Zaprzepaszczony głos świadka (RECENZJA)

opublikowano: 22-04-2016, 14:06

Lektura książki Stefanie Zweig "Powrót na aleję Rothschildów" - trzeciego tomu cyklu - może wprawić czytelnika w niemałą konsternację. Mimo że autorka jest biograficznie uwikłana w temat Holocaustu i jest świadoma jego ciężaru, sięga po język zupełnie prosty i zwykły, częstokroć pełen egzaltacji i do bólu naiwny.

Dyskusja o tym, czy i jak można mówić i pisać o Zagładzie, zaczęła się jeszcze w czasie II wojny światowej. Nie sposób było jednoznacznie ją zakończyć wtedy, nie sposób i dziś. Dotychczasowe formy, środki, nawet język, okazały się ułomne, niewystarczające w zderzeniu z tym doświadczeniem. Szczególnie, że w grę wchodziły tutaj kwestie moralne, kwestie życia i śmierci, bycia winnym bycia ofiarą czy bycia świadkiem. 

Stefanie Zweig, okładka miękka, stron 272, Wydawnictwo Marginesy 2016
Zobacz więcej

Powrót na Aleję Rotschieldów

Stefanie Zweig, okładka miękka, stron 272, Wydawnictwo Marginesy 2016 mat. prasowe

Skrajne głosy, które mówiły, żeby o Zagładzie nie mówić wcale, bo bezradny język i tak nie odda prawdy, a dołoży win na barki zobowiązanych pamiętaniem, musiały zamilknąć przy natłoku podejmowanych narracji, bo naturalna ludzka potrzeba snucia opowieści zwyciężyła, nawet wobec niewystarczalności języka. 

Dziś, po tym, jak przeczytaliśmy już opowiadania Borowskiego, komiks Maus Arta Spiegelmana, obejrzeliśmy filmy Życie jest piękne i Syn Szawła a nawet podziwialiśmy dzięki Zbigniewowi Liberze budowlę z klocków lego przedstawiającą obóz koncentracyjny, trudno nam być może wyobrazić sobie, by poszukiwania formy wciąż skazywały twórców podejmujących ten temat na upokarzające ich i odbiorców porażki. 

Niestety, lektura książki Stefanie Zweig "Powrót na aleję Rothschildów" może wprawić czytelnika w niemałą konsternację. Powieść niemieckiej pisarki żydowskiego pochodzenia, która jako dziecko opuściła Wrocław i spędziła dzieciństwo w Afryce, dzięki czemu uniknęła losu milionów Żydów wymordowanych w obozach koncentracyjnych, powstała w 2010 r., a w Polsce ukazała się w 2016. 

Czytając ją, można jednak odnieść wrażenie, że jest to na gorąco spisywana relacja z czasów wojny, jeszcze raczej w formie chaotycznych notatek, bez dokładnego zamysłu powieściowego, dotycząca dziejów dużej, niemieckiej rodziny pochodzenia żydowskiego, której większość ginie w czasie wojny, ale kilkoro jej członków przeżywa i powraca do rodzinnej miejscowości, leżącej na ziemi przegranych Niemców. 

Autorka, ustami bohaterów i wszechwiedzącego narratora dotyka takich tematów, jak świadkowanie Zagładzie, postawa kata i ofiary, zbiorowa odpowiedzialność narodu, obowiązek pamiętania i pragnienie zapominania, poczucie winy związane z tym, że się przeżyło. 

Te wszystkie tematy literatura i sztuka próbują przedstawiać od lat i każdorazowo jest to zmaganie się z czymś ponad siły, z czymś poza językiem i  dostępnymi środkami wyrazu, czymś, co zmusza do moralnych dylematów i rozliczeń z samym sobą. 

Tymczasem Stefanie Zweig, sama uwikłana w temat biograficznie, więc wydawałoby się, że najbardziej świadoma jego ciężaru, sięga po język zupełnie prosty i zwykły, częstokroć pełen egzaltacji i do bólu naiwny. 

Gdzieś spod wersów wychyla się przekonanie piszącego, że wybrana przez niego forma pomieści temat i związany z nim bagaż. W efekcie czytelnik dostaje coś na kształt powieści, męcząco naiwnej, a przede wszystkim, w porównaniu z dotychczasowymi, bardziej udanymi próbami literackimi, zupełnie niepotrzebnej. 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Dobosiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu