Zarząd WGI przed sądem (RELACJA)

  • Emil Górecki
opublikowano: 17-09-2013, 08:37

Drugi dzień procesu szefów Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. W warszawskim sądzie okręgowym jest wysłannik „PB”.

Sędzia: Ponieważ zawiesił się komputer z nieznanych mi przyczyn, a poza tym i tak o 14.00 jest w tej sali wyznaczona kolejna rozprawa, wyznaczam termin kolejnej rozprawy  na 8 października. Wtedy oskarżony będzie kontynuował wyjaśnienia.

Zobacz więcej

DORADCY: Łukasz K., Andrzej S. i Maciej S. — byli finansiści i członkowie zarządu WGI, oskarżeni o oszukanie klientów na 248 mln zł. Dziś dwaj pierwsi żyją za pensje doradców ds. wizerunku za 3 tys. zł miesięcznie, ostatni za 2 tys. zł doradza w zarządzaniu. Majątku nie mają, bo zajęła im go prokuratura. [FOT. WM]

 

Maciej S.:

W wyniku zamrożenia środków WGI Consulting wycena aktywów płynnych spadła z 33 mln USD do 7 mln USD, natomiast syndyk masy upadłości po około 1,5 roku przy naszej pomocy odzyskał zablokowane środki. Saldo wynosiło około 16 mln USD. Wskazuje to na jeden wniosek, ze w 1,5 roku niezarządzany rachunek, na którym pozostała część instrumentów finansowych wzrósł w tym okresie o około 135 proc. To były dokładnie te same instrumenty, które znajdowały się na tym rachunku kiedy była odbierana licencja WGI, wówczas wyceniane na 33 mln USD. Z inwestycji w nieruchomości w pierwszym etapie ...

 

Maciej S. o współpracy amerykańskich i polskich służb finansowych:

Udało się nam porozumieć z około 85 proc. klientów, ze rozliczenie nastąpi około połowy 2007 r. Rozmowy prowadzili nawet pracownicy nie związani z tą działalnością. 31 maja 2006 r. przyszedł cios ostateczny. Zostaliśmy poinformowani przez pracowników Wachovii, że rano nie zostali oni dopuszczeni do stanowisk pracy, odebrano im dostęp do rachunków WGI Consulting i dokonano zamrożenia całości aktywów WGI Consulting. To zamrożenie miało związek z zarzutem stawianym nam przez amerykańskie organy, które wynikały z informacji od polskich organów państwowych, wskazujących jakoby z użyciem WGI Consulting spółka WGI na terenie WGI dopuszczała się prania brudnych pieniędzy. Ten zarzut jest bezpośrednio po wydarzeniach z 11 września łączony z finansowaniem terroryzmu i prowadzi do zamrożenia aktywów i ich konfiskaty na rzecz państwa. Trzeba dodać, że zarzuty prania brudnych pieniędzy były totalnym absurdem i niedorzecznością. W mojej ocenie miały w sposób drastyczny zwrócić uwagę amerykańskich organów. Autorzy tych działań musieli zdawać sobie sprawę, że skończy się to konfiskatą. Trudno tu mówić o działaniu w interesie poszkodowanych. W dniu 31 maja 2006 r. straciliśmy możliwość jakiegokolwiek wpływu na dalsze wydarzenia. To był początek zmierzający do upadku. To wszystko, na czym opierał się plan rozliczenia z klientami, w jeden dzień legło w gruzach. Wyceny aktywów WGI spadały, Wachovia zaostrzyła zasady naszej współpracy.

 

Maciej S. "miesiąc na rozliczenie? To z góry nierealne":

Treść decyzji KPWiG została szeroko rozpowszechniona. Zawierała kontrowersyjny punkt o obowiązku całkowitego rozliczenia się z naszymi klientami do 31 maja 2006 r. To założenie było z góry niewykonalne. Abstrahując od kwestii finansowych, to doprowadzenie do rozwiązania umów, kwestie poczty etc. powodowało, że to zalecenie było nierealne do wykonania. Odrębną kwestią był fakt, że spieniężenie całości aktywów - w tym nieruchomościowych aktywów Wachovii - doprowadziłoby do powstania gigantycznej straty - na poziomie 45-50 proc. Co do zasady żadna instytucja finansowa nie jest w stanie rozliczyć się ze swoimi klientami w czasie jednego miesiąca. Nawet jeśli do TFI w jednym czasie przyjdzie zbyt dużo klientów, ma prawo zawiesić wypłaty. W skrajnych przypadkach to narzędzie ochrony, w takiej sytuacji znaleźliśmy się my w maju 2006 r. Moglibyśmy z niej skorzystać, ale jako dom maklerski musieliśmy się podporządkować decyzji o rozliczeniu się do końca maja. Od tej decyzji złożyliśmy odwołanie. W skutek naszego wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy KPWiG 15 maja uchyliło szereg decyzji z 4 kwietnia 2006, w tym uchyliła nakaz rozliczenia z klientami do 31 maja, pozostawiając tę kwestię do uzgodnienia między klientami a firmą. Jednak większość klientów już działało w panice, co było determinowane w znacznym stopniu szerokim rozpowszechnieniem decyzji z 4 kwietnia i dużej liczbie publikacji prasowych, które na podstawie tej decyzji powstały. Klienci zaczęli masowy składać dyspozycje wypłat. Pierwsza decyzja była na ustach wszystkich, ale uchylenie istotnych części decyzji została przemilczana. KPWiG nie podjęła żadnych działań, zmierzających do poinformowania klientów WGI o wydaniu tej decyzji, nasi klienci nie dowierzali, że ten termin na rozliczenie został uchylony, bo nie mogli znaleźć żadnych decyzji KPWiG.

 

Maciej S. "Byliśmy zdecydowani rozsądnie zamknąć spółkę"

Problemy działania WGI pogłębiały się. Coraz częstsze było niezadowolenie klientów. W lutym 2006 r., po tym jak po raz kolejny nasz wniosek spadł z obrad KPWiG, podjęliśmy decyzję, aby samemu sprowokować działanie KPWiG w sposób najbardziej bezpośredni. Łukasz K. umówił spotkanie z przedstawicielem KPWiG Markiem Szuszkiewiczem. Odbyło się w cztery oczy. Łukasz K. poinformował o różnicach w raportowaniu z powodów, o których mówiłem wcześniej: że dane które otrzymuje urząd, są inne od tych, jakie otrzymują klienci. My sami, z własnej inicjatywy poinformowaliśmy KPWiG o takim stanie rzeczy. Liczyliśmy, że taka terapia szokowa spowoduje chociaż tyle, że urząd podejmie z nami dialog. Mieliśmy świadomość, że może się to wiązać z odebraniem naszej spółce działalności maklerskiej. Byliśmy na takim etapie emocjonalnym, że byliśmy bardziej zdecydowani w takim stanie firmę zamknąć w rozsądny sposób niż kontynuować jej działanie w takich warunkach. Byliśmy świadomi, że otwierając za jakiś czas spółkę w formie TFI będziemy mogli liczyć przynajmniej na część klientów. Mój kolega Łukasz K. relacjonował, że Marek Szuszkiewicz powiedział, że nie będzie z nami negocjował. KPWiG mając od nas informacje, gdzie i czego trzeba szukać, wszczęła szybko nową kontrolę i dokonała tzw. odkrycia rozbieżności. Mając dowody, decyzją z kwietnia 2006 r. cofnięto zgodę na prowadzenie działalności maklerskiej przez WGI. Naszym zdaniem to był również moment na spotkanie i uzgodnienie, jak w najlepszy sposób tę firmę zamknąć. Zabiegaliśmy o spotkanie, ale nigdy do nich nie doszło.

 

Po przerwie Maciej S. kontynuuje wyjaśnienia:

Nieoficjalne głosy, które do nas docierały, mówiły że KPWiG wymaga likwidacji WGI Consulting, jednak ponieważ wcześniej wydała ona opinię o zgodności z prawem jej powołania, to niezręcznie byłoby KPWiG wydawać teraz sprzeczną opinię. Jednak zero-jedynkowe sygnały "zlikwidujcie WGI Consulting, to potem porozmawiamy o licencji na TFI", łączyłoby się z szybkim spieniężaniem inwestycji z Wachovią, co doprowadziłoby do strat. Stąd opór z naszej strony co do takiego rozwiązania. Wskazywaliśmy to - również nieoficjalnie - urzędnikom. W rezultacie nasz wniosek o licencję TFI leżał w komisji grubo ponad pół roku. Doprowadziło to m.in. do wycofania się ze współpracy PKO/Credit Suisse. Argumentowali to dziwnym zachowaniem KPWiG. Kancelaria prawna również stwierdziła, że nie bardzo wie co może robić dalej. Opisała, że to pierwsza w historii sytuacja, że wniosek tak długo nie jest rozpatrywany. Nie potrafimy zrozumieć, dlaczego urząd nie chciał podjąć tej sprawy. Nam bardzo zależało na kontynuowaniu działalności tej firmy w zgodzie z urzędem, byliśmy skłonni do daleko idących ustępstw.

 

Sędzia ogłasza przerwę do 12.30

 

Maciej S. o powołaniu WGI TFI

Po kontroli KPWiG okazało się niemożliwe księgowanie części aktywów. Dodatkowo problemy z systemem. Pierwsze miesiące funkcjonowania DM WGI to jedna wielka sytuacja kryzysowa. Zajmowaliśmy się rozwiązywaniem problemów, a nie prowadzeniem biznesu. Szukaliśmy rozwiązania, które przez KPWiG nie byłoby opierane jako ucieczka za granicę. Rozważaliśmy powrót do koncepcji funduszu luksemburskiego. To mogłoby być traktowane jako ucieczka, więc szukaliśmy rozwiązań na miejscu. Wróciliśmy do alternatywy TFI. To koncepcja szybkiego powołania TFI i przeniesienia tam aktywów, a DM zostałby instytucją do sprzedaży i dystrybucji certyfikatów własnego TFI. Nakazaliśmy prawnikom jak najszybsze złożenie do KPWiG wniosku o powołanie TFI oraz od razu dwóch funduszy w jego ramach: pierwszy fundusz akcyjny we współpracy z PKO/Credit Suisse, drugi - to fundusz, który przejmie całość inwestycji od WGI. Złożyliśmy wniosek, ale z nieznanych nam przyczyn wniosek "spadał" z każdego posiedzenia komisji. Nie był poddawany jakiejkolwiek dyskusji. Takie posiedzenia odbywały się średnio co miesiąc. Nasz wniosek nie był ani przyjęty, ani odrzucony. Liczyliśmy, że powstanie TFI i jak ręką odjął to będzie koniec wszystkich problemów. Nieformalne informacje jakie do nas docierały, to że nasz wniosek będzie spadał, dopóki nie zostanie zlikwidowana WGI Consulting.

 

Obrońca tropi dziennikarzy wydawnictwa "Trzeci Obieg", którzy ujawnili nazwiska oskarżonych. Na szczęście dziennikarka, która właśnie weszła na salę, wytłumaczyła się, że jest z "Gazety Bankowej".

 

Maciej S. "Sytuacja była absurdalna"

Druga okoliczność, to że w zasadzie nie jesteśmy w stanie ewidencjonować dużej części transakcji. W pewne obszary WGI nie mogło w ogóle inwestować, jak w rynek nieruchomości USA. Równolegle nie byliśmy w stanie księgować na rachunkach klientów ułamkowych wartości poszczególnych instrumentów. Udało nam się przekonać KPWiG jedynie do tego, by najmniejszą jednostkę pieniężną (cent, grosz) potraktujemy jako jedną sztukę instrumentu finansowego. i chociaż w tym zakresie będziemy wykonywać bieżące operacje. Sytuacja z naszego punktu widzenia była absurdalna: mamy licencję domu maklerskiego, każdy powinien być szczęśliwy, ale szereg niuansów i niedopatrzeń prawno-technicznych powodował, że nie byliśmy w stanie działać. Na przełomie kwietnia i maja 2005 r. w spółce już toczyła się kontrola KPWiG nadzorująca proces przekształcenia. W dużej mierze pewnie było to powodowane faktem powstania WGI Consulting.

 

Maciej S. "trochę rozumiem urzędników":

Okazało się, że powołanie WGI Consulting to tylko chwilowe rozwiązanie problemu współpracy z Wachovią. KPWiG co prawda wydało opinię zgodności z prawem, ale nie wiedzieliśmy w jakiej atmosferze toczyły się rozmowy prawników z urzędem i jakie jest naprawdę nastawienie urzędu. Szybko się okazało, że nie jest dobre. Spółka WGI Consulting stałą się powodem bardzo dużych napięć z KPWiG. Chciałbym obiektywnie stwierdzić, że w pewnym stopniu rozumiem urzędników KPWiG: kwota rzędu 200 mln zł zostaje przekierowana do spółki nad którą urząd nie miał bezpośrednio kontroli. To, czego nie rozumiem, to brak jakiegokolwiek merytorycznego dialogu z naszą spółką, który zmierzałby do osiągnięcia porozumienia.

 

Maciej S. o narodzinach WGI Consulting:

Żeby dalej móc współpracować z Wachovią, DZP zaproponował powołanie spółki z o.o., która będzie emitować obligacje obejmowane przez WGI DM. Powiedzieliśmy, że zaakceptujemy każde rozwiązanie, które zatwierdzi KPWiG. Wystosowaliśmy pismo do KPWiG. Dostaliśmy pozytywną opinię. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to zapytanie być może było tak sformułowane, że KPWiG formalnie nie mogła powiedzieć, że to schemat niezgodny z prawem. My na bazie tej odpowiedzi podjęliśmy decyzję o powołaniu takiej spółki. Tak narodziło się WGI Consulting sp. z o.o. To nie była spółka powołana za plecami urzędów, żeby zrealizować jakiś niecny plan, jak to sugerują niektóre media czy komentatorzy.

 

WGI zaczęło działalność jako dom maklerski w maju 2005 r. ze źle działającym systemem. Oskarżony Maciej S.:

Musieliśmy zacząć działalność, gdybyśmy nie zaczęli, prawdopodobnie odebrano by nam licencję i musielibyśmy się szybko wyprzedawać, co generowałoby duże straty. Jednocześnie system generował nadal błędy, ale przedstawiciele firmy zapewniali, że potrzeba niewiele czasu, żeby system działał w pełni poprawienie. Wierzyliśmy im. Jednak nie udało się go szybko doprowadzić do stabilnej pracy. Po upływie kolejnych terminów na oddanie działającego systemu konieczne okazało się przebywanie na stałe dwóch informatyków firmy MAT Groszek w siedzibie firmy. Podjęliśmy działalność maklerską mając świadomość, że możemy utracić licencję, z wadliwie działającym systemem. Przypisuje się nam działanie umyślne, a przecież zleciliśmy wykonanie systemu profesjonalnej firmie, która się z tego zadania nie wywiązała.  W toku przekształcenia pojawiły się dwie dodatkowe okoliczności, które zaważyły na przyszłości. Pierwsza to kontynuowanie współpracy z Wachovia Securities. Kancelaria prawna poinformowała nas, że nie będziemy mogli kontynuować współpracy. Zwrócili uwagę na fakt, że Wachovia w USA miała status domu maklerskiego, a polskie przepisy zabraniały jednemu domowi maklerskiemu być klientem drugiego. Nie wyobrażaliśmy sobie zakończenia współpracy z Wachovią, która miała potencjał, nakazaliśmy kancelarii znalezienie rozwiązania, bo ta współpraca ma u nas wysoki priorytet.

 

 

Maciej S. wspomina...

Dostaliśmy licencję KPWiG na prowadzenie działalności maklerskiej 28 września 2004 r. Dostaliśmy 4 miesiące na dostosowanie procedur, ochronę danych osobowych, zatrudnienie wymaganych prawem specjalistów i wymianę wszystkich umów zawartych dotychczas z klientami na nowe oraz wdrożenie nowego systemu komputerowego. Bardzo szybko okazało się, że ten termin będzie za krótki. Szybko okazało się, że zakup systemu do inwestycji prowadzonych przez WGI po prostu nie istnieje. Coś, co wydawało się najmniej istotne w przekształceniu, okazało się zmorą. Kontaktowaliśmy się z największymi firmami informatycznymi w tym kraju. Mówili, że szybsze będzie wyprodukowanie takiego oprzyrządowania, niż dostosowywanie istniejących systemów. Złożyliśmy zapytania ofertowe. Dla przykładu Prokom minimalny czas na stworzenie i wdrożenie takiego oprogramowania wyliczyła na co najmniej kilkanaście miesięcy. Prawnicy powiedzieli, że nie wyobrażają sobie wydłużenia procesu przekształcania o 10 miesięcy. Rozpoczęliśmy rozmowy o zaprojektowaniu systemu w z mniejszą firmą MAT Groszek. Szybko się jednak okazało, że również ta firma nie zdąży w terminie. Wersja testowa była pełna błędów, generowała błędne raporty zbiorcze i indywidualne, miała problemy z back-upem danych. Dowiedzieliśmy się, że pracownicy firmy testowali program na sztucznej grupie 10-20 klientów, wykonując dla nich po kilka transakcji. Cała baza klientów z historią transakcji, przy setkach tysięcy czy milionach czynności obliczeniowych, system nie radził sobie. Termin wdrożenia systemu prawnicy wydłużyli o 2 miesiące do końca kwietnia 2005 r. Kolejne przedłużenie nie wchodziło w grę. Musieliśmy zacząć działalność maklerską.

 

Maciej S. o narodzinach Domu Maklerskiego

Rozważaliśmy trzy opcje: polski dom maklerski, Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych, lub fundusz luksemburski z oddziałem w Polsce. Trzeci wariant został odrzucony przez prawników DZP, którzy nie mogliby nas wówczas kompleksowo obsługiwać. W toku przekształcenia WGI, by sprostać wymaganiom prawa, dowiedzieliśmy się, że dom maklerski nie ma prawa kupowania np. jednej akcji TPSA na wszystkich klientów w ramach tzw. worka. Logika wskazywała przyjęcie struktury TFI. Finalnie zaufaliśmy prawnikom, poszliśmy w kierunku domu maklerskiego. Dlaczego? Nie potrafię tego wyjaśnić. To było gromy błąd.

 

Maciej S. żali się na prawo...

W dobrej atmosferze przywitał nas koniec pierwszego kwartału 2004 r., kiedy to zostało zapowiedziane wejście nowej ustawy o publicznym obrocie papierami wartościowymi. Wówczas Polska nie byłą objęta vacatio legis jeśli chodzi o wejście w życie nowych ustaw. 1 maja 2004 r. WGI i firmy jej podobne zostały poinformowane, że działają nielegalnie. Chcieliśmy jak najszybciej uregulować te kwestie. Chciałbym podkreślić, że prokurator w akcie oskarżenia zwrócił uwagę, że WGI nie miało zezwolenia na prowadzenie działalności maklerskiej. Sytuacja WGI wymagała uregulowania, ale niekoniecznie w formie domu maklerskiego. Jednak postanowiliśmy się zgłosić do kogoś mądrzejszego od nas. Udaliśmy się do kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka (DZP). To nie był "jakiśtam wybór", to największa kancelaria prawna w tym kraju, wówczas jak i dziś.

