Znajdź pomysł na cyfrową zmianę

opublikowano: 01-09-2020, 22:00

Dobrze, że odkładana przez lata transformacja wreszcie staje się faktem, ale pośpiech nie zawsze służy wdrożeniom

Pandemia jedną ręką zabiera, ale drugą daje. Przykład? Tegoroczne wydatki na reklamę ogółem będą mniejsze o około 5 proc., co w porównaniu do wskaźników z ubiegłego roku oznacza spadek o 11 pkt proc. Z drugiej strony nakłady na reklamę online w dalszym ciągu będą rosnąć — wynika z badania zrealizowanego przez portal eMarketer. Wyjaśnienie tego zjawiska jest proste: konsumenci w okresie izolacji przenieśli wiele aktywności do internetu, firmy zaś podążyły za nimi ze swoim przekazem marketingowym. To jeden z wielu przejawów transformacji cyfrowej, która przetacza się przez Polskę od co najmniej dwóch dekad, ale od marca przyspieszyła. I to na przekór konieczności oszczędzania na wszystkim, z technologiami włącznie.

CZAS FACHOWCÓW:
CZAS FACHOWCÓW:
Przez nadmierną samodzielność transformacja cyfrowa może nie wypalić. Czasem lepiej sięgnąć po outsourcing i usługowy model IT — mówi Paweł Stapf, dyrektor ds. informatyzacji i zarządzania projektami technologicznymi w spółce Kogeneracja Zachód
FOT. WOJCIECH ROBAKOWSKI

— Transformacja cyfrowa to usprawnianie nie tylko marketingu, lecz wszystkich procesów biznesowych w przedsiębiorstwie, a digitalizacja jest tylko środkiem do celu. Jakiekolwiek działania są przedmiotem zmian: księgowość, kadry, produkcja, zamówienia czy sprzedaż, w ostatecznym rachunku chodzi o poprawę naszych relacji z klientem i coraz skuteczniejsze odpowiadanie na jego potrzeby — tłumaczy Paweł Stapf, dyrektor ds. informatyzacji i zarządzania projektami technologicznymi w spółce Kogeneracja Zachód.

Kryzys daje impet

Kryzys jest jak potężny wiatr na morzu, który pogrąża strachliwych żeglarzy, pozwala natomiast wykazać się śmiałkom — np. tym, którzy wbrew obawom o budżet inwestują w IT.

— Dopiero gdy koronawirus się skończy, będzie można mówić o jego ewentualnym pozytywnym wpływie na firmy. Niemniej jedno już teraz widać wyraźnie: epidemia przyspiesza digitalizację przedsiębiorstw. Dostawcy przez lata przekonywali potencjalnych użytkowników do chmury, mobilności czy automatyzacji. Prowadzili zmyślne kampanie edukacyjne. Nierzadko z mizernym skutkiem. A wystarczyło kilka tygodni lockdownu, by część maruderów przeszła na przeciwne pozycje: liderów cyfryzacji. Gdyby im przypomnieć całkiem niedawną niechęć do technologii, nie daliby nam wiary — uśmiecha się Paweł Stapf.

COVID-19 to nie jedyny stymulator zmian. Odpowiada za nie także postęp technologiczny, na który składają się często drobne innowacje. Bez nich lockdown oznaczałby całkowity paraliż jakichkolwiek relacji i transakcji biznesowych, finansowych i społecznych.

— Zmienia się sposób interakcji między człowiekiem a siecią. Oprócz klawiatury i ekranu wykorzystujemy do tego głos, gesty i wzrok. Użytkownik stał się istotą wielowymiarową, która pracuje, kupuje i żyje na granicy dwóch światów: wirtualnego i rzeczywistego. Niedługo podział na to, co cyfrowe, a co realne, przestanie obowiązywać — podkreśla Piotr Prajsnar, prezes spółki Cloud Technologies, specjalizującej się w big data marketingu.

Mniej znaczy lepiej

Pandemia nagle rozkręciła projekty IT, które odkładano latami, ale co nagle, to po diable. Wskazuje na to międzynarodowy sondaż firmy AppDynamics z grupy Cisco: 81 proc. specjalistów IT ujawniło, że koronawirus zwiększył presję na takie przedsięwzięcia do monstrualnych rozmiarów. 64 proc. musiało podjąć się zadań, których nie wykonywali nigdy wcześniej. 76 proc. obawia się, że realizowane naprędce inicjatywy po pewnym czasie okażą się wadliwe.

— Pośpiech nie zawsze służy wdrożeniom. Najpierw musi być pomysł. Bez niego wyrzucimy w błoto największe kwoty pieniędzy — podkreśla przedstawiciel Kogeneracji Zachód.

Dodaje, że jeśli unowocześniamy swoje środowisko teleinformatyczne, a nie wiemy, co dzięki temu chcemy osiągnąć, wypasiony system CRM, ERP lub BI będzie co najwyżej luksusowym gadżetem, którym prezes firmy X pochwali się na lunchu prezesowi firmy Y.

— Kupowanie drogich zabawek ma sens tylko wtedy, gdy zapewniają użytkownikowi przewagę konkurencyjną lub choćby to, że utrzyma się dzięki temu na coraz trudniejszym rynku — argumentuje Paweł Stapf.

Jego zdaniem brak ograniczeń budżetowych może grozić albo nietrafionymi inwestycjami, albo przeinwestowaniem. Warto zwracać na to uwagę zwłaszcza wtedy, gdy kompetencje cyfrowe firmowych informatyków pozostawiają wiele do życzenia. Potwierdzili to ankietowani przez Veeam decydenci IT w przedsiębiorstwach regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka). Prawie połowa (47 proc.) przyznała, że cyfrową transformację utrudniał lub utrudnia im brak specjalistów z odpowiednimi kwalifikacjami lub doświadczeniem. Niemal jedna czwarta (24 proc.) respondentów oświadczyła, że nie dysponuje kadrami niezbędnymi do podejmowania nowych inicjatyw. Dopiero na kolejnym miejscu znalazł się niedostateczny budżet (23 proc.).

— Deficyt cyfrowych kompetencji w największym stopniu dotyczy małych firm, które nie mają działów IT lub mają je, ale w okrojonym składzie — komentuje Paweł Stapf.

Rozwiązaniem jest outsourcing. Fachmani z rynku ściągani są do konkretnych zadań. Odchodzą, gdy zrobią swoje, nie obciążając listy płac, która zawsze jest zbyt długa, a już zwłaszcza w kryzysie.

Sprawdź program konferencji "Bezpieczne i efektywne zarządzanie danymi", 8 września, Online >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane