczych zaostrza się walka klasowa, komunistyczni władcy nie mogli jednak tolerować nawet bardzo ograniczonego pluralizmu. Prasowa nadbudowa znalazła się na pierwszej linii ideologicznego frontu, dlatego kolportaż został scentralizowany i znacjonalizowany. Rada Ministrów utworzyła w 1949 r. Przedsiębiorstwo Upowszechniania Prasy i Książki (PUPiK) Ruch.

Państwowa firma otrzymała monopol na rozprowadzanie wydawnictw krajowych oraz importowanych. Ta druga kategoria dotyczyła przede wszystkim gazet i książek z tzw. bratnich państw socjalistycznych. Zachód początkowo nie istniał w ogóle, po politycznej odwilży z 1956 r. szczątkowo, a nieco szerzej dopiero w dekadzie towarzysza Edwarda Gierka od 1971 r. PUPiK było, jak na realia PRL, sprawnie funkcjonującym podmiotem biznesowym. Sprzedawano coraz więcej drobnych towarów pozaprasowych, co przynosiło ogromne zyski. Ruch dysponował 200 hurtowniami oraz wielotysięczną siecią punktów sprzedaży. W miastach były to kioski i większe saloniki, na wsiach zaś — ponad 5 tys. klubów prasy i książki. W warunkach monopolu Ruch stanowił naprawdę potęgę, stąd tak naturalna jego obecność w przypomnianej na początku piosence.

Państwowemu podmiotowi szło aż za dobrze, dlatego postanowiła bezpośrednio położyć na nim rękę Polska Zjednoczona Partia Robotnicza (PZPR). Od swojego utworzenia w 1948 r. rozwijała Robotniczą Spółdzielnię Wydawniczą (RSW) Prasa, jednak nawet w gospodarce socjalistycznej pieniądze liczono i propagandowemu ramieniu partii wciąż ich brakowało. Dlatego na początku dekady towarzysza Edwarda Gierka „przewodnia siła narodu” wykonała skok na kasę Ruchu. Biuro Polityczne KC PZPR podjęło decyzję o utworzeniu koncernu Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza Prasa — Książka — Ruch (RSW P-K-R), który formalnie wystartował 1 stycznia 1973 r. Stał się wydawniczo-dystrybucyjną potęgą w skali europejskiej. RSW P-K-R dysponowała 92 proc. polskich dzienników i 85 proc. całego rynku prasowego, poza jej strukturą pozostawały tylko wydawnictwa politycznych wasali PZPR, gazety wojskowe, ograniczona prasa kościelna i niskonakładowe pisma specjalistyczne. W szczycie rozwoju koncern miał ponad 34 tys. punktów sprzedaży, branżowe podmioty handlowe i wydawnicze, zakłady poligraficzne, a nawet oddziały przy ośrodkach informacji i kultury polskiej za granicą. W rękach RSW P-K-R znajdowała się również dystrybucja papieru, który w PRL był towarem strategicznym, ważnym politycznie niemal jak mięso. Interes pomyślany został bardzo sprytnie — handlowy monopolista utrzymywał nie tylko partyjne wydawnictwa, na czele z rekordowo deficytową „Trybuną Ludu”, lecz wprost aparat PZPR.

Nic dziwnego, że podczas tzw. karnawału Solidarności w latach 1980-81 jednym z najważniejszych postulatów reformatorskich sił społecznych dotyczących mediów było rozbicie handlowo-propagandowego molocha. PZPR traktowała jednak takie pomysły jako zamach na socjalistyczny ustrój. Stan wojenny w 1981 r. wrogie działania odśrodkowe przerwał i zabetonował RSW P-K-R na kolejną dekadę. Schyłek PRL okazał się jednak dla koncernu równie ciężki, jak dla innych sektorów upadającej gospodarki planowej.

Zmniejszały się obroty kiosków, wszak towar tak pierwszoplanowy jak papierosy był na kartki. Prasa natomiast zaczęła odczuwać niedostatek papieru. Na samym końcu PRL, już po przełomowych wyborach z 4 czerwca 1989 r., koncern musiał wstydliwie wstrzymywać druk kolorowych tygodników, w tym nawet „Przyjaźni” — organu Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

Trudne wyzwania w nowych czasach

Po zmianie ustroju rozbicie RSW Prasa-Książka-Ruch stało się polityczną koniecznością i oczywistością. Bardzo trudna i kontrowersyjna ustawa likwidacyjna uchwalona została w 1990 r. Jej lejtmotywem był podział ogromnego majątku zarówno materialnej bazy, jak i medialnej nadbudowy. Ciekawym wątkiem, zasługującym na osobne opowiadanie, stało się przyznawanie popularnych tytułów prasowych… partiom politycznym III RP. Na przykład Porozumienie Centrum otrzymało „Ekspress Wieczorny”, który pod takim szyldem oczywiście bardzo szybko upadł, ale przyległy do siedziby redakcji gmach drukarni pozostał w rękach partii — obecnie to kwatera główna Prawa i Sprawiedliwości.

Tematem niniejszego tekstu jest jednak handlowa część koncernu. W 1991 r. na jego gruzach utworzono państwowe Przedsiębiorstwo Kolportażowo-Handlowe Ruch. Rok później zostało skomercjalizowane i powstała państwowa spółka akcyjna Ruch. W uproszczeniu można zatem przyjąć, że koło historii wykonało pełen obrót i formuła prawna wróciła do pozycji wyjściowej, chociaż z innym właścicielem. Radykalnie zmieniło się otoczenie działalności gospodarczej, skończył się dystrybucyjny monopol, na prasowy rynek weszli inni gracze, na czele z największym rywalem Kolporterem. Udziały Ruchu naturalnie zaczęły spadać, zeszły do 40 proc., ale wciąż był to w największy podmiot kolportażowy w Polsce. Po kilku latach przygotowań, w 2006 r. spółka udanie zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych. Wejście na parkiet umożliwiło Ruchowi pozyskiwanie pieniędzy na modernizację i dalszy rozwój własnej sieci detalicznej, w tym jej informatyzację.

Ważne zmiany nastąpiły w 2010 r., gdy fundusz inwestycyjny Lurena Investments odkupił od skarbu państwa pakiet kontrolny Ruchu i w 2011 r. wycofał spółkę z giełdy. Ruch stał się firmą całkowicie prywatną. Z siecią 15 tys. punktów sprzedaży (w tym 1700 własnych) pozostał potentatem. Odpowiadając na wyzwania współczesności, rozszerzył ofertę — kioski to już nie tylko prasa, papierosy czy bilety komunikacji, także doładowania telefonów komórkowych, możliwość wypicia filiżanki kawy, zaś poza kioskami rozwinięto usługi kurierskie, logistykę, magazynowanie, konfekcjonowanie etc.

W roku wielkiego jubileuszu logo Ruchu zostało dumnie uzupełnione o akcent 100-lecia. Niestety, właśnie 2018 r. okazał się biznesowo wręcz fatalny. Spółka zaczęła odczuwać problemy z płynnością finansową, przestała płacić na bieżąco wydawcom prasy, w konsekwencji wpadła w pętlę zadłużeniową. Zniecierpliwieni wierzyciele wystąpili o otwarcie postępowania sanacyjnego i ogłoszenie upadłości Ruchu, sąd jednak przychylił się do wniosku spółki i otworzył przyspieszone postępowanie układowe. W następstwie tego orzeczenia oficjalna nazwa została uzupełniona i obecnie brzmi „Ruch SA w restrukturyzacji”. Na razie jednak nikt nie wie, jaki będzie efekt, czy wybiórcze i częściowe zaspokajanie wierzycieli uratuje Ruch przed zmianą statusu na „w upadłości”. Pogmatwane losy zagrożonej spółki w ostatnich miesiącach były wielokrotnie relacjonowane w tekstach i na czołówkach dziennika „Puls Biznesu”, zatem przyjmijmy, że czytelnicy magazynu „PB Weekend” je znają.

Wypada pozostać przy nadziei

To bardzo przykre, ale w obecnej sytuacji Ruchu nikt nie ma nastroju do radosnego świętowania 100-lecia. Z drugiej jednak strony — wieku dumnej historii nie da się wygumkować. Innej znaczącej polskiej firmy, która narodziła się niemal jednocześnie (miesiąc różnicy to pikuś) z niepodległą Polską, po prostu nie ma. Na zakończenie wypada zatem wyrazić nadzieję, że za dwa, trzy lata nadtytuł naszego cyklu „Było, nie minęło” pozostanie w odniesienu do Ruchu wciąż aktualny, a Jan Pietrzak tekstu sprzed pół wieku nie będzie musiał uwspółcześniać… &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Zadyszka stulatka