 

Maciej S. cd...

W pozytywnej atmosferze dotarliśmy do roku 2003, kiedy podjęliśmy decyzję o rozszerzeniu działalności o inną niż forex. Wóczas jeden z klientó poinformował nas o swojej współpracy z firmą Wachovia Securities w USA, ta osoba była bardzo zadowolona z tej współpracy. Skontaktowaliśmy się z tą instytucją i rozpoczęliśmy rozmowy o nawiązaniu współpracy. To wówczas była trzecia co do wielkości instytucja w USA, więc nie mieliśmy wątpliwości. Model współpracy polegał na oddaniu 100 proc. pieniędzy do zarządzania Wachovii. Rola WGI to tylko wskazanie kierunku inwestowania, określenie poziomu ryzyka i płynności inwestycji. Podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu współpracy. Wkrótce okazało się, że to był strzał w dziesiątkę: rentowność na poziomie kilkunastu proc. w skali roku. Współpraca rozwijałą się szybko, zaproponowano nam inwestowanie w rynek nieruchomości - budownictwo tanich mieszkań: poszukiwaniu zdewastowanych osiedli i inwestowanie w ich remont i pełną rewitalizację, a potem zasiedlaniu ich. Ze strony Wachovii naszym partnerem do rozmów był Robert Śledziejowski, Amerykanin polskiego pochodzenia. Wszystko rozwijało się podręcznikowo, jeśli chodzi o całokształt inwestycji.

 

- Z zeznań Macieja S.:

Prowadzenie własnej firmy było naszym marzeniem. We trzech pożyczyliśmy niewielkie sumy pieniędzy od rodziców i zagospodarowaliśmy pewną niszę, która byłą na rynku finansowym w 1999 r. W pierwszych sześciu miesiącach działalności udało się nam wypracować zysk w wysokości 20 proc. Nie pobieraliśmy wynagrodzeń. Inwestowanie w firmę polegało na inwestowaniu w ludzi. Zatrudnialiśmy specjalistów, mądrzejszych od nas i posiadających większe doświadczenie. W tamtym czasie inwestowaliśmy w rozwój firmy, nie w swoje wynagrodzenia. Wielu naszych pracowników zarabiało więcej niż my. W końcowej fazie zatrudnialiśmy blisko 100 osób. Dbaliśmy bardziej o pracowników niż o siebie. Media zaczęły zapraszać te osoby do telewizji i radia, co podnosiło wiarygodność spółki.

 

- Pierwszy wyjaśnienia składa Maciej S. Nie przyznaje się do winy i będzie odpowiadał wyłącznie na pytania sądu i obrońców. Chce korzystać z notatek.

Wydaje się, że Maciej S. to najciekawsza postać wśród oskarżonych. Ma 37 lat. Był prezesem WGI, a po 2005 r. także domu maklerskiego w który WGI się przekształciło. Prezesował także spółkom zależnym WGI Consulting i WGI Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych (TFI). Razem z młodszym kolegą z sądowej ławy Łukaszem K. był współwłaścicielem klubu-restauracji Manhattan Social Club, która działała przy ul. Zgoda 11 w Warszawie w latach 2003-2004. Dziś mieści się tam New Orleans Gentlemen's Night Club. Czy dobrze karmili? Niestety Stanisław Majcherczyk, krytyk kulinarny „PB Weekend” restauracji panów S. i K. nie pamięta. Jednak właśnie tam spółka na początku 2006 r. świętowała pięciolecie. Zaśpiewał Grzegorz Turnau.

Do niedawna Maciej S. pracował jako dyrektor ds. private equity w spółce Opulentia (łac. – bogactwo), która obiecywała inwestorom ponad przeciętny zysk z inwestycji w jej obligacje i deklarowała chęć wejścia na NewConnect. Nie udało się. We wrześniu zeszłego roku Opulentia znalazła się na liście ostrzeżeń publicznych KNF, a w styczniu 2013 r. – zbankrutowała.

Dziś Maciej S. zarabia miesięcznie około 3 tys. zł jako doradca ds. wizerunku. Od 2011 r. prowadzi także bloga o zarządzaniu. Ostatni wpis z maja traktuje o intuicji w biznesie.

Czytamy w nim m.in.:
„Intuicja stała się potężnym narzędziem wykorzystywanym przez największych przedsiębiorców na świecie do tworzenia rzeczy często spektakularnych. To intuicja podpowiedziała Billowi Gatesowi i Paulowi Allenowi, że przyjdzie dzień, w którym na rynek trafi komputer masowego użytku – a wtedy Microsoft będzie gotowy dostarczyć do niego oprogramowanie. Podobnie Ś.P. Steve Jobs, który zwykł mawiać, że „ludzie (konsumenci) nie wiedzą czego chcą, dopóki im tego nie pokażesz.” – jedynie intuicja może podpowiedzieć, co to może być.”

Polecamy także punkt widzenia oskarżonego o rynku private equity, Catalyst czy NewConnect, o stratach jakie można ponieść trzymając pieniądze na lokatach bankowych czy o rynku nieruchomości.

 

- Posiedzenie sądu zaczęło się zgodnie z planem o 9.30. Oskarżeni w komplecie, choć jak podkreśla obrona, Łukasz K. miał wczoraj 39 stopni gorączki. Na szczęście dziś wygląda zdrowo.

 

 

W zeszły czwartek dwoje prokuratorów przez dwie i pół godziny czytało akt oskarżenia przeciwko twórcom i menadżerom Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (WGI). Znudzeni litanią 1,2 tys. nazwisk poszkodowanych obserwatorzy procesu czekali na deser – czyli pytanie o przyznanie się do winy. Obeszli się smakiem. Sędzia Anna Bator-Ciesielska zdecydowała, że oskarżeni Maciej S., Łukasz K. i Andrzej S. będą zeznawać dziś po to, by całe gremium mogło wysłuchać wyjaśnień każdego z nich jednego dnia. To zresztą propozycja obrońców. Dlatego prawdopodobnie dzisiejsze posiedzenie sądu rozpocznie się od deseru z zeszłego tygodnia.

Proces ruszył po siedmiu latach śledztwa. Prokuratorzy oskarżają menadżerów o nadużycie uprawnień i wyrządzenie szkody w wielkich rozmiarach. Od 2005 do 2006 r. oskarżeni mieli przyjmować pieniądze klientów pod zabezpieczenie obligacji z niepełnym wkładem, zaciąć pod zabezpieczenie pieniędzy klientów kredyty i inwestować je w nieruchomości w USA, narażając klientów na szkodę. Dodatkowo dwóm oskarżonym postawiono zarzut wyprowadzenia na prywatne konta 6,6 mln USD. Ponad 1,2 tys. osób na inwestycjach WGI straciło od nieco ponad 1 tys. zł do ponad 8 mln zł. Łączne straty, jakie zostały uwzględnione w akcie oskarżenia, to blisko 248 mln zł.


Grupa WGI działała od 1999 r. na rynku forex. Od 2005 r. miała licencję Komisji Nadzoru Finansowego na prowadzenie działalności maklerskiej. Odebrano jej ją już po roku, kiedy nadzór zorientował się, że dom maklerski WGI prowadzi podwójną księgowość i przekazuje klientom rachunki wykazujące zyski, gdy rzeczywiście pieniądze były wyprowadzane za granicę. W radzie nadzorczej DM WGI zasiadali dr Bohdan Wyżnikiewicz (były prezes GUS, i wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, dr Richard Mbewe (był również głównym ekonomistą WGI, a potem Domu Kredytowego Notus) i prof. Tomasz Szapiro (dziś rektor Szkoły Głównej Handlowej). W nadzorze spółek powiązanych z WGI, których jednak akt oskarżenia nie dotyczy, zasiadali również prof. Witold Orłowski, dr Henryka Bochniarz i prof. Dariusz Rosati.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